„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Śmierć prałata

Nie żyje ks. Henryk Jankowski

Zmarł ksiądz Henryk Jankowski, człowiek, który przeżył własną legendę.

Najpierw w latach 1970. zabłysnął jako budowniczy – dźwignął z ruin gdański kościół św. Brygidy. Finał tego dzieła zbiegł się z burzliwym rokiem 1980 r., gdy prałat niejako w sposób naturalny znalazł się wśród strajkujących w Stoczni Gdańskiej. Ale prawdziwym czasem próby okazał się stan wojenny. To wtedy ks. Jankowski zdał najważniejszy egzamin w życiu - nie zrejterował, stał się ostoją dla środowisk opozycyjnych, jedną w najważniejszych postaci i chyba najbardziej wtedy znanym prałatem w Polsce.

Niektórzy zapamiętali, że swoją energią i zapałem potrafił zarazić zwolnionego z internowania Lecha Wałęsę. Jego zasługi z tamtego okresu trudno przecenić. Lata stanu wojennego wydobyły na plan pierwszy to, co w nim było najlepsze. W efekcie czas po 1989 r. najpierw przyniósł sławę i chwałę. Może przetrwałaby ona do dziś, gdyby duchowny nie był osobą tak niejednorodną wewnętrznie, nie mieszczącą się w żadnych ramach, mieszanką wybuchową zalet i ułomności.

Wielkiemu sercu, energii, inwencji przedsiębiorczości, towarzyszyła równie wielka próżność, umiłowanie blichtru, średniej miary umysł. Z potrzeby przyciągnięcia uwagi opinii publicznej raz po raz z czymś wyskakiwał  i zaskakiwał – a to wystawnymi przyjęciami, a to strojami, kiedy indziej zaś treścią kazań, wymową żłobka czy grobu Chrystusa (akcenty antysemickie, polityczne). Stał się sojusznikiem ks. Tadeusza Rydzyka. Wielokrotnie upominany przez arcybiskupa Gocłowskiego, został w końcu odwołany z probostwa. Nadal mieszkał na plebanii. Ale nie odgrywał już znaczącej roli.

Ostatni etap jego życia był po ludzku smutny. Resztki legendy przyciągały osoby próbujące robić własne interesiki – wino z prałatem, woda z prałatem, instytut jego imienia. On sam, już wtedy podupadły na zdrowiu, chyba nie zawsze był w pełni świadomy instrumentalnego traktowania. Także  przez media, bez których nie umiał się obyć. A potem zrobiło się cicho. 

Na pewno, prócz zasług dla „Solidarności”  pozostaną po nim dwa dźwignięte z ruin zabytki - kościół św. Brygidy oraz Centrum Ekumeniczne Sióstr Brygidek na Polankach. I niedokończony bursztynowy ołtarz, który miał być wspanialszy niż Bursztynowa Komnata.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną