Cesarzowa Elżbieta – piękność na wiedeńskim dworze

„Przejdę, nie pozostawiwszy śladu”
Cesarzowa Elżbieta zapisała się w historii jako doskonałe ucieleśnienie mitu: piękna, bogata, sławna, ekscentryczna i nieszczęśliwa.
Elżbieta w wieku 28 lat, malował Anton Eisle, 1865 r.
AKG/BEW

Elżbieta w wieku 28 lat, malował Anton Eisle, 1865 r.

Starsza siostra Elżbiety, Helena, odrzucona przez Franciszka Józefa
ÖNB/APA/PAP

Starsza siostra Elżbiety, Helena, odrzucona przez Franciszka Józefa

Ozdobny inicjał Franciszka i Elżbiety
AN

Ozdobny inicjał Franciszka i Elżbiety

Ozdobny inicjał Franciszka i Elżbiety
AN

Ozdobny inicjał Franciszka i Elżbiety

Broszka cesarzowej
Dorotheum

Broszka cesarzowej

Kapelusz cesarzowej do jazdy konnej
Dorotheum

Kapelusz cesarzowej do jazdy konnej

Książę Bawarii Maksymilian steruje łodzią podczas przejażdżki z córką Elżbietą i jej narzeczonym Franciszkiem Józefem, sielski obrazek z epoki.
Interfoto/Forum

Książę Bawarii Maksymilian steruje łodzią podczas przejażdżki z córką Elżbietą i jej narzeczonym Franciszkiem Józefem, sielski obrazek z epoki.

Rodzina cesarska odpoczywa w Laxenburgu. Elżbieta (w powozie) z mężem (na koniu). Stoją arcyksiążę Rudolf z żoną Stefanią, obraz Carla Schweningera starszego, 1887 r.
BEW

Rodzina cesarska odpoczywa w Laxenburgu. Elżbieta (w powozie) z mężem (na koniu). Stoją arcyksiążę Rudolf z żoną Stefanią, obraz Carla Schweningera starszego, 1887 r.

Należąca do Elżbiety kryształowa szklanka na mleko
Dorotheum

Należąca do Elżbiety kryształowa szklanka na mleko

Należący do cesarzowej nocnik podróżny
Dorotheum

Należący do cesarzowej nocnik podróżny

Cesarska para w Prowansji, 1894 r., ilustracja z „Le Petit Journal”
BEW

Cesarska para w Prowansji, 1894 r., ilustracja z „Le Petit Journal”

Podróżna kasetka Elżbiety do przewożenia cennych ilustracji
ÖNB/APA/PAP

Podróżna kasetka Elżbiety do przewożenia cennych ilustracji

Święta w rodzinnym kręgu. Od lewej: Maria Waleria, Franciszek Józef, Rudolf, Gizela i Elżbieta, ilustracja z 1880 r.
BEW

Święta w rodzinnym kręgu. Od lewej: Maria Waleria, Franciszek Józef, Rudolf, Gizela i Elżbieta, ilustracja z 1880 r.

Protegowany Sissi, hrabia Gyula Andrássy, rzecznik pojednania Węgrów z Habsburgami
ÖNB/APA/PAP

Protegowany Sissi, hrabia Gyula Andrássy, rzecznik pojednania Węgrów z Habsburgami

Należąca do Elżbiety broszka z perłą i rubinami
Dorotheum

Należąca do Elżbiety broszka z perłą i rubinami

Pantofle z jedwabiu zdobione koronką
Dorotheum

Pantofle z jedwabiu zdobione koronką

Futrzana mufka
Dorotheum

Futrzana mufka

Wachlarz z malowanego jedwabiu, haftowany złotą nicią
Dorotheum

Wachlarz z malowanego jedwabiu, haftowany złotą nicią

Franciszek Józef z Katarzyną Schratt, 1910 r.
BEW

Franciszek Józef z Katarzyną Schratt, 1910 r.

Kobiety z najbliższego otoczenia cesarzowej. Od lewej: Ida Ferenczy, dama dworu, i Franziska (Fanny) Feifalik, fryzjerka, 1891 r.
Lessing/Photon Media

Kobiety z najbliższego otoczenia cesarzowej. Od lewej: Ida Ferenczy, dama dworu, i Franziska (Fanny) Feifalik, fryzjerka, 1891 r.

Niedobrana para. „Trudno wyobrazić sobie większe przeciwieństwa niż tatuś i mamusia” – zanotowała córka Elżbiety i Franciszka Józefa Maria Waleria. Ona narcystyczna hipochondryczka, ekscentryczna entuzjastka sztuki; on idealnie banalny czciciel obowiązku, który szczycił się, że nigdy nie czytał niczego poza dokumentami i korespondencją, a z teatru wychodził po pierwszym akcie, aby wcześnie położyć się spać. Jednak dzieje ich małżeństwa nasuwają wnioski umiarkowanie optymistyczne: miłość, co prawda, nie zwycięża wszystkiego, ale mimo wielu przeciwności przy dobrej woli obu stron potrafi przetrwać bardzo wiele.

On godził się niemal bez słowa wyrzutu, że przez kilkanaście lat bywała w Wiedniu jedynie przejazdem i odmawiała wykonywania jakichkolwiek monarszych obowiązków, wyrozumiale traktował wszelkie ekscesy, pokrywał jej astronomiczne wydatki i bezustannie pisał czułe listy. Ona osobiście zaaprobowała wybór „przyjaciółki” Katarzyny Schratt, która zastąpiła ją u boku Franciszka Józefa w drugiej połowie życia; zapraszała ją na śniadania we troje, a nawet podarowała małżonkowi jej portret. Zaloty cesarskiego małżonka wobec o dwadzieścia trzy lata młodszej aktorki uwieczniła w swych wierszach. Kiedy pani Schratt występowała poza Wiedniem, cesarska para świętowała jej urodziny szampanem.

Stosunki małżonków dobrze ilustruje odpowiedź cesarza na list, który otrzymał od swej pięćdziesięcioletniej żony z Itaki. Zauroczona widokiem wyspy Elżbieta uznała, że powinna swe doznania uczcić wierszem – i do tego samego zmusiła damę dworu, która w życiu żadnego wiersza wcześniej nie napisała. Oba utwory załączyła do listu do męża. Franciszek Józef, który z własnej woli raczej żadnego wiersza w życiu nie przeczytał, odpisał: „Wiersz Twój uważam za genialny (...), natomiast poezję hrabiny za bardzo słabą”. Byli oboje dobrze wychowani i chyba żadne nie dało nigdy odczuć drugiemu, że nie byli zbyt dobraną parą.

Geny zostały w rodzinie. Biografowie podkreślają, że dla szesnastoletniej Sissi zetknięcie się z wiedeńskim dworem, panującą na nim hiszpańską etykietą rodem z XVII w. i oficjalną pompą było szokiem. Że jej dzieciństwo upłynęło wśród rodzeństwa, na łonie natury, w towarzystwie psów i koni raczej niż dam dworu i szambelanów. I że na jej osobowość największy wpływ wywarł ojciec – nieco ekscentryczny książę Maksymilian, który gustował w towarzystwie literatów, dziennikarzy i aktorek, a córkę nauczył jeździć konno i gwizdać oraz zaraził namiętnością do podróży i cyrku. Jednak na tle innych księżniczek tych czasów, które często w młodym wieku wydawano za zupełnie obcych im ludzi i wysyłano do dalekiego kraju, którego języka i zwyczajów musiały się dopiero uczyć, jej małżeństwo zdawało się bułką z masłem.

Przede wszystkim byli ciotecznym rodzeństwem. Sprawę zaaranżowały obie matki, będące córkami króla Bawarii (który trzy pozostałe córki zdołał wydać za władców Prus i Saksonii). Tyle że według ich planu Franciszek Józef miał się oświadczyć starszej siostrze Elżbiety Helenie – zdaniem rodziny mądrzejszej, ładniejszej i dojrzalszej. Sissi na planowane zaręczyny zabrano na doczepkę – ale to w niej właśnie zakochał się, w pewnym sensie od pierwszego wejrzenia, młody cesarz (gdy widzieli się poprzednio, Sissi była jeszcze dzieckiem) i w ciągu paru dni wymusił na matce i ciotce zmianę planów. Wyjąwszy chyba Helenę, o czym biografowie taktownie milczą, oraz młodszego brata cesarza, który ich zdaniem podkochiwał się w Elżbiecie, wszyscy byli zadowoleni. „Gdyby tylko nie był cesarzem!” – miała podobno westchnąć Sissi. Sprawę załatwiono w rodzinie i pozostawało tylko zwrócić się do papieża o zgodę na małżeństwo tak bliskich krewnych – na co, gdy szło o głowy koronowane, papieże uprzejmie zgadzali się od wieków, z wielką szkodą dla puli genetycznej Habsburgów.

Kontrolowana i pouczana. Wiosną 1854 r. Elżbieta przeniosła się z domu matki w położonym pod Monachium pałacu do Hofburga w Wiedniu, którym kierowała ciotka arcyksiężna Zofia. Już wielodniowe uroczystości związane ze ślubem wydały się pannie młodej nadmiernie pompatyczne i uciążliwe. Gdy po nocy poślubnej arcyksiężna Zofia zaprosiła nowożeńców na śniadanie i kazała sobie złożyć szczegółowy raport ze spędzonych wspólnie godzin, Elżbieta oświadczyła, że źle się czuje. Złe samopoczucie i choroby miały się odtąd stać jej standardową bronią w walce z wymaganiami otoczenia.

Kolejne 14 lat życia miała jej zatruć coraz bardziej otwarta wojna z matką męża. Arcyksiężna Zofia była potężną indywidualnością. Po rewolucji lat 1848–49, w czasie której namówiła swego męża, by zrzekł się tronu na rzecz Franciszka Józefa, stała się najpotężniejszą osobą na wiedeńskim dworze oraz czołową postacią rządzącego stronnictwa, którego receptą na uniknięcie kolejnej rewolucji było dokręcanie śruby. Zofia pragnęła chwały Habsburgów, a wszelkie reformy istniejącego stanu rzeczy uważała za zdradę. Jej osobisty wpływ na Franciszka Józefa, na jego najbliższe otoczenie oraz na nominacje rządowe miał być gwarancją, że polityka twardej ręki będzie kontynuowana. Wydawało się, że jej szesnastoletnia siostrzenica jako małżonka cesarza świetnie nadawała się na kolejne narzędzie, które ten wpływ umocni. Edukację Sissi trzeba było zacząć od podstaw, np. od przyzwyczajenia jej do mycia zębów.

W pierwszych latach małżeństwa świekra, wyznaczeni przez nią dworscy urzędnicy i damy do towarzystwa cesarzowej wciąż kontrolowali Elżbietę i pouczali ją, jak powinna się zachowywać, powodując jej narastającą frustrację. Ceremoniał ograniczał liczbę osób, które miały dostęp do cesarzowej bez specjalnego pozwolenia do 23 panów i 229 pań z arystokracji. Kalendarz wypełniony był reprezentacyjnymi obowiązkami, a zachowanie cesarzowej, włącznie z kolejnością zwracania się do poszczególnych osób, prezentami, które należało wręczać, i formułkami, które należało wypowiedzieć, było ściśle ustalone od pokoleń. Elżbieta szybko straciła do tego wszystkiego cierpliwość, uznała za zamach na swoją niezależność i odnalazła satysfakcję w sabotowaniu ustalonych zasad.

Bohaterka popkultury. Od dworaków wolała psy i konie, zawsze też chętnie demonstrowała serdeczność wobec osób niżej urodzonych. Jej niechęć wobec ceremoniału i etykiety zjednała jej potem sympatię popkultury. W poświęconej jej w latach 50. XX w. trylogii filmowej Ernsta Marischki bezpretensjonalna spontaniczność Sissi – w jej roli Romy Schneider – zwycięża arystokratyczny snobizm: pod jej wpływem cały dwór wiedeński zajada się kiełbaskami i popija piwo. W dwuczęściowym filmie z Cristianą Capotondi z 2009 r. Sissi wyciąga męża na wyprawy incognito do spelunek na przedmieściu. Niestety, w rzeczywistości Franciszek Józef, aby zjeść swe ulubione kiełbaski z chrzanem, musiał wymykać się z własnego pałacu do domu Katarzyny Schratt.

Walka o dzieci. Konflikt z otoczeniem zaognił się, gdy Elżbieta zaszła w ciążę: jej brzuch stał się dynastycznym skarbem, a ona sama została poddana kontroli lekarzy wybranych przez Zofię. Wówczas to Zofia napisała słynny list, w którym pouczała synową, że nie powinna spędzać tyle czasu w towarzystwie swych ulubionych papug, bo jeśli zanadto się zapatrzy, dziecko może być podobne do jednego z ptaków. Skoro jest taka ładna – brzmiała uprzejma, a może jednak uszczypliwa konkluzja – niech lepiej patrzy w lustro. Po narodzinach córka – naturalnie otrzymała imię Zofia – oraz kolejne dzieci – Gizela i Rudolf – dostały się pod opiekę armii piastunek i wychowawczyń, a Elżbieta nigdy nie zostawała z nimi sama.

Bolesne przesilenie nastąpiło dwa lata po narodzinach małej Zofii. W wyniku nalegań Sissi dziecko pojechało z nią i ojcem na Węgry, gdzie po krótkiej chorobie umarło. Matka cesarza nie mogła powstrzymać się od komentarza, że gdyby jej posłuchano i zostawiono małą w domu... Walka o kontrolę nad pozostałą dwójką całkowicie zatruła życie domowe cesarskiej pary, przy czym Franciszkowi Józefowi coraz trudniej było manewrować między matką a żoną i udawać, że nic złego się nie dzieje. Elżbieta przegrała częściowo na własne życzenie. Opiekę nad jej dziećmi przejęły ostatecznie osoby wyznaczone przez arcyksiężną, takie jak hr. Fürstenberg, której stosunek do Elżbiety oddaje uwaga na temat podopiecznych: „Takie z nich miłe i kochane istotki, jak gdyby były dziećmi wyłącznie swojego ojca”.

Byle dalej od Wiednia. Jesienią 1860 r. Elżbieta oświadczyła, że czuje się tak źle, iż musi wyjechać na Południe: jej wybór padł na portugalską Maderę, gdzie spędziła zimę. Wróciła do monarchii przez Hiszpanię i greckie Korfu, którym była zachwycona. Po krótkim pobycie w Wiedniu znów dopadła ją tajemnicza choroba i powtórnie wyjechała na Korfu. Odtąd Sissi będzie wyjeżdżać z Wiednia coraz częściej: zimą na Riwierę, do Grecji i Egiptu, latem na polowania do Anglii i Irlandii, w Alpy i na Węgry, do kąpielisk w Niemczech i Czechach oraz do najrozmaitszych doktorów we wszystkich zakątkach Europy.

Jej pobyty w stolicy będą miały na celu głównie uspokojenie plotek: wpierw, że cesarzowa jest umierająca, potem – że oszalała. Coraz częściej nikt, włącznie z nią samą, nie wiedział, dokąd jedzie ani jak długo to potrwa. Chętnie podróżowała incognito, a kiedy jej tożsamość wychodziła na jaw i miejscowe władze oraz spanikowany miejscowy austriacki konsul organizowali fetę na jej cześć, kazała swojej fryzjerce przebierać się za siebie, machać chusteczką i kłaniać się. Zaproszenia monarchów, w tym królowej Wiktorii, mocno tym urażonej, notorycznie zbywała, zasłaniając się złym samopoczuciem.

Akuszerka ugody z Węgrami. Lata 60. to okres największych triumfów Elżbiety. Wojny 1859 i 1866 r. mocno poderwały autorytet stronnictwa arcyksiężnej Zofii: jej protegowani generałowie i dyplomaci okazali się nieudacznikami. Po utracie północnych Włoch Franciszek Józef zaczął dostrzegać konieczność pozyskania sobie Węgrów. Elżbieta grała w tym niepoślednią rolę – albo tak powszechnie uważano. Podróże po Włoszech i Węgrzech w latach 50. – w tym czasie para cesarska spotkała się tam z ostentacyjnie chłodnym przyjęciem – uświadomiły jej, że Habsburgowie nie wszędzie są tak lubiani jak w Wiedniu. Przychylnie do Węgier nastroiła ją też z pewnością nienawiść, którą do tego kraju żywiła arcyksiężna Zofia i jej protegowani. Nie byli w stanie zapomnieć Węgrom upokorzenia, jakim dla Habsburgów była rewolucja lat 1848–49, a której Elżbieta wszak nie pamiętała.

Na złość tym ludziom Sissi na swoje damy do towarzystwa wybierała Węgierki (w tym stosunkowo skromnego pochodzenia Idę Frenczy, jej powiernicę na resztę życia), zaczęła się uczyć węgierskiego, a na swojego przewodnika po węgierskiej kulturze wybrała – o zgrozo! – dziennikarza żydowskiego pochodzenia Maksa Falka. Jej protegowanym został hrabia Gyula Andrássy, który w latach 1849–57 w związku ze swym udziałem w rewolucji przebywał na emigracji (był nawet zaocznie skazany na śmierć). Ułaskawiony, stał się jednym z najważniejszych rzeczników pojednania z Habsburgami. W filmie Marischki w tym celu zalecał się do Sissi, choć w rzeczywistości ograniczył się chyba tylko do pochlebstw i skutecznie przerobił ją w stronniczkę ustępstw na rzecz Węgier.

Jej poglądy nie były tajemnicą, a opinia publiczna, zawsze skłonna przypisywać jej wielkie wpływy, uznała ją za akuszerkę tzw. ugody 1867 r. (i nominacji Andrássyego na premiera) – co na Węgrzech przyniosło jej uwielbienie, a w Austrii wzbudziło krytykę. Żaden inny naród monarchii, a już zwłaszcza Słowianie, nie cieszył się podobnymi względami cesarzowej, która nigdy potem w politykę się już nie angażowała. Jej fascynacją stała się za to Grecja, ze swymi pejzażami i ruinami.

Koronacja w Budapeszcie w czerwcu 1867 r. zmęczyła ją jak wszystkie uroczystości (przy czym Elżbieta musiała, zgodnie z tradycją, osobiście zacerować płaszcz koronacyjny męża), była jednak jej wielkim osobistym triumfem. Wbrew zwyczajowi oboje małżonkowie zostali koronowani jednocześnie, hołdom i wybuchom entuzjazmu na widok królowej nie było końca, a wdzięczny naród ofiarował parze królewskiej posiadłość w Gödöllő pod Budapesztem, gdzie w kolejnych latach odbywać się będą słynne polowania.

W następnym roku urodziła się ostatnia córka Elżbiety i Franciszka Józefa Maria Waleria. Tym razem matka kierowała jej wychowaniem, a pierwszym językiem dziewczynki stał się węgierski. W przyszłości najmłodsza córka stanie się jej powierniczką i będzie jedynym dzieckiem Elżbiety, z którym łączyć ją będą ciepłe i serdeczne stosunki.

Obsesja urody. Olbrzymie wpływy, jakie opinia publiczna przypisywała Elżbiecie, wiązały się z innym darem od losu, który miał się stać jej przekleństwem: urodą. W owej epoce nie robiono publicznego sekretu z faktu, że pięknym kobietom nietrudno owinąć sobie wokół palca potężnych mężczyzn. Jako że fotografia dopiero raczkowała, Elżbietę otaczała sława wielkiej piękności, ale tylko nikły promil jej poddanych wiedział, jak naprawdę wyglądała; stąd, m.in., zawsze gdy pokazała się publicznie, robiło się straszne zbiegowisko. Dlatego też, gdy Sissi była w Wiedniu, gdzie mogła zostać łatwo rozpoznana, na porę spacerów po Praterze wybierała zwykle szóstą rano.

Jej sława rosła z czasem: jako nastolatka Elżbieta uchodziła za uroczą, jako trzydziesto-, a nawet czterdziestolatka za pierwszą piękność wśród koronowanych głów. Tytuł ten brała bardziej serio niż cesarski – obsesyjna dbałość o urodę, a zwłaszcza linię, wypełniła znaczną część jej życia. Stała się też powodem komplikacji dyplomatycznych: Elżbieta długo szerokim łukiem omijała Paryż i unikała spotkania z francuskim cesarzem Napoleonem oraz jego żoną Eugenią, która także uchodziła za piękność. W 1869 r., gdy Franciszek Józef wybrał się na otwarcie Kanału Sueskiego, pisała: „Nareszcie masz szczęście oglądania swojej ukochanej cesarzowej Eugenii. Jestem zazdrosna, że teraz się do niej umizgasz, gdy ja siedzę tu sama i nawet nie mogę się zemścić” – dołączając prośbę, aby mąż na pocieszenie przywiózł jej „jakiegoś murzynka” (raczej niż egzotyczne zwierzę).

Jako dojrzała kobieta rozpoczynała dzień od gimnastyki – w wielu rezydencjach miała specjalnie przeznaczony do tego gabinet – po czym następowało ważenie (przy 172 cm wzrostu Sissi ważyła od 46 do 50 kg). W zależności od wagi oraz najnowszej kuracji decydowała o diecie na dany dzień: często ograniczając się tylko do mleka bądź pomarańczy. Regularne głodówki – które dziś określilibyśmy jakąś formą anoreksji – były powodem nawracających kłopotów zdrowotnych. Do końca lat 70. przez większość roku, często po 10 godzin dziennie, jeździła konno – najchętniej galopem i z przeszkodami. Pasja jeździecka była pretekstem do jej wyjazdów do Anglii, kraju uchodzącego za ojczyznę sportów konnych, gdzie przez wiele tygodni w roku brała udział w polowaniach i wyścigach. Gdy w wyniku upadku z konia we Francji niemal się zabiła i gdy zaczęła cierpieć na reumatyzm, przerzuciła się na szermierkę oraz całodzienne piesze wycieczki, w których towarzyszyły jej coraz młodsze damy dworu, jako że ludzie w jej wieku po prostu nie dawali rady za nią nadążyć. W trosce o cerę poddawała się rozmaitym kuracjom i spędzała wiele czasu w kąpieliskach: w Morzu Północnym kąpała się już w kwietniu, a gdy mieszkała na Korfu, sypiała pod mokrym prześcieradłem. W czasie burzy morskiej na statku, gdy jej świta wymiotowała pod pokładem, kazała się przywiązać do masztu. Fascynowało ją piękno greckich i rzymskich rzeźb, którymi wypełniła willę na Korfu.

Strach przed szaleństwem. W 1872 r. umarła arcyksiężna Zofia. Elżbieta była akurat w Wiedniu i czuwała przy umierającej. Życzliwi twierdzą, że się pojednały, złośliwi – że pragnęła się upewnić, że Zofia nie żyje. Zwykle jednak była w podróży: cesarzowi z trudem udało się jej wyperswadować Tasmanię. Trasy własnych wypraw na ogół nie znała nawet ona sama; wydłużały się one w trakcie o długie miesiące. Rezydencje, które dla niej wybudowano, przestawały jej się podobać, gdy tylko je ukończono. Lubiła zapuszczać się incognito w zakamarki obcych miast lub na długie górskie wycieczki w towarzystwie jednej lub dwóch osób, zagadywać ludzi, którzy nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Jednak logistyka tych przedsięwzięć nie była taka prosta: służba, bagaż, sprawunki i ulubione wierzchowce Elżbiety podróżowały specjalnym pociągiem lub statkiem – a jeśli cesarzowa nakupowała zbyt wiele, trzeba było depeszować do Wiednia po kolejny. Jak wielu ludzi z jej sfery, nie miała pojęcia, ile co kosztowało (ani nawet sama nie posługiwała się pieniędzmi).

Zdając sobie sprawę, że otoczenie uważa ją za dziwaczkę, Elżbieta zaczęła się obawiać, czy jest normalna, w czym umocniły ją przypadki obłędu w jej rodzinie – przede wszystkim ekscentrycznego kuzyna, króla Bawarii Ludwika II, i jego brata Otta. Ku przerażeniu personelu niespodziewanie odwiedzała szpitale psychiatryczne (w Wiedniu na wieść o jej przybyciu ordynator pobiegł do domu po frak, a kiedy wrócił, cesarzowej już nie było), a męża poprosiła, aby wybudował kolejny szpital z okazji jej urodzin.

Samobójstwo jedynego syna Rudolfa w 1888 r. wzmogło w niej wiarę w rodzinną klątwę i utwierdziło skłonności depresyjne. Podróże, wysiłek fizyczny i poezje Heinricha Heinego, którymi usiłowała je zaleczyć, działały połowicznie, wzmacniając jej poczucie osamotnienia. Jej własne wiersze, które traktowała bardzo serio, wierząc, że Heine im patronował, cechowała naiwna egzaltacja zachwytów i skrajnego przygnębienia. Jej ostatnią ucieczką był narastający mistycyzm religijny i nieortodoksyjna dewocja. Zgodnie z modą wierzyła w spirytyzm: po śmierci Rudolfa usiłowała wywołać jego ducha, twierdziła też, że widywała zjawę zmarłego w niejasnych okolicznościach króla Ludwika.

Samotność i nuda. Wydaje się, że jej psychika była ofiarą jej wysokiej godności. Przede wszystkim, nabrawszy nieufności do otoczenia w pierwszych latach małżeństwa, pozostała osobą głęboko samotną. Serdeczność, jaką okazywała ludziom gorzej urodzonym, co wielu gorszyło, pozostawała przelotnym kaprysem: nieliczni obdarzeni przez nią zaufaniem traktowali je zawsze jako onieśmielający zaszczyt. Jej syn się zabił, starsza córka nie znała jej i nie kochała, a od młodszej sama odcinała się po jej zamążpójściu, mając w pamięci własne przejścia z arcyksiężną Zofią.

Jej małżeństwo stało się z czasem głównie korespondencyjne. Trudno przypuszczać, aby Franciszek Józef rozumiał głębsze powody jej depresji ani żeby ona okazywała wiele zrozumienia dla jego trosk. Pod koniec życia Elżbieta lubiła mawiać, że śmieszyła ją wiara w moc sprawczą polityki; jej zdaniem wszystko zależało od wyroków „wielkiego Jehowy”, a Austrii wieszczyła rozpad – nie tyle z uwagi na jej wieloetniczną kompozycję, co wiszące nad dynastią przekleństwo. Zdaje się, że Katarzyna Schratt – pogodna, gadatliwa, nieskomplikowana – pasowała znacznie lepiej do Franciszka Józefa. Ale to portret Elżbiety wisiał na centralnym miejscu w gabinecie, w którym cesarz spędził większość swego długiego życia.

Poza tym Elżbieta, kobieta bez wątpienia energiczna i z charakterem, cierpiąc na awersję do ceremonii i pompy – czyli samej esencji zawodu monarchini – pozbawiona jakiejkolwiek systematycznej edukacji, jak też możliwości zajmowania się własnymi dziećmi – w gruncie rzeczy całe życie po prostu nie bardzo wiedziała, co ze sobą począć. Najinteligentniejsza z jej dam do towarzystwa Maria Festetics zanotowała w 1872 r.: „Wielka szkoda, że właściwie marnuje ona cały czas na dumania i nic nie robi. Cesarzowa ma skłonność do umysłowego lenistwa, a przy tym pociąg do wolności, nie dający się niczym ograniczyć. Na małych przyjęciach bywa czarująca, oczywiście gdy nie ma osób niesympatycznych dla niej. W przeciwnym razie staje się bardzo sztywna”. Polityka i dobroczynność, pałace, które kazała dla siebie wybudować, i podróże – wszystko to szybko ją nudziło.

Jesień jej życia wypełniły samotność, podróże i kuracje, przy czym wielkie wrażenie zrobił na niej pewien doktor z Amsterdamu, który w ostrych słowach zrugał ją, gdy zaoponowała przeciw jego metodom; zapewne był to jedyny w jej życiu przypadek, gdy ktoś stojący od niej niżej w społecznej hierarchii i wiedzący, z kim rozmawia, zachował się wobec niej nieuprzejmie. Ukończywszy lat 60, doczekała się prawnuków, ale z rodziną widywała się sporadycznie. Wiele mówiła o śmierci i nadziei ujrzenia bliskich jej zmarłych. Zgodnie z jej życzeniem zaskoczyła ją ona nagle i z dala od domu. We wrześniu 1898 r. na nadbrzeżu w Genewie Luigi Lucheni – bezrobotny młody Włoch, związany przelotnie z propagującymi zamachy na koronowane głowy anarchistami i pragnący przejść do historii oraz zaimponować arystokratce, której mąż wyrzucił go z pracy – zabił cesarzową zaostrzonym dłutem.

Zbanalizowana. Po śmierci Rudolfa, po którym nosiła żałobę do końca życia, miała zwierzyć się Marii Walerii, że wiedeńczycy, którzy nigdy jej nie lubili, „nareszcie się uspokoją, wiedząc, że przejdę nie pozostawiwszy w Austrii ani śladu po sobie”. Tą deklaracją oddała chyba hołd życiowej filozofii arcyksiężnej Zofii. Oczywiście myliła się: Austria i Węgry pełne dziś są mniej lub bardziej tandetnych pamiątek po niej. Każdy może kupić sobie koszulkę, kubek, długopis lub całą zastawę z jej podobizną, westchnąć nad losem kobiety, która źle się czuła w sztywnych ramach roli, jaką napisało dla niej otoczenie. Patronuje klubowi nieprzystosowanych oryginałów ze świecznika, których pamięć uzasadnia masową produkcję banalnych duplikatów.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną