IPN wciąż szuka prezesa

Kolegium idzie w zaparte
Ogłoszona właśnie w Dzienniku Ustaw nowelizacja ustawy o IPN (uchwalona wcześniej przez parlament i podpisana przez p.o. prezydenta) zmienia zasady powoływania prezesa Instytutu. Mimo to kolegium IPN zamierza kontynuować postępowanie konkursowe.

Warto przypomnieć, że wszczęte skądinąd w superszybkim i nieprzystojnym wręcz trybie, bo ledwie dwa dni po tragicznej śmierci Janusza Kurtyki.

Kolegium utrzymuje, że brak prezesa „może się odbić na pracy merytorycznej, organizacyjnej i prawnej" Instytutu. Wedle szefa biura prawnego IPN tylko prezes może zezwolić na korzystanie z materiałów należących do tzw. zbioru zastrzeżonego Instytutu, czyli objętych najwyższą klauzulą tajemnicy. Ale może bez szperania w tym zasobie można przez jakiś czas żyć, a państwo da radę funkcjonować?

Ot, okazuje się choćby, że mimo tak rygorystycznej interpretacji przepisów, Biuro Lustracyjne IPN mogło stwierdzić ostatnio, że nie wnosi zastrzeżeń do oświadczeń lustracyjnych głównych kandydatów do prezydentury, czyli Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego. A to sprawy na tyle poważne, że raczej wymagały przejrzenia także zasobu zastrzeżonego. Chyba że znaczenie tego zasobu jest mitologizowane.

Kolegium IPN powołuje się też na „wewnętrzną opinię prawną”, wedle której wejście w życie nowelizacji nie wstrzymuje procedury wszczętej pod rządami starej ustawy. Tyle tylko, że prawnicy IPJN wielekroć się w swoich interpretacjach mylili (dowodem m.in. werdykty Trybunału Konstytucyjnego). Na dodatek Kolegium pomija niepasujące mu opinie niezależnych ekspertów, wedle których nowelizacja niejako automatycznie unieważnia tryb konkursowy. Do takiego wniosku prowadzi bowiem tzw. wykładnia celowościowa nowych przepisów: jasną intencją ustawodawcy jest zmiana zasad wyboru prezesa, a także likwidacja pochodzącego z partyjnych nadań oraz wyraźnie upolitycznionego kolegium i zastąpienie go bardziej fachową Radą Instytutu. 

Ba, sami członkowie kolegium nie kryją, że kontynuowanie postępowania konkursowego jest gestem jedynie symbolicznym – i politycznym właśnie. Są świadomi, że choćby przedstawili wybranych w efekcie swojego konkursu kandydatów na prezesa IPN, parlament i tak ich nie zaakceptuje. Pójście w zaparte – wbrew prawu i logice – ma być więc nie tylko dowodem wierności linii ideologicznej IPN, uosabianej przez Janusza Kurtykę, ale także wyraźną deklaracją w bieżącym sporze między PiS i PO. Niewykluczone zresztą, że potem rozgrywka ta posłuży do kwestionowania mandatu i decyzji prezesa wybranego już wedle nowych zasad.

Skądinąd takie podejście do obowiązującego prawa i instytucji państwa stało się już immanentną cechą ludzi powiązanych z partią mającą w nazwie właśnie słowo „prawo”. Po identyczną taktykę sięgało przecież także poprzednie szefostwo Centralnego Biura Antykorupcyjnego (czyli Mariusz Kamiński i jego ekipa) czy TVP (czyli prezes Andrzej Urbański i jego ludzie).

Lecz przecież skoro ktoś należy do prawdziwej Polski, to co mu tam jakieś ustrojowe zasady czy przepisy …

P.S. I jeszcze jedno: nie dziwi to, że do gry wokół prezesa i kolegium IPN całym sercem zaangażowała się socjolog wsi i zagorzała stronniczka PiS dr Barbara Fedyszak Radziejowska. Zdumiewa jednak nieustannie, że wciąż firmuje je swoim nazwiskiem prof. Andrzej Paczkowski. Gdzie tu są jakieś zasady, Panie Profesorze?!

 

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną