Pomocnik Historyczny

Prolog: Europa po przejściach

Jak rodziła się zjednoczona Europa

Podpisanie traktatów rzymskich, Rzym, Włochy, 25 marca 1957 r. Podpisanie traktatów rzymskich, Rzym, Włochy, 25 marca 1957 r. Ullstein Bild
To z poczucia słabości, a nie mocy, kilka państw zachodniej Europy spróbowało połączyć swe siły; zdewastowany podczas II wojny światowej kontynent, przepołowiony żelazną kurtyną, dusił się w uścisku dwóch mocarstw.
Nowy Pomocnik Historyczny POLITYKI „Dzieje wspólnej Europy”Polityka Nowy Pomocnik Historyczny POLITYKI „Dzieje wspólnej Europy”
Ruiny Pałacu Sprawiedliwości w miasteczku Saint-Lô, Francja, sierpień 1944 r.Getty Images Ruiny Pałacu Sprawiedliwości w miasteczku Saint-Lô, Francja, sierpień 1944 r.
Od wrogości do przyjaźni. Francuzka kopie niemieckiego jeńca, Tulon, Francja, wrzesień 1944 r.Getty Images Od wrogości do przyjaźni. Francuzka kopie niemieckiego jeńca, Tulon, Francja, wrzesień 1944 r.
Od wrogości do przyjaźni. Prezydent Francji Charles de Gaulle i kanclerz RFN Konrad Adenauer przed katedrą w Reims, Francja, lipiec 1962 r.Getty Images Od wrogości do przyjaźni. Prezydent Francji Charles de Gaulle i kanclerz RFN Konrad Adenauer przed katedrą w Reims, Francja, lipiec 1962 r.
Pieczęć pod traktatami rzymskimiAKG Pieczęć pod traktatami rzymskimi
Strona z podpisami pod traktatami rzymskimi; oryginał jest przechowywany we włoskim MSZ.AKG Strona z podpisami pod traktatami rzymskimi; oryginał jest przechowywany we włoskim MSZ.

Bez euforii. 25 marca 1957 r. lało w Rzymie jak z cebra. Tuż przed godz. 18 delegaci z sześciu krajów założycielskich Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (Belgii, Francji, Holandii, Luksemburga, Niemiec, Włoch) przybyli na Kapitol. Przeszli obok kopii posągu Marka Aureliusza do Pałacu Konserwatorów. W odświętnie przystrojonej Sali Horacjuszy przyglądały im się posągi dwóch papieży – Urbana VIII i Innocentego X. Jednak zebrani szefowie rządów lub ministrowie mieli na uwadze nie tyle minione dwa tysiące lat dziejów Europy, ile ostatnie dwa dziesięciolecia, kiedy to właściwie wszystkie ich kraje przeżyły ogromną traumę.

W 1937 r. były – z wyjątkiem Niemiec i Luksemburga – zamożnymi państwami kolonialnymi. Włochy podbijały Libię i Etiopię, Belgia była usadowiona w Kongu, Holandia na Malajach, a Francja w swych licznych terytoriach zamorskich. W 1947 r. właściwie wszystkie były przegrane. Okupowane i podzielone Niemcy były przegranym absolutnym – militarnie, politycznie, gospodarczo i moralnie. Francja stała się co prawda stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i w Niemczech miała status mocarstwa zwycięskiego, ale nie zawdzięczała go realnemu wkładowi w powalenie III Rzeszy, lecz łasce Anglosasów, którzy potrzebowali czwartego do powojennego brydża z Józefem Stalinem. Włosi żyli co prawda legendą partyzantki i niemieckiej okupacji po obaleniu Benito Mussoliniego w 1943 r., ale na triumfatorów wojny nie wyglądali, stracili prestiż i kolonie – podobnie zresztą jak traciły teraz swoje Francja, Belgia, Holandia czy Wielka Brytania.

W 1957 r. nie było powodu do euforii. Amerykański plan Marshalla ożywił wprawdzie koniunkturę, co w Niemczech zachodnich nazwano cudem gospodarczym, a po śmierci Stalina w 1953 r. tzw. zimna wojna złagodniała. Jednak zgniecenie w październiku 1956 r. przez Moskwę powstania na Węgrzech i równoczesna amerykańska blokada francusko-brytyjsko-izraelskiej interwencji w Suezie pokazała Europejczykom ich niemoc w uścisku supermocarstw.

Wojenne pomysły na jednoczenie. Różne pomysły przyszłego jednoczenia Europy powstały jeszcze w czasie wojny. Były socjalistyczny premier Francji Léon Blum, nim został przez marszałka Pétaina wydany Niemcom, zanotował na wiosnę 1941 r. w celi więziennej: „Albo po tej wojnie powstaną silne europejskie instytucje, albo ta wojna nie będzie ostatnia”. I nie tylko on tak wtedy myślał. Historycy wyliczyli, że od 1940 r. powstało ok. 200 podobnych, poważnych szkiców i projektów zjednoczenia Europy.

Jedne nawiązywały do wcześniejszych pomysłów – jak choćby ruchu paneuropejskiego hr. Coudenhove-Kalergi, który już w 1923 r. proponował połączenie niemieckiego i francuskiego przemysłu węgla i stali. Inne – do międzywojennych wizji, np. małej ententy czy międzymorza. W 1940 r. w Londynie dwóch premierów rządów emigracyjnych, Władysław Sikorski i Edvard BeneŠ, zapowiedziało, a 23 stycznia 1942 r. podpisało układ o utworzeniu po wojnie konfederacji polsko-czechosłowackiej. Kilka dni wcześniej podobną umowę zawarły emigracyjne rządy grecki i jugosłowiański. W swym zarysie historii UE Jean-Claude Juncker podkreśla, że to gen. Sikorski w 1942 r. zachęcał pozostałe rządy emigracyjne oraz Wolnych Francuzów Charles,a de Gaulle’a do prac nad wspólnotą europejską. Z kolei w USA były włoski minister spraw zagranicznych hr. Carlo Sforza proponował uczynienie z Polski i Serbii motoru federacji środkowoeuropejskiej, ściśle współpracującej z łacińską federacją francusko-włoską. W czasie wojny z hitlerowską Twierdzą Europa Adolfa Hitlera oba te projekty ze zrozumiałych względów szerokim łukiem omijały Niemcy.

Podzielony kontynent. Oba też okazały się palcem na wodzie pisane, ponieważ głównym rozgrywającym w środkowo-wschodniej Europie był po wojnie Stalin, niemający zamiaru z nikim dzielić władzy na terenach zajętych przez sowiecką armię. W 1947 r. zmusił Warszawę i Pragę do odrzucenia amerykańskiego planu Marshalla. Pomoc popłynęła do Europy Zachodniej, pogłębiając zadawnioną gospodarczą przepaść między nią a Europą Środkowo-Wschodnią.

Ale nie tylko Stalin zablokował na pół wieku jednoczenie Europy. Nierealne okazały się także zachodnie wizje z czasów wojny. Np. belgijski minister rządu emigracyjnego Paul-Henri Spaak proponował polityczne, wojskowe i gospodarcze stowarzyszenie Belgii, Luksemburga, Holandii i Francji. Zaś de Gaulle w 1943 r. zapowiadał federację zachodniej Europy, obejmującą także Wielką Brytanią i Nadrenię z Westfalią.

Z emigracyjnych planów tuż po wojnie został zrealizowany tylko jeden – unia celna krajów Beneluksu (Belgii, Holandii, Luksemburga). Podpisana już we wrześniu 1944 r., stała się zarodkiem EWG. To dlatego – twierdzi Juncker – w 2000 r. w Nicei krajom Beneluksu przyznano w Radzie Europejskiej tle samo głosów co 80-milionowym Niemcom i 60-milionowej Francji. W końcu Winston Churchill, wzywając w 1946 r. w Zurychu do utworzenia „czegoś w rodzaju Stanów Zjednoczonych Europy”, zwracał uwagę, by małe i duże kraje miały te same prawa.

Jednak najbardziej zaangażowani politycy niczego nie zdziałają bez społecznego poparcia. Tymczasem w zrujnowanej Europie lat 40. chęć do jednoczenia się była, oględnie mówiąc, ograniczona. Choć zarazem w przeczuciu, że zgroza wojny może się powtórzyć, powtarzano niczym mantrę: „Nigdy więcej!”. Na początku maja 1948 r. w Hadze spotkało się 800 parlamentarzystów, związkowców, przemysłowców i intelektualistów z 27 krajów. Jako pierwszy przemawiał Churchill, obecni byli Anthony Eden, Konrad Adenauer, François Mitterrand. Powtarzano, że Europie grozi trwały podział, że żadne państwo nie jest w stanie samo się obronić i gospodarować, że trzeba wspólnie walczyć z wojną i biedą. Ale głównym przesłaniem było: Europa musi się otworzyć na Niemcy, a państwa narodowe powinny połączyć swe suwerenne prawa i skoordynować politykę walutową.

Rada Europy. Haski program działania był zaczynem późniejszej EWG i dzisiejszej UE. Rok później, 5 maja 1949 r., dziesięć państw (trzy kraje Beneluksu, Dania, Francja, Irlandia, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania i Włochy) utworzyło Radę Europy, pierwszą wspólnotową instytucję. Nie miała ona wprawdzie politycznej władzy, ale formułując 4 listopada 1950 r. w Rzymie Europejską Konwencję Praw Człowieka, zdobyła autorytet moralny, poparty instytucją Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Ulokowany w Strasburgu, rocznie rozpatruje dziesiątki tysięcy pozwów, których żaden europejski rząd nie może ignorować. Dziś Rada Europy liczy 44 członków, spełniając nierealne w 1948 r. nadzieje kongresu haskiego: zaczniemy od Zachodu, a zakończymy na Wschodzie.

Nie udało się jednak nadać radzie – planowanych w Hadze – ciał ustawodawczych i wykonawczych. Dla federalistów Rada Europy była nazbyt uzależniona od poszczególnych rządów. Natomiast obrońcy narodowych suwerenności podejrzewali, że jest ona pierwszym krokiem ku europejskiej federacji. O tę kwadraturę koła rozbiła się w 2004 r. próba uchwalenia europejskiej konstytucji, a w 2016 r. potknęło się członkostwo Wielkiej Brytanii w UE.

Kwestia niemiecka. Nie tylko zimna wojna, również nacjonalizmy na Zachodzie spowodowały, że w latach 50. motorem jednoczenia Europy stała się gospodarka, co pozwoliło omijać drażliwe sprawy narodowej polityki poszczególnych krajów. Wszak sednem jednoczenia Europy była podskórnie kwestia niemiecka, a właściwe pytanie, co zrobić z niemiecką kuźnią zbrojeniową w Zagłębiu Ruhry? W latach 40. daleko było jeszcze do późniejszego francusko-niemieckiego tandemu. W lutym 1945 r., tuż przed konferencją antyhitlerowskiej Wielkiej Trójki w Jałcie, de Gaulle publicznie sugerował oderwanie Nadrenii, Zagłębia Saary i Zagłębia Ruhry od Niemiec. A potem – przynajmniej pozostawienie niemieckiego przemysłu ciężkiego pod aliancką kuratelą. Anglosasi, pamiętni fatalnych skutków francuskiej okupacji Zagłębia Ruhry w 1923 r., która wywołała w Niemczech oburzenie i narodowy opór, odrzucili francuskie pomysły, uważając, że tym razem lepiej będzie postawić na nogi niemiecką gospodarkę i powiązać ją z Zachodem. W 1947 r. objęli zachodnie strefy okupacyjne planem Marshalla. W 1948 r. przeprowadzili tam reformę walutową, na co Stalin odpowiedział wielomiesięczną blokadą zachodniego Berlina.

Podział Niemiec stawał się faktem, ale Francja – niemal do utworzenia Republiki Federalnej w 1949 r. – zwlekała z przyłączeniem swojej strefy do amerykańsko-brytyjskiej Bizonii. Francuska okupacja uchodziła zresztą za najcięższą. O ile w amerykańskiej strefie na 1 tys. mieszkańców przypadało 3 Amerykanów (w brytyjskiej – 10 Brytyjczyków), o tyle we francuskiej – 18 Francuzów. Gwałty, rekwizycje i masowy wyrąb lasów były na tyle dotkliwe, że szef socjaldemokratów Kurt Schumacher nazywał Francuzów zachodnimi Rosjanami, a tygodnik „Die Zeit” użalał się, że południowo-zachodnie Niemcy zostały odcięte aksamitną kurtyną. Równocześnie wśród francuskich okupantów było wielu urzędników, którzy mieli służbowe kontakty z Niemcami w czasie wojny, oraz intelektualistów zafascynowanych niemiecką kulturą.

Gambit Francuzów. Jednak Francuzi przeskoczyli własny cień. Nie mogąc przeforsować restrykcyjnej polityki aliantów wobec niemieckiego przemysłu ciężkiego, zaproponowali oddanie własnych kopalń i stalowni we wspólną administrację. Ogłoszony w maju 1950 r. przez francuskiego ministra spraw zagranicznych Roberta Schumana (pochodzącego z Lotaryngii) plan Wspólnoty Węgla i Stali okazał się drogą królewską jednoczenia Europy.

Niemcy w Zagłębiu Ruhry mieli węgiel, a Francuzi w Lotaryngii – rudę żelaza. Po utworzeniu Republiki Federalnej, podnosząc cenę węgla, ci pierwsi mogliby zdusić francuskie stalownie, które z kolei cierpiały na nadwyżkę mocy produkcyjnych. We francuskim interesie było zatem utrzymanie niskich cen niemieckiego węgla i zwiększenie dostaw stali do Niemiec. Z kolei w niemieckim – odzyskanie pełnej władzy w Zagłębiu Ruhry. Faktycznym pomysłodawcą planu ogłoszonego przez Schumana był Jean Monnet, technokrata, który w I wojnie koordynował alianckie dostawy dla wojska. W 1940 r. namawiał de Gaulle’a i Churchilla do swoistej unii obu krajów. A w 1943 r. tłumaczył generałowi: „Kraje Europy są za małe, aby zagwarantować swojej ludności niezbędny dobrobyt i postęp społeczny. Muszą się ukonstytuować w postaci federacji”.

Wspólnoty węgla, stali i atomu. RFN, kraje Beneluksu i Włochy przystały na plan utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, rozbrajając kilka klasycznych min w konkurencji europejskich państw. Francja uzyskała dostęp do niemieckiego rynku, Niemcy status równoprawnego partnera, kraje Beneluksu uwolniły się od ciężaru niemiecko-francuskiej rywalizacji, a Włochy stały się częścią nadreńskiego koła zamachowego zachodnioeuropejskiej gospodarki. Metoda Schumana – łączenie rozbieżnych interesów gospodarczych państw narodowych – już bez przeszkód zadziałała w 1957 r., gdy sześć krajów wspólnoty pod wpływem zarysowującego się kryzysu węglowego utworzyło Europejską Wspólnotę Atomową, chcąc dzięki energii atomowej zmniejszyć uzależnienie od importu ropy.

Francusko-niemiecki kompromis. Wtedy gospodarka miała być kołem zamachowym politycznego jednoczenia Europy. I poniekąd się stała. Pozwoliła znosić cła i otwierać granice. Otwarcie granicy niemiecko-francuskiej stało się fundamentalnym przeżyciem pokoleniowym młodych Niemców i młodych Francuzów, którzy byli za młodzi, by znaleźć się na froncie, ale wystarczająco duzi, by w czasie wojny podlegać wojennej pedagogice szkolnej i propagandzie oraz na własnej skórze doświadczać jej skutków. Teraz odrzucali ideologię dziedzicznej wrogości. Uczyli się języka sąsiada i jeździli do niego ze szkolnymi wycieczkami lub na wymianę między rodzinami.

Dla napiętnowanych hitlerowskimi zbrodniami Niemców pojednanie z Francuzami było fragmentem powrotu do normalności. Francuzom zaś dawało poczucie moralnego przewodnictwa, bo jako zwycięzcy wyciągali rękę do niedawnego wroga. Ale nie za bardzo. Co prawda zarys europejskiego porozumienia ugadywano w dużej mierze po niemiecku (bo Robert Schuman był przed 1918 r. poddanym Wilhelma II, a premier Włoch de Gasperi – posłem do austriackiego parlamentu), ale jasne było, że podstawą współpracy zachodnich Europejczyków musi być niemiecko-francuski kompromis. Choć w kwestiach bezpieczeństwa gotowość do niego nie była bezgraniczna.

Wojskowe zasieki. W sierpniu 1950 r., zaledwie trzy miesiące po ogłoszeniu planu Schumana, Churchill pod wrażeniem wojny koreańskiej wezwał zachodnich Europejczyków do stworzenia (w ramach istniejącego od roku NATO) armii europejskiej z niemieckim udziałem, zdolnej do działania u boku USA. Dwa dni później ideę podjęła Rada Europy. Pod koniec miesiąca chęć utworzenia zachodnioniemieckich sił zbrojnych i oddania do euroarmii niemieckiego kontyngentu zgłosił kanclerz Konrad Adenauer. W sierpniu ideę poparł także amerykański sekretarz stanu Dean Acheson. A pod koniec października premier Francji René Pleven zapowiedział, że przedłoży francuskiemu parlamentowi plan utworzenia europejskiej armii. Jej częścią byłyby niemieckie siły zbrojne, podczas gdy Francja, Włochy i kraje Beneluksu zachowałyby zwierzchność nad swoimi. Amerykanie poparli plan. Niemcy, w zamian za wejście do EWO, starali się uzyskać zniesienie statusu okupacyjnego i utworzyć ministerstwo obrony. Francja była gotowa zaakceptować to pod warunkiem odnarodowienia niemieckich sił zbrojnych.

W maju 1951 r. podpisano traktat, jednak wielu spraw (wielkość kontyngentów, produkcja zbrojeniowa, narodowość dowódców) nie dogadano. Nie doceniano też oporów w obu krajach. We Francji wyrażanych przez gaullistów oburzających się na utratę kontroli przez państwo nad armią francuską, a w Niemczech – przez SPD protestującą przeciwko remilitaryzacji kraju. Stalin zaś próbował zablokować integrację RFN z Zachodem, proponując neutralizację Niemiec i zjednoczenie ich na podstawie wolnych wyborów. Do dziś historycy spierają się, na ile była to realna oferta, a na ile mydlenie oczu. W każdym razie Adenauer uznał ją za pozorowaną i forsował prozachodni kurs. I, paradoksalnie, miał sojusznika w Walterze Ulbrichcie, szefie rządzącej w NRD z łaski Stalina SED, który nie był skory do oddania władzy w zjednoczonych Niemczech.

W maju 1953 r. Republika Federalna ratyfikowała traktat. Ale tymczasem we Francji do władzy wrócili gaulliści. W lipcu 1954 r. Moskwa ułatwiła Francji wyjście z twarzą z Indochin i w sierpniu parlament francuski odrzucił EWO. Nie było to ostatnie odwrócenie się Francji plecami do europejskich przedsięwzięć zjednoczeniowych.

Namiastką wspólnoty obronnej było utworzenie Unii Zachodnioeuropejskiej i przyjęcie Niemiec zachodnich w maju 1955 r. do NATO. Francuskie obawy wobec remilitaryzacji Niemiec rozwiali z jednej strony Amerykanie, zapowiadając, że nadal pozostaną w Europie, z drugiej – rezygnacja Niemiec z broni atomowej, chemicznej i biologicznej, a od lat 60. także force de frappe – czyli francuska broń atomowa, niemająca wprawdzie znaczenia strategicznego w globalnej konfrontacji supermocarstw, ale jako taktyczna obrona – jak głosił de Gaulle – „na wszystkich azymutach”. Nie sięgała wprawdzie ZSRR, ale pokrywała całe Niemcy i kawałek Polski.

Francuska osobność. Francuskie weto rozpędziło euroarmię, ale przyspieszyło utworzenie EWG i Euratomu. Traktaty rzymskie uwspólnotowiły – jak to nazywa Juncker – „esencjonalne segmenty europejskiej gospodarki, kierując resztę suwerennych praw narodowych w wąski kanał procedur międzyrządowych”, ale nie przekreśliły konfliktów między interesami wspólnotowymi i narodowymi.

Republika Federalna, wciąż jeszcze pod kuratelą mocarstw zwycięskich, ze względu na historyczne zaszłości zachowywała się potulnie w EWG. Respektowała pierwszeństwo Francji i godziła na niewspółmierne subwencjonowanie francuskiego rolnictwa. Natomiast Francja po powrocie de Gaulle’a do władzy w 1958 r. otwarcie targała europejskim wędzidłem.

Dziś wspólne zdjęcie generała z kanclerzem w czasie mszy w katedrze w Reims w 1963 r. jest ikoną pojednania obu dziedzicznych wrogów, których tandem stał się motorem jednoczenia Europy. Zapisane w traktacie elizejskim niemiecko-francuskie instrumentarium – wymiana młodzieżowa, współpraca regionalna, konsultacje międzyrządowe – zostało po 1989 r. skopiowane w traktacie polsko-niemieckim. Prawda jednak jest taka, że de Gaulle stracił zainteresowanie traktatem, gdy niemiecki Bundestag w czasie ratyfikacji wyraźnie stwierdził, że nie podważa on transatlantyckich więzi Niemiec z USA. Tandem bowiem z Niemcami był dla generała nie tyle środkiem wzmacniana EWG, ile wypychania Anglosasów z Europy „od Atlantyku po Ural”, w której Francja odgrywałaby uprzywilejowaną rolę.

Dlatego de Gaulle konsekwentnie blokował wejście Wielkiej Brytanii do EWG i, stosując tzw. politykę pustego krzesła, wymusił utrzymanie zasady jednomyślności, a więc francuskiego weta we wspólnej polityce rolnej. Ten narodowy egoizm Francuza budził w Niemczech publiczne spory między „atlantystami”, jak Adenauer, i „gaullistami”, jak premier Bawarii. Franz Josef Strauss uważał EWG za początek przyszłych Stanów Zjednoczonych Europy zajmujących samodzielną pozycję między USA i ZSRR. Niemieccy gaulliści ten spór przegrali, ponieważ wszystkie rządy federalne – z wyjątkiem Gerharda Schrödera w 2003 r. – dbały o euroatlantycką równowagę.

Inaczej Francja, która nie tylko w kulturze, ale i polityce pielęgnowała swą l’exception – wyjątkowość. W 1954 r. zablokowała EWO, w 1966 r. na pół wieku wyszła ze struktur wojskowych NATO, w 2005 r. odrzuciła w referendum konstytucję europejską, a w 2017 r. kandydatka na prezydenta z ramienia Frontu Narodowego Marine Le Pen sugeruje Franxit, opuszczenie UE.

Cztery etapy wspólnoty. Niemniej Francja to jeden z dźwigarów zjednoczonej Europy, która w ciągu minionych 60 lat przeszła – niekiedy irytująco powoli, niekiedy zbaczając z głównej drogi, niekiedy się cofając, przez cztery etapy:

• W latach 1957–73 stworzono instytucje centralne EWG. Komisja Europejska mimo oporów państw członkowskich sprawdziła się jako strażniczka zawartych porozumień, Trybunał Europejski pomógł wdrażać decyzje wspólnotowe, a tym samym wprowadzać wspólne prawo. Jednak ani unia celna, ani przyjęcie Wielkiej Brytanii, Irlandii i Danii do EWG nie może przesłonić faktu, że nie udało się wówczas posunąć naprzód integracji politycznej i militarnej.

• W latach 1973–89 stworzono rynek wewnętrzny EWG i Parlament Europejski – co prawda z minimalnymi prerogatywami, ale wybierany bezpośrednio. Przyjęto do wspólnoty nowe demokracje z Europy śródziemnomorskiej – Grecję, Hiszpanię i Portugalię. Ściślejsza współpraca w polityce zagranicznej zapoczątkowała też przechodzenie od wspólnoty do unii.

• W latach 1989–2007 zmianie nazwy na Unię Europejską towarzyszyła ostateczna decyzja wprowadzenia nie tylko euro, ale i obywatelstwa UE. Kolejne rozszerzenia – najpierw o neutralne państwa: Austrię, Finlandię i Szwecję, a potem, w dwóch turach z 2004 i 2007 r., o dwanaście państw, w większości postkomunistycznych – miały być zwieńczone przyjęciem europejskiej konstytucji. Jednak jej odrzucenie przez Francję i Holandię odsłoniło granice poparcia dla zapisanej w traktatach idei coraz ściślejszej unii. A krwawa konfrontacja sukcesyjna w Jugosławii – bezradność UE w kwestiach wojny i pokoju na własnym kontynencie. Nieskuteczne i niekonsekwentne okazały się też nieformalne sankcje, jakimi obłożono w 2000 r. Austrię za udział w rządzie skrajnie prawicowej partii Jörga Haidera. Nie powtórzono ich potem wobec Włoch Berlusconiego.

• Na lata 2008–17 przypadło krytyczne dziesięciolecie. Globalny kryzys bankowy przerodził się w strefie euro w kryzys zadłużenia i zaufania, doprowadzając w 2010 r. do wciąż nierozwiązanego kryzysu greckiego. Z kolei aspiracje unijne Ukrainy – do otwartej konfrontacji z rosyjskim rewizjonizmem terytorialnym. Przy czym, przy całej swej bezsilności i zróżnicowaniu interesów, UE potrafiła zachować jednomyślność w kwestii sankcji wobec Rosji. Natomiast nie potrafiła rozwiązać swego wewnętrznego sporu o wartości zasadnicze – o konstytucyjne ramy rozdziału władz na Węgrzech i w Polsce. Dramatyczny okazał się kryzys imigracyjny. Narastał od lat, ale wybuchł w 2015 r. w związku z falą uchodźców z Syrii, Afganistanu i Afryki Północnej, obnażając egocentryzm państw narodowych.

Kwintesencją tego długiego kryzysu jest Brexit. Wprawdzie nadal do bram UE pukają Ukraina, Serbia, Macedonia, ale po raz pierwszy państwo członkowskie, w wyniku referendum, przygotowuje się do wyjścia z UE. Tegoroczne wybory we Francji, Włoszech i Niemczech będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości europejskiej wspólnoty. Ale również po przejściach Europa nie pozamyka się już w kojcach państw narodowych. Ma bowiem za sobą całe wieki poszukiwań wspólnoty i doświadczenia morderczych wojen na tym skrawku ziemi.

***

Pomocnik Historyczny o poszukiwaniach europejskich tożsamości, przeszłych i teraźniejszych znajdziecie w kioskach oraz w naszym sklepie internetowym.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną