Pomocnik Historyczny

Dwie kule Gawriły Principa

Zamach na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda

Zatrzymanie Gawriły Principa w chwilę po zamachu w Sarajewie, 1914 r. Zatrzymanie Gawriły Principa w chwilę po zamachu w Sarajewie, 1914 r. AKG
Gawriło Princip, działacz organizacji Młoda Bośnia, modlił się o wojnę równie żarliwie jak jego przyszła ofiara.
Gawriło Princip (1894-1918)AN Gawriło Princip (1894-1918)
Jeden z uczestników zamachu, Nadejlko Ćabrinović (1885-1916)AN Jeden z uczestników zamachu, Nadejlko Ćabrinović (1885-1916)
Jeden z uczestników zamachu, Trifko Grabeź (1895-1918)AN Jeden z uczestników zamachu, Trifko Grabeź (1895-1918)

Arcyksiążę i Młoda Bośnia.

Pierwszymi ofiarami wojny byli 51-letni następca tronu Austro-Węgier, najbogatszy podobno człowiek Europy, arcyksiążę Franciszek Ferdynand d’Este oraz jego morganatyczna małżonka 46-letnia Zofia księżna Hohenberg, piąte dziecko hrabiego Bohumila Chotka, zastrzeleni dwiema kulami w południe 28 czerwca 1914 r. w Sarajewie.

Austriacki następca tronu, zwolennik całkowitego podporządkowania Bałkanów, uważany był tam za śmiertelnego wroga południowych Słowian. Na cel wzięło go sprzysiężenie Zjednoczenie lub Śmierć, które powstało w 1911 r. Należał do niego Gawriło Princip, uczeń gimnazjów w Sarajewie i Belgradzie, działacz organizacji Młoda Bośnia, powiązanej z serbską organizacją terrorystyczną Czarna Ręka.

Wywiad austriacki doskonale wiedział o prowadzonych po dyletancku przygotowaniach grupy członków Młodej Bośni i robił wszystko, by arcyksięciu wyperswadować wizytę w Sarajewie. W rozgrzanym upałem i polityką mieście na każdym kroku czuć było napięcie. Skazany na 16 lat ciężkiego więzienia jeden z uczestników zamachu Vaso Čubrilović pisał po wyroku: „Gdyby następca tronu do Bośni nie przyjechał, byłbym go znalazł w Wiedniu i zabił. Jego wizyta była wyraźną prowokacją wobec nas, Serbów... Przyjechał na manewry w naszej własnej ziemi przeciw naszemu własnemu narodowi”.

Przestrogi i ostrzeżenia.

Nie należy tam jechać! Podobnego zdania był przebywający na urlopie w alpejskim Bad Ischl stary cesarz. Na próżno. Franciszek Ferdynand się uparł. Argumentował, poniekąd słusznie, że jego podróż i udział w manewrach 15 i 16 korpusu wojsk austriackich będzie demonstracją znaczenia, jakie dynastia habsburska przywiązuje do świeżo anektowanych Bośni i Hercegowiny i wzmocni uczucia lojalności chorwackich i muzułmańskich mieszkańców. Ostrzeżenia stryja traktował jako jeszcze jedną próbę ograniczenia jego – generalnego inspektora sił zbrojnych – swobody działania i podejmowania decyzji. Ponury, zwalisty, zamknięty w sobie, ogromnie czuły na afronty wyrządzane ustawicznie przez dwór wiedeński jego okrutnie nisko urodzonej małżonce, najlepiej czuł się za granicą, gdzie i jego, i Zofię witano z ceremoniałem przewidzianym dla następcy tronu.

W ostatnich dniach przed wyjazdem pojawiły się ostrzeżenia: z Bad Ischl donosili, że cesarzowi śniła się babka, zwiastunka wszystkich nieszczęść w rodzinie Habsburgów. Czekająca na stacji w Beneszowie salonka dworska zepsuła się i następca tronu musiał jechać via Praga konwencjonalnym wagonem pierwszej klasy. Przed wsiadaniem do pociągu przypomniał sobie o upolowanym niedawno przez siebie białym koziołku. Według wierzeń myśliwskich każdy, kto zastrzeli takie zwierzę, do roku umrze. Ale – choć zapalony myśliwy (zastrzelił w życiu 300 tys. sztuk różnej zwierzyny) – raz jeszcze machnął ręką na przesądy.

Zamach.

28 czerwca o godz. 10.10 członek organizacji Młoda Bośnia Nedejlko Čabrinović, grzecznie uchylając kapelusza, spytał policjanta, w którym też samochodzie jedzie arcyksiążę, po czym wrzucił do owego samochodu granat, który spadł na ulicę i wybuchł pod innym autem. Franciszek Ferdynand nie zrezygnował z drażnienia bosą nogą grzechotnika: zaraz po wizycie w ratuszu tym samym otwartym kabrioletem pojechał wraz z małżonką do szpitala do rannych w pierwszym zamachu. O godz. 11 na skrzyżowaniu ulicy Franciszka Józefa z Nabrzeżem Appela kolumna samochodów z otwartym kabrioletem pary arcyksiążęcej zatrzymała się, niepewna dalszej trasy, tuż przy zatłoczonym chodniku, przed wejściem do składu winnego Schillera. Jeden z przechodniów, niewysoki, smagły brunet o jasnobłękitnych, błyszczących oczach, wyszarpnął z kieszeni rewolwer...

Pierwsza umarła raniona rykoszetem Zofia. Kula przeznaczona dla stojącego na stopniu kabrioletu austriackiego namiestnika wojskowego gen. Potiorka przebiła karoserię, przeszła przez gorset księżnej i trafiła ją w prawy bok. Patrząc na agonię żony, ranny (kula przebiła mu kołnierz munduru, przecięła tętnicę i utkwiła w kręgosłupie) Franciszek Ferdynand zaklinał: „Zofio, Zofio, nie umieraj, żyj dla moich dzieci”. Skonał o godz. 11.30. W tym czasie sponiewierany przez oszalały tłum Gawriło Princip (połknięta trucizna nie zadziałała, strzelić w skroń nie zdążył) rozpoczął składanie zeznań: „Zabiłem, bo w następcy tronu jest utrwalona najwyższa władza, której straszliwy ucisk odczuwamy my, Jugosłowianie. Zabiłbym go jeszcze raz, dziesiąty, setny. Jeśli czego żałuję, to tylko śmierci księżnej, która była Czeszką, ale tego zrobić nie chciałem”.

Pogrzeb.

Cesarz Franciszek Józef przyjął wiadomość o śmierci bratanka (którego nie cierpiał) i jego żony (której alergicznie nie znosił) zupełnie spokojnie. „To straszne. Ale Wszechmogący nie pozwala się prowokować... Siła wyższa przywróciła porządek, którego ja, niestety, nie potrafiłem utrzymać” – westchnął i polecił natychmiast wstrzymać rozbudowę zamku w Konopiszte, który znienawidzony następca tronu sukcesywnie zamieniał w sztab generalny i drugi Hofburg (rezydencję cesarską w Wiedniu).

Ciała pary arcyksiążęcej przewieziono statkiem do Triestu, a stamtąd na 24 godziny do Wiednia. Z uwagi na niskie urodzenie Zofii uroczystości żałobne ograniczały się do pogrzebu dworskiego trzeciej klasy. Trumna księżny Hohenberg stała w kaplicy o 35 cm niżej od trumny małżonka; na jej wieku położono białe rękawiczki i wachlarz, atrybuty damy dworu, którą Zofia była przed ślubem.

Ciała ofiar zamachu przetransportowano tej samej nocy, wśród szalejącej burzy, koleją do stacyjki Pochlarn, a stamtąd do pobliskiego zamku w Arstetten nad Dunajem, gdzie Franciszek Ferdynand już kilka lat wcześniej przygotował kryptę dla siebie i Zofii. Wiedział, że na wspólne miejsce w habsburskiej krypcie kapucynów w Wiedniu nie mogą liczyć. Trumny – stojące już na tym samym poziomie – oglądają (za darmo) liczne wycieczki do dziś. W każdą rocznicę zamachu w kaplicach zamków w Arstetten i Konopiszte odprawiane są nabożeństwa żałobne.

Wycieczki, jak zwykle, robią sobie zdjęcia na tle kabrioletu, którym czeski szofer Leopold Lojka wiózł na śmierć człowieka, od którego zależały losy świata. Lojka od 1926 r. spoczywa na cmentarzu w rodzinnym Brnie, ale jego pojazd (oryginał stoi w Muzeum Armii w Wiedniu) jest niezniszczalny mimo udziału w kilku karambolach. W sumie w tzw. przeklętym kabriolecie zginęło od czasu Sarajewa 16 osób!

Proces.

23 października 1914 r. 25 oskarżonych w procesie o zabójstwo w Sarajewie powstało z miejsc, by wysłuchać wyroku. Gawriło Princip, który w dniu zamachu miał 19 lat i 11 miesięcy (do pełnoletności brakło miesiąca), został skazany na 20 lat ciężkiego więzienia, jeden post miesięcznie oraz twarde łoże i izolację w pokoju bez światła 28 czerwca każdego roku. Podobne kary wymierzono wszystkim niepełnoletnim zamachowcom. Dziewięciu oskarżonych uniewinniono, pięciu innych skazano na śmierć przez powieszenie. Wobec dwu z nich cesarz skorzystał z prawa łaski, na trzech wyrok wykonano.

Jak wspominał austriacki kat państwowy Alojzy Zajfrid, wszyscy do ostatniego momentu zachowywali się godnie. „Któryś z tej trójki, nie pamiętam który, powiedział mi: Proszę tylko, by pan nie męczył mnie długo. – Może pan być spokojny, zęby zjadłem w swoim zawodzie, nie potrwa to nawet sekundy”.

Princip w Terezinie.

2 grudnia 1914 r. konwój wiozący Principa oraz dwu innych głównych oskarżonych, Čabrinovicia i Grabeža, wyruszył z sądu okręgowego w Sarajewie do służącej za więzienie twierdzy Terezin w zachodnich Czechach. Choć jechali w specjalnym wagonie ze szczelnie zapuszczonymi okiennicami, w Wiedniu trzeba było interwencji wojska, by opanować rozhisteryzowany, dyszący żądzą mordu tłum.

W Terezinie już czekały na nich specjalnie przygotowane cele. Samotka, czyli znajdująca się na końcu korytarza, pozbawiona okna izolatka Gawriły Principa przy I podwórku tzw. Małej Twierdzy zachowała się do dziś. Cela – przed którą ongi przez całą dobę stał wartownik z bagnetem na karabinie – jest lilipucia i kiedyś musiało tu być przeraźliwie zimno. Podobno Gawriło Princip ogrzewał chudym kocem przede wszystkim 10-kilogramowe kajdany, którymi był przez całą dobę przykuty do ściany – by lodowate żelazo nie parzyło mu nóg.

Rok po osadzeniu w kompletnej izolacji od świata Princip podjął pierwszą próbę samobójstwa (na wiadomość o śmierci Čabrinovicia usiłował powiesić się na ręczniku), potem drugą i trzecią. Zaczął umierać na raty: gruźlica kości. Na piersiach i ręce miał otwarte rany wielkości talerza. W listopadzie 1917 r. amputowano mu rękę. Trwała wojna, jedzenie stawało się coraz gorsze. Zlikwidowano mu przydział mydła. Prowadzony do lekarza wlókł się jak cień przez Małą Twierdzę, przeraźliwie chudy, brudny, zaropiały, z nieobcinaną od dwu lat brodą. Lekarz więzienny dr Marsch pisał o nim: „To już żywy trup”.

W tym samym czasie w różnych więzieniach czarno-żółtej monarchii umierali zgodnie z regulaminem pozostali najważniejsi uczestnicy zamachu. Przedostatni z nich, Djukić, zwariował z głodu w 1917 r. Ostatni, Gawriło Princip, zmarł o godz. 18.30 dnia 28 kwietnia 1918 r. w sektorze 13 szpitala wojskowego w Terezinie. Wychudzony szkielet pochowano w ogromnej tajemnicy (z obawy o powstanie miejsca kultu) na cmentarzu katolickim w Terezinie, w miejscu regulaminowo przeznaczonym dla więźniów twierdzy.

Bohater.

Jeden z czterech czeskich żołnierzy grabarzy zapamiętał miejsce bezimiennego pochówku. Po wojnie wbił w ślady po mogile czeską flagę. 2 czerwca 1920 r. nastąpiła ekshumacja zwłok zamachowca z Sarajewa. Ich autentyczność potwierdził lekarz, który ongi dokonał amputacji ręki. Gawriło Princip wrócił do Bośni jako bohater narodów Jugosławii. Pochowano go w Sarajewie we wspólnym grobie z innymi uczestnikami zamachu, który stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu pierwszej ze światowych wojen.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną