Pies czyli kot

W pień wycięty
Okno mojego pokoiku, w którym pracuję, pokazuje mi wschodnią stronę świata. Jest teraz trochę po szóstej rano i „niebo czyste, wokoło ziemi obciągnięte”.

Rozrosłe we wszystkich kierunkach gałęzie klonu jesionolistnego pozwalają w miarę dobrze widzieć tylko niebo. Ćwierć wieku temu posadzone źdźbło jest teraz ponadsześciometrowym krzewodrzewem z potężną plątaniną nagich po zimie gałązek, gałęzi i konarów.

Wiele z nich ma swoje nazwy, tak jak ulice w mieście. Są więc konary Jerzego Dobrowolskiego i Jeremiego Przybory, są wielkie gałęzie Kazimierza Rudzkiego, Marka Lusztiga, Aleksandra Bardiniego. Jest od niedawna gałąź Jerzego Turka – piękna, długa, aż samego domu dotykająca.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną