Wojować na trzeźwo się nie da

Wojna na gazie
Druga wojna światowa była nie tylko zaborcza, heroiczna, wyzwolicielska czy ojczyźniana, ale i pijana. Alkohol legalnie lał się strumieniami niemal w każdej armii.
Niemcy piją piwo po odparciu ataku aliantów pod Dieppe, 1942 r.
Library of Congress/Getty Images

Niemcy piją piwo po odparciu ataku aliantów pod Dieppe, 1942 r.

Był lekarstwem na okropieństwa wojny. Dodawał odwagi, pocieszał, łagodził stres. Pozwalał zasnąć, oszukać głód, uspokajał sumienie. W 1945 r. u ponad 42 tys. amerykańskich żołnierzy zdiagnozowano alkoholizm i wysłano ich na odwyk. W innych armiach nie prowadzono takich statystyk. W Armii Czerwonej każdemu żołnierzowi początkowo wydawano po 100 g wódki dziennie, lotnikom – koniaku. W 1942 r. pierwszoliniowcom normę zwiększono do 200 g. Autorzy kolejnych rozkazów nazywali gorzałę i koniak niemal poetycko: napojami motywującymi.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj