Pies czyli kot

Olga i ser
Cisza przedwyborcza zakończyła się dla mnie w niedzielę miłą rozmową z młodym dowcipnym Mongołem, który podał się za korespondenta telewizyjnego z Ułan Bator.

Och, jaka Olga Lipińska! – powiedziałby Jurek Dobrowolski o sobotnio-niedzielnej ciszy wyborczej. Olga, bo tak mówiliśmy w kabarecie Owca dla żartu zmieniając słowa. Zamiast ulga – Olga. A że Olga Lipińska była naszą koleżanką z STS, więc każdą ulgę tak nazywaliśmy. Dużo takich żartów było. „Nie czas żałować róż, gdy płyną lisy” – to też jeszcze z tamtych czasów kilku z nas pamięta. Sobotnia cisza była niczym zbawcza minuta przerwy między bokserskimi rundami.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną