Klasyki Polityki

Niemiecka akuratność

Flickr CC by 2.0
Tradycyjna niemiecka grzeczność mocno trzyma się sztywnych hierarchii społecznych także w języku.

Tekst jest częścią artykułu „Szacuneczek”, opublikowanego w tygodniku POLITYKA w grudniu 2001 r.

Podobnie jak w polszczyźnie wiele zwrotów zanikło, ale odświeżone mogą mieć efektowny aromat, z którym jednak nie należy przesadzać. Mówiąc dziś gnädige Frau (łaskawa pani) nie zarobi się punktów w widowiskach telewizyjnych, w których uczestnicy są sprowadzeni do tabliczek z imionami, ale można nieźle wypaść, gdy w prywatnym kręgu elegancję, z całowaniem rąk lub bez, łączy się z pewną autoironią.

Nie należy jednak ze słownikową elegancją przesadzać. Za zwrot liebes Fräulein można czasami zebrać bardzo niechętne uwagi w rodzaju: „a ty co, kochany chłoptaś?!” (liebes Herrlein). I to niekoniecznie od feministek. Wyemancypowane Niemki poczytują sobie za powód do dumy fakt, że są kobietami właśnie, a nie panienkami. U nas zresztą bywa podobnie.

Emancypacja – pod wpływem feminizmu – pogwałciła już nieco niemiecką ortografię. W prasie zielono-różowej czy zielono-czerwonej można niekiedy spotkać słowny nowotwór BuergerInnen (obywatele i obywatelki skontaminowani w jeden koedukacyjny dziwoląg). Pominięcie żeńskiej formy każdego rzeczownika funkcyjnego, np. dyrektorki i dyrektorzy (pisane jako DirektorInnen), jest dowodem męskiego szowinizmu.

Z grzecznością w ogóle należy uważać, by nie wpaść niechcący w radziecką formę Wy. Bywa, że pilny uczeń myli formę grzecznościową Ihr (Pański) z Ihr (Wy) i w następnym zwrocie przechodzi na pisane z dużej litery Euch(Wam), biedak nie wie, że popełnia kontrabandę w enerdowskim wydaniu, ponieważ grzecznie jest tylko Sie (Pan, Pani, Państwo) i Ihnen (Panu, Pani, Państwu). To wszystko niby jest w podręcznikach, ale w praktycznym mówieniu bywa różnie.

Z kolei nie ma niczego towarzysko nagannego w używaniu słowa towarzysz – Genosse, w kręgach socjaldemokratycznych. W końcu w SPD było ono używane najpierw i nigdy nie zostało sprostytuowane tak jak przez komunistów z KPD i SED, jak i nazistów z NSDAP, z tym, że ci znazyfikowali towarzysza rozróżniając go na towarzysza partyjnego Parteigenosse i bezpartyjnego towarzysza ludowego (narodowego) (Volksgenosse). Gdyby więc na przykład kanclerz Schröder swego polskiego kolegę, premiera RP, nazwał w jakiejś sytuacji Genosse, byłoby to dowodem najwyższego porozumienia ideowego, na przykład w Międzynarodówce Socjalistycznej, zwykle bowiem dotyczy tylko członków SPD, choć wyróżniony nim został Tony Blair.

Język niemieckich grzeczności demokratyzuje się i ulega wpływom angielskiego. Ale bruderszaft nie jest braterstwem nieograniczonym. Polski uczestnik dyskusji telewizyjnej czy choćby tylko publicznego panelu może przed programem usłyszeć: więc panujemy sobie. I nie chodzi tu o stworzenie dystansu czy o zachowanie powagi i uznania dla partnera, ale również o szacunek dla widza, który nie jest na ty z rozmówcami. Również niemiecki język ciała jest dużo bardziej powściągliwy niż Słowian. Gdy Breżniew – dla słynnej fotki – wpił się w usta Honeckera, musiała to być katorga dla kostycznego Niemca.

Niemcy, zwłaszcza starsi i dystyngowani – w zasadzie nie przepadają za demonstrowaniem uczuć i robieniem misiów na powitanie. Natomiast młodsi i – by tak rzec – bliżsi prostego człowieka lubią „wypuszczać świnię”, to znaczy nie hamować się zbytnio. Stąd można w niemieckich knajpach usłyszeć nie tylko rechot, ale i inne dźwięki ciała. W końcu namawiał do radości trawienia (i nie tylko) Luter.

Niemcy się rozluźnili, nie chorują tak na tytułomanię jak Austriacy. A w korespondencji subtelności emocjonalne szyfrują dość zabawnie. List rozpoczęty zwrotem Herr Adam... wskazuje na pewien oficjalny dystans, ale i sympatię, jest świadomym zapożyczeniem słowiańskiej formy. Lieber Herr Krzeminski to formuła oficjalna z miłością nie mająca wiele wspólnego. Lieber Adam Krzeminski jest o oczko cieplej, ale najcieplej w korespondencji zawodowej, przechodzącej w prywatną, jest oczywiście Lieber Adam... A więc jednak tak jak u nas.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek: duet lewicy na eksport? Aż tak różowo nie jest

Grający teraz głównie na siebie i swego partnera Robert Biedroń coraz bardziej ciąży swojej formacji. I choć na lewicy mówi się o kolejnym projekcie zjednoczeniowym, stanie się to zapewne bez Biedronia i Śmiszka, którzy ponoć mają inne plany na życie.

Rafał Kalukin
17.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną