Ta niemrawa kampania

Kandydaci specjalnej troski
Jest, a jakby jej nie było. Mowa oczywiście o kampanii prezydenckiej, w trakcie której kandydaci coś tam robią, gdzieś się spotykają, ale w tym życiu realnym liczy się co innego – pisze na swym blogu Janina Paradowska.
Zniszczony plakat Jarosława Kaczyńskiego na jednej z łódzkich ulic
Małgorzata Kujawka/Agencja Gazeta

Zniszczony plakat Jarosława Kaczyńskiego na jednej z łódzkich ulic

Choć do dnia wyborów pozostały niespełna dwa tygodnie, kampania wyborcza nadal przebiega dość niemrawo. Żaden z kandydatów tak naprawdę nie potrafił się zdecydowanie wyróżnić na tle konkurencji, żaden nie zaskoczył choćby jednorazowym pomysłem, który mógłby przez jakiś czas nadawać ton tej kampanii. „Nawet katastrofa Smoleńska, co miała zrobić, to - jak się wydaje - już zrobiła, spowodowała gwałtowny przypływ uczuć pozytywnych do Jarosława Kaczyńskiego, ale być może w stopniu jednak ograniczonym, gdyż poparcie dla niego na razie się ustabilizowało w okolicach 30 procent” – pisze na swoim blogu Janina Paradowska.

Zdaniem publicystki „Polityki” dzieje się tak dlatego, że główni rywale – Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński – nie są w tej kampanii sobą. Pierwszy odgrywa rolę poczciwca, choć tak naprawdę ma wiele z politycznego wojownika, drugi zaś, jak wiadomo, doświadczyć miał głębokiej przemiany, choć jego ostatnie wypowiedzi pokazują, że chyba nie do końca, „Skutek jest jednak taki, że główni kandydaci są w tych swoich kampanijnych wizerunkach wyjątkowo nieautentyczni. I chyba to lubimy, lubimy być nabierani. Najbardziej autentyczny Andrzej Olechowski ze swoim hasłem: wybierz swój dobrobyt i prawie nikt go nie chce”konkluduje Janina Paradowska.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną