Są wyniki badań zwłok Krzysztofa Olewnika

Ciało Olewnika
20 stycznia 2010 r. komentując decyzję o ekshumacji zwłok Krzysztofa Olewnika i ich ponownej identyfikacji napisałem na portalu POLITYKA.PL, że to nic nie zmieni. I rzeczywiście – nie zmieniło.

CZYTAJ: Będzie ekshumacja Krzysztofa Olewnika>>

Byłem wówczas nieco osamotniony, bo inni dziennikarze (głównie z TVN, TVN 24 i Rzeczpospolitej) podrzucali do ognia ile wlezie. A to, że w Olsztynie zawiązano niemalże spisek, aby sprawę zagmatwać, że podczas wizji lokalnej Sławomir Kościuk (oskarżony, który potem się powiesił w celi) nie wiedział gdzie ukrył zwłoki i podpowiadała mu policjantka, że pomylił siatkę metalową z plastikową, a badanie DNA sfałszowano. Wnioski nasuwały się same: to nie ciało Olewnika znaleziono w lesie pod Różanem.

Marna to satysfakcja, że miałem rację. Nad grobem nieszczęsnej ofiary porwania przeprowadzono igrzyska, tylko po to, aby podgrzać emocje. Media, prokuratura i niektórzy posłowie z komisji śledczej wygadywali największe bzdury. Sam nie wiem - aby zaistnieć, pokazać własną dociekliwość, czy też bezmyślnie powtarzać i mnożyć znaki zapytania? Dzisiaj to już bez znaczenia. Prof. Ryszard Pawłowski, ekspert badający DNA nie pozostawił cienia wątpliwości. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski natychmiast wypełnił próżnię, ogłaszając kolejną sensację. Będzie wznowione śledztwo w sprawie samobójczej śmierci Wojciecha Franiewskiego, herszta porywaczy. Zostało umorzone przedwcześnie, są nowe okoliczności. Jakie, minister nie ujawnił.

Tym samym spełniła się moja kolejna przepowiednia, że jedną sensację zastąpi inna. Igrzyska dla publiki nadal trwają. Po jakimś czasie, może za pół roku, może za dwa lata, to śledztwo zostanie umorzone - stawiam dolary przeciwko orzechom. Nie będzie żadnych nowych dowodów. Franiewskiego nikt nie wysłał na tamten świat. Po prostu sam wybrał samobójczą śmierć, podobnie jak Robert Pazik i Sławomir Kościuk.

Po co to wszystko? To przecież jasne - im więcej szumu, tumanienia widzów i słuchaczy, tym więcej można na sprawie zarobić punktów. Prokuratura – pokazać jak ciężko pracuje, posłowie z komisji – jak nieustępliwie dążą do prawdy, media – jak dociekliwie odkrywają nowe fakty. Nie ma nowych faktów. I niestety, chyba już ich nie będzie.

Piotr Pytlakowski jest współautorem książki o sprawie Krzysztofa Olewnika "Olewnik. Śmierć za 300 tysięcy".

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj