PO chce kolejnego dnia wolnego od pracy

Kościołowi Trzech Króli
A liberałom restrykcje tyczące dni wolnych od pracy – taką parafrazą znanego powiedzenia (o Panu Bogu, diable, świeczce i ogarku) można podsumować ostatnie legislacyjno-polityczne kombinacje Platformy Obywatelskiej.

Chodzi o zgodę na uznanie katolickiego święta Trzech Króli dniem wolnym od pracy przy równoczesnym zniesieniu obowiązku przyznania pracownikom przez pracodawców dnia wolnego, jeśli jakieś święto (czy to państwowe, czy religijne) wypada akurat w sobotę.

Projekt stosownych zmian parlamentarzyści PO mają złożyć już na początku grudnia. A przecież jeszcze niedawno Platforma była mocno sceptyczna wobec idei kolejnego w roku dnia wolnego od pracy. Przekonywała, że w Polsce jest ich i tak sporo, a straty ekonomiczne i komplikacje dla pracodawców są tak duże, że kraju zwyczajnie na taki luksus nie stać.

Teraz okazuje się, że kraj z kolejnym świętem jakoś jednak przeżyje. I to pomimo, że Trzech Króli przypada na 6 stycznia, a więc  – zważywszy na sąsiedztwo Nowego Roku – często stawać się może kolejną okazją do tzw. długiego weekendu.

 Platforma tłumaczy, że jej inicjatywa ma łączyć racje światopoglądowe z ekonomicznymi. Przekonuje m.in., że zneutralizowaniu kosztów wolnego w Trzech Króli służyć ma likwidacja korzystnego dla pracowników rozwiązania z „oddawaniem” świątecznej soboty. Przyznaje nawet, jeśli pomysł wejdzie w życie, w niektórych latach pracownicy będą mieli mniej wolnego.

Tyle że przecież jest jasne, że istota całej kombinacji leży gdzie indziej.

Otóż rzucone przez katolicko-narodową prawicę hasło wolnego w Trzech Króli ochoczo podjął Kościół, a niektórzy duchowni do jego przeforsowania wytoczyli najcięższe armaty. W cień poszły przy tym sugestie pojedynczych teologów, że jeśli już hierarchizuje się święta religijne poprzez łączenie je z wolnym od pracy, to bardziej od Trzech Króli zasługiwałby na to chociażby Wielki Piątek – dzień Męki Chrystusa, szczególnie głęboko przeżywany przez wiernych.

W efekcie stratedzy PO uznali, że nie opłaca się na tym polu trwać przy liberalnych pryncypiach oraz zdroworozsądkowych i ekonomicznych regułach. Wszak ceną mogłaby być przedwyborcza ideologiczna wojna. Próbują więc pozyskać przychylność hierarchów, licząc zresztą na to, że i obywatele w gruncie rzeczy ucieszą się z kolejnego święta. A ważną grupę swojego elektoratu – czyli pracodawców – próbują przekupić ograniczeniem ich obowiązków wobec pracowników.

W życiu nie da się tańczyć jednocześnie na dwóch weselach. Wątpliwe też, by dało się to robić także w polityce. Zwłaszcza na dłuższą metę. A wobec PO coraz częściej padają pytania, gdzie się podziała jej liberalna twarz.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj