Piotr Duda nowym szefem „S”

Zagadka przewodniczącego
Po ośmiu latach Janusz Śniadek utracił funkcję szefa związku „Solidarność” na rzecz Piotra Dudy, dotąd szefa Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Ci, którzy liczą na zmiany, mogą się przeliczyć.

Do niedawna wielu solidarnościowych baronów nie było w stanie zdefiniować, w czym tak naprawdę różnią się obaj panowie, poza tym, że Śniadek to inżynier, a Duda komandos, z czym wiązano większą wyrazistość i zdecydowanie.

Sam Duda długo unikał dookreślania swoich poglądów na związek i jego miejsce. W końcu zdeklarował się jako zwolennik uwolnienia „S” od wizerunku przybudówki PiS. Podczas uroczystości 30. rocznicy podpisania Porozumień Jastrzębskich kazał zwinąć sztandary z logo PiS. Ale jednocześnie na zjeździe wyborczym zaznaczał, że program PiS jest związkowi bliższy. Właściwie nie miał wyboru – rywal go uprzedził i  po katastrofie 10 kwietnia, tak bardzo się zradykalizował propisowsko, że przebić go już nie szło. A sondaże prowadzone wśród członków „S” wykazują przewagę zwolenników PiS.

Żyjemy w czasach, kiedy liderzy, także ci związkowi, czasem są skazani na wkładanie maski, która pozostawała niewykorzystana w garderobie. Mogą ją potem odrzucić, gdy okaże się niepotrzebna, ale mogą też potraktować jako szansę na nowe otwarcie. W tym wypadku – ułożenie fatalnych dotąd relacji „S” z PO. Czy Piotr Duda zechce i potrafi wykorzystać tę szansę? To największy znak zapytania.

Zmiany, jakie nowy przewodniczący zapowiedział w związku (np. przeniesienie posiedzeń Komisji Krajowej z Gdańska do Warszawy, zmniejszenie liczebności prezydium KK), są w zasadzie organizacyjnymi retuszami. Nie są pomysłami na miarę wyzwań, jakie w dobie globalnych przeobrażeń stoją przed związkami zawodowymi. Tej miary liderów związkowych w Polsce nie widać.

Do tego Solidarność jest strukturą, w której kluczowe decyzje podejmuje się kolegialnie. Jej szef ma ograniczone pole manewru, w mniejszym lub większym stopniu jest zakładnikiem różnych ciał, zdominowanych przez związkowy establishment. A głównym interesem tego establishmentu jest trwanie. Trzeba byłoby czegoś w rodzaju trzęsienia ziemi, żeby to się zmieniło. Mając główne oparcie w Śląsku, górnikach i energetykach, Duda będzie też zmuszony liczyć się z interesami tego silnego związkowego lobby.

Górnictwo czekają przekształcenia. To wróży raczej dalszą radykalizację „S”.  

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj