Klęska śledczych w procesie mafii paliwowej

Mafii nie było?
Wali się proces tzw. mafii paliwowej. Kluczowy dowód w sprawie jest niewiarygodny.
Tomasz Pawlak/Polityka.pl

Tak przynajmniej uznał w czwartek zielonogórski sąd – i po czterech latach zwrócił prokuraturze akta sprawy. Tej spektakularnej porażki doznała krakowska prokuratura apelacyjna, która przez wiele lat tropiła mafię paliwową. W trakcie procesu okazało się, że zarzucane oskarżonym kwoty oszustw paliwowych zostały wzięte z sufitu.

W 2002 roku „Rzeczpospolita”, powołując się na ustalenia prokuratorów, napisała, że w Polsce działa mafia paliwowa, na machinacjach której budżet państwa stracił co najmniej 10 mld zł. Ta przestępcza struktura miała powstać w 1998 r., tworząc sieć 1263 firm podejrzanych o nadużycia paliwowe.

Zdaniem prokuratury przez wiele lat byli bezkarni, bo nikt nie potrafił połączyć wielu spraw w jedną, spójną całość. Dopiero w 2002 roku krakowska Prokuratura Apelacyjna rozpoczęła śledztwo na gigantyczną skalę, ogłaszając, że Polskę oplata gigantyczna ośmiornica mafii paliwowej. Według policji i prokuratury na szczycie mafii stali trzej udziałowcy szczecińskiego BGM Petrotrade Poland: inżynier Jan B., były marynarz Arkadiusz Grochulski i były zawiadowca stacji Zdzisław Marszałek – od ich nazwisk powstała nazwa spółki. Wszystkich udziałowców aresztowano. Proces Zdzisława Marszałka i Jana B. odbywa się w Krakowie. Arkadiusza Grochulski, który najpóźniej trafił do aresztu, bo przebywał za granicą, trwa właśnie w Zielonej Górze.

Głównym dowodem przestępstwa miały być faktury znalezione w BGM. Arkadiuszowi Grochulskiemu prokuratura zarzuciła oszustwa podatkowe na 421 mln zł z tytułu nie odprowadzonego VAT-u i akcyzy. Sąd jednak uznał, że pisemna ekspertyza przygotowana na zlecenie prokuratury jest niewiarygodna. Wątpliwości miało rozwiać październikowe przesłuchanie biegłych – Teresy i Sławomira Lisek. Jednak przed sądem nie potrafili oni wyjaśnić, w jaki sposób obliczyli kwotę, na którą Skarb Państwa został oszukany.

Nie udało się wyjaśnić sądowi, dlaczego choć wszyscy udziałowcy BGM mają te same zarzuty, to prokuratura przypisuje im zupełnie różne kwoty oszustw – Grochulskiemu 421 mln, a Janowi B. i Zdzisławowie Marszałkowi tylko 277 mln.

Teresa Lisek odmówiła nawet wydania opinii uzupełniającej, tłumacząc się tym, że nie ma do tego odpowiednich kwalifikacji.

„Biegli odpowiadali w sposób niejasny, zasłaniali się niepamięcią lub hipotetycznym charakterem swojej opinii. Ich przesłuchanie nie tylko nie pozwoliło usunąć ujawnionych braków, ale wręcz je pogłębiło” – uznał sąd, uznając, że wymienione braki dyskwalifikują materiał dowodowy.

W czwartek 21 stycznia zielonogórski sąd zdecydował o odesłaniu akt sprawy do Krakowa. Prokuratura ma pół roku by znaleźć ekspertów, którzy w oparciu o dokumenty urzędów skarbowych zbadają, czy firmy tzw. mafii paliwowej faktycznie oszukiwały państwo, a jeśli tak, to jakie straty państwo z tego tytułu poniosło.

Nie będzie to łatwe, ponieważ akt oskarżenia przeciwko BGM przygotowywany był przez cztery lata. Większość dowodów przestępstwa zgromadzonych przez prokuraturę to właśnie faktury skonfiskowane w BGM, które miały świadczyć o oszustwach. Sąd podważając ten dowód postawił w bardzo trudnej sytuacji krakowską prokuraturę. Jej wieloletnia praca została de facto zakwestionowana.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj