RAPORT: Medale i ordery. Kto daje, komu i za co

Medalomania
Order Orła Białego
Sebastian Rzepiel/Agencja Gazeta

Order Orła Białego

Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej
Sebastian Rzepiel/Agencja Gazeta

Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej

Order  Virtuti Militari
Sebastian Rzepiel/Agencja Gazeta

Order Virtuti Militari

Prezydent wyciąga rękę

Aleksander Kwaśniewski pierwsze decyzje o odznaczeniach podejmował z gracją traktorzysty. Nie konsultując kandydatur z kapitułą Orła Białego, wszedł na orderowe pole minowe. Sprawa Orderu Orła Białego nadanego Włodzimierzowi Reczkowi ciągnęła się za nim przez następne lata.

Reczek był zasłużonym działaczem sportowym, lecz dyskwalifikowała go przeszłość budowniczego podwalin PZPR. Chcąc zatrzeć złe wrażenie, Kwaśniewski odznaczył OOB Kazimierza Pużaka, działacza ludowego, skazanego w procesie szesnastu, ale rodzina Pużaka odmówiła przyjęcia wyróżnienia z jego rąk. (Wnuk Kazimierza Pużaka zdecydował się odebrać order 13 lat po nadaniu z rąk Jana Olszewskiego, doradcy prezydenta Kaczyńskiego).

Danuta Waniek, była szefowa kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego, wspomina, że początki były trudne: – Pierwszej większej uroczystości towarzyszył wieczorny koncert dla odznaczonych. Okazało się, że połowa miejsc była wolna. Podziwiałam Aleksandra Kwaśniewskiego, że znosił podobne upokorzenia ze spokojem.

W drugim roku swojego urzędowania przekroczył magiczną liczbę 55 tys. odznaczonych (nie licząc medali dla weteranów). A i naród chętniej wypinał pierś do orderu. – Te same osoby we wnioskach do Wałęsy pisały, jak były prześladowane, a potem do nas o dokonaniach w PRL. Odrzucaliśmy te podania – wspomina Danuta Waniek.

Aleksander Kwaśniewski bardzo zabiegał o poszerzanie kręgu odznaczonych o ludzi kultury i inteligencję, czyli swój ewentualny elektorat. Dopieszczone zostało środowisko akademickie. W 1998 r. intensywnie odznaczał ludzi z dawnej opozycji. Order Orła Białego odebrali Jacek Kuroń i Karol Modzelewski. Błękitna wstęga orderu pięknie pasowała do dżinsowej koszuli Kuronia. Urzędnicy odnotowali również sandały goszczącego na uroczystości Adama Michnika, które ich zdaniem mniej pasowały do okoliczności.

Na medale załapali się i telewizyjna pogodynka, i pracownicy firmy Arthur Andersen, i były pracodawca Jolanty Kwaśniewskiej. Dochodziło do takich wpadek jak nadanie wysokiego odznaczenia Stanisławowi Supruniukowi, byłemu pracownikowi UB, któremu prokuratura zarzucała torturowanie więźniów i przekazywanie ich NKWD.

Coraz częściej pojawiały się głosy, że odznaczanie zaczyna przypominać polowanie na elektorat. Zwłaszcza kiedy dekoracja odbywała się w trakcie festynu Miodobranie Kurpiowskie, a medale przypinali posłowie z SLD.

Ryba psuła się od głowy i od ogona. Z roku na rok odznaczano coraz hojniej, bo też o ordery upominały się kolejne środowiska. W Monitorze Polskim kancelaria przestała publikować imię ojca odznaczonego, przez co liczni uhonorowani stawali się niemal anonimowi. Uroczystość odznaczenia Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski posła i ministra Jerzego Wiatra kancelaria po prostu utajniła.

Polityka orderowo-rozliczeniowa

W takich okolicznościach Lechowi Kaczyńskiemu bardzo łatwo było atakować poprzednika. Życie pokazało, że sam głębszych wniosków z tej krytyki nie wyciągnął.

Polityka orderowa, bo tak wyrażał się o tej działalności, była ważnym elementem już podczas jego kampanii wyborczej. Krytykując Kwaśniewskiego, roztaczał własną wizję daleką od rozdawnictwa i kolesiostwa, opartą na sprawiedliwości dziejowej. Zapowiadał nie tylko dogłębną weryfikację nowych wniosków, ale i przegląd starych. W efekcie w 2006 r. Lech Kaczyński nadał aż o 37 509 odznaczeń mniej niż rok wcześniej Aleksander Kwaśniewski. Zdecydowana większość nadana została z automatu i były to: Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie i Krzyż Zesłańców Sybiru. Ten automatyzm sprawił, że wśród odznaczonych Krzyżem Zesłańców Sybiru znalazł się również Wojciech Jaruzelski. Ostatecznie Jaruzelski opublikował pełen godności list, a następnie zwrócił Krzyż, choć zgodnie z ustawą mu się należał.

Rozliczenie z historią Kaczyński przegrał, bo Kwaśniewski pozbawił odznaczeń dwa razy więcej osób niż on (Kwaśniewski odebrał odznaczenia sześciu osobom skazanym wyrokami za przestępstwa, Kaczyński pozbawił odznaczeń trójkę budowniczych PRL za „czyny niegodne odznaczenia”). Za czasów Kaczyńskiego wrócił krytykowany zwyczaj dekorowania medalami przez posłów. A liczba przyznawanych odznaczeń znów zaczęła rosnąć. We wrześniu 2008 r. prezydencki minister Michał Kamiński ogłosił tournée prezydenta po miastach i miasteczkach w ramach 90 rocznicy odzyskania niepodległości, co wiązało się z rozwiezieniem sporej liczby odznaczeń. – Można mieć zastrzeżenia i do prezydenta Wałęsy, i do Kwaśniewskiego. Ale za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego trwało zasypywanie ludzi orderami. Mogło to robić wrażenie swego rodzaju przekupstwa politycznego – mówi prof. Bartoszewski.

Mocne słowa Władysław Bartoszewski potwierdza statystyką i liczbą nowo stworzonych odznaczeń. Za czasów Aleksandra Kwaśniewskiego do ustawy dopisano jedynie Krzyż Zesłańców Sybiru. Idée fixe Lecha Kaczyńskiego było odznaczenie wszystkich tych, którzy mieli udział w obaleniu komunizmu, a dotychczas byli pomijani. – To była gigantyczna praca. Wielu z tych ludzi walcząc z komunizmem zostało zdegradowanych materialnie, stracili szansę na lepszy start. Zofia Romaszewska, wykorzystując swoje kontakty z dawnych lat i dobre relacje z prezydentem, wyciągała ich z wielkiego zapomnienia – mówi Maria Diatłowicka, która na zamówienie kancelarii miała opracować i wydać ich biogramy. W zamyśle Lecha Kaczyńskiego miał to być wstęp do nowego podręcznika historii, w którym nie dominowałyby już nazwiska Wałęsy czy Michnika.

Rekapitułacja

To, co prezydent Bronisław Komorowski odziedziczył po poprzedniku, spokojnie można nazwać krajobrazem po bitwie. Żadna z orderowych kapituł nie pracuje w pełnym składzie. Kapituła Orderu Orła Białego najpierw została obrażona zarzutami o kolesiostwo. A później konsekwentnie nie zwoływano jej przez prawie dwa lata. Kiedy udało się z niej usunąć Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka (wykorzystując ich odmowę złożenia po raz kolejny oświadczeń lustracyjnych), rozpaczliwie poszukiwano nowych chętnych. Ostatecznie do tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego kapituła nie działała w pełnym składzie. – Zgodziłem się przyjąć funkcję, bo odmowa byłaby gestem politycznym. Bartoszewski uprzedzał mnie, że tam nic się nie będzie działo, i miał rację. Zapraszano nas od święta, ale prezydent pojawiał się jedynie w fazie kulinarnej, na obiedzie. Sami nie mogliśmy zgłaszać kandydatur, bo kapituła nigdy się nie ukonstytuowała. Ale to chyba prezydentowi Kaczyńskiemu nie przeszkadzało – wspomina Wiesław Chrzanowski.

Jako ostatnia wyludniła się kapituła Orderu Odrodzenia Polski. Jej kanclerz Zofia Romaszewska odeszła po publicznym konflikcie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim o stopnie odznaczeń dla tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej. – Kapituła chciała podnosić o jeden, ewentualnie dwa stopnie te odznaczenia, które zmarli już wcześniej posiadali. Marszałek Komorowski chciał przyznawać ordery według rangi piastowanego stanowiska. Media zmanipulowały spór, sugerując, że pani Romaszewska chciała wyżej honorować zmarłych z PiS, a niżej pozostałych – twierdzi Jerzy Kropiwnicki, członek kapituły.

Randze odznaczeń państwowych nie służą też całkiem liczne odmowy ich przyjęcia. W 1994 r. Jerzy Giedroyc odmówił przyjęcia Orderu Orła Białego, protestując wobec kierunku, który obrali rządzący, z Wałęsą na czele. Za Kwaśniewskiego Danuta Waniek przyjęła delikatną misję wręczenia tych odznaczeń, których książeczki podpisane były jeszcze nazwiskiem Lecha Wałęsy. W kancelarii uznano, że kobiecie będzie trudniej odmówić.

Nauczona pierwszymi wpadkami (wspomniana sprawa Pużaka) kancelaria bardzo wnikliwie badała grunt, zanim zdecydowano się na oficjalny gest, ale i tak nie udawało się uniknąć trudnych sytuacji. – Jeden z kolegów odmówił przyjęcia orderu od Kwaśniewskiego, bo była taka obawa, że prezydent będzie się chciał przy okazji wprosić na uroczystości do Wujka – mówi Czesław Kłosek, jeden z górników rannych podczas pacyfikacji kopalni Wujek. W 2008 r. Kłosek poszedł w ślady kolegi i odesłał swój order Lechowi Kaczyńskiemu w ramach protestu wobec jego polityki. Aktorka Halina Słojewska i jej mąż Marian Kołodziej również odmówili przyjęcia orderów od Aleksandra Kwaśniewskiego. – Dostaliśmy później wiele listów z gratulacjami, a nawet podziękowaniami za ten gest. To nie była trudna decyzja. Przy naszej przeszłości z rąk tego człowieka nie mogliśmy niczego brać – wspomina Słojewska, która w 1980 r. występowała dla robotników strajkujących w Stoczni Gdańskiej. W 2001 r. 12 osób, wśród nich m.in. satyryk Marcin Wolski, nie przyszło na uroczystość dekoracji w Pałacu Prezydenckim, twierdząc, że medale dla nich są zasłoną dymną dla odznaczania ludzi lewicy i dawnego aparatu.

Tomasz Jastrun był jednym z odznaczonych przez prezydenta Kaczyńskiego. Nominacja mogła dziwić, bo co prawda był w opozycji antykomunistycznej, ale teraz – w nie mniejszej wobec Kaczyńskiego. – Kusiło mnie, żeby odmówić, ale pomyślałem, że wyjdę na palanta, skoro prezydent wyciąga rękę. W czasie uroczystości Lech Kaczyński wygłosił tak szalenie nietaktowne przemówienie, że jednak poczułem się jak palant. W efekcie, po serii incydentów, w biurze kadr i odznaczeń stworzono oddzielną ewidencję osób, które odmówiły przyjęcia orderów i medali. Od kwietnia 2008 r. wpisano do niej 25 nazwisk.

Dziś na zaakceptowanie czeka prawie 5 tys. wniosków o zgodę na przyznanie polskim obywatelom zagranicznych odznaczeń. Większość z nich dotyczy bohaterów II wojny światowej, których medalem 65 Lat Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej chciałaby uhonorować Rosja. Prezydent będzie musiał podpisać zgodę sobie samemu na przyjęcie wysokiego ukraińskiego odznaczenia. Dostał je będąc jeszcze marszałkiem Sejmu.

Bronisław Komorowski najwyraźniej postanowił ratować rangę odznaczeń poprzez format odznaczanych przez siebie osób. Odznaczenie Orderami Orła Białego kompozytorów Jana Ekiera oraz Henryka Mikołaja Góreckiego to wyraźny znak, że otworzy się na pomijane przez ostatnie pięć lat środowisko artystyczne. Prof. Góreckiemu order wręczyła Anna Komorowska na oddziale intensywnej terapii. To samo odznaczenie dla wybitnego historyka prof. Henryka Samsonowicza jest wyciągnięciem ręki do środowisk akademickich, z którymi prezydent Kaczyński był w konflikcie.

Gesty Komorowskiego nie przez wszystkich zostaną przyjęte ze zrozumieniem. Po ogłoszeniu listy odznaczonych 11 listopada najpewniej rozpęta się kolejna burza o krzyże, te honorowe. Wiesław Chrzanowski patrzy na to z dystansem 87-latka: – Człowiek albo wchodzi do historii, albo nie. Żadne medale go tam nie zapiszą.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną