Kto uwierzy w powody katastrofy tupolewa

Małe szanse prawdy
Ludzie, którzy udali się na zwiedzanie miejsca kwietniowej katastrofy rządowego Tupolewa, skarżą się – głównie w tzw. publicznych mediach – że teren po wypadku nie jest ogrodzony i że wciąż można znaleźć w ziemi szczątki samolotu i rzeczy osobiste ofiar.

Sami jednak korzystają z faktu, że teren nie jest strzeżony i sami w tej ziemi grzebią. Oburzają się zatem na to, że nikt im tego nie zabrania, choć przecież nikt też ich do tego nie zmusza. Można się także dowiedzieć, że mówienie o możliwym błędzie pilota, przed oficjalnymi ustaleniami, to podłość. Ale już głoszenie, także bez żadnych dowodów, że Tusk ma krew na rękach, i że to był ruski, albo rusko-polskojęzyczny zamach, podłością naturalnie nie jest. To tylko głos wolnego narodu, któremu dotąd „zamykano usta”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną