Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Przypadki braci Klusików

W sierpniu 2010 r. Jan Klusik modli się pod krzyżem smoleńskim. We wrześniu umiera. W październiku jest ekshumowany. Tak oto o skromną rodzinę Klusików znów upomina się historia Polski.
Warszawa, kwiecień 2010

Antoni, najstarszy z braci Klusików, jego żona, syn i brat Jan przyjeżdżają autem z Opola do Warszawy złożyć hołd tragicznie zmarłemu prezydentowi Kaczyńskiemu. Stoją osiem godzin w kolejce kondolencyjnej do pałacu. Jest cicho, podniośle, płoną znicze pod krzyżem, naród się wkoło modli. To właśnie jest Polska, mówi wzruszony Antoni Klusik (lat 58, specjalista ochrony informacji w dolnośląskich oddziałach TVP), choć wciąż przechowuje pod powiekami telewizyjną migawkę, która wprawiła go we wściekłość: noc, smoleńskie błoto, obejmujący się premierzy Tusk i Putin.

Jan (lat 57, bez stałego zawodu), z natury skryty, też się pod pałacem wzrusza. Jan Klusik, w rodzinie przez lata uważany za włóczykija, poszukującego ducha, artystę (eufemistycznie), od niedawna przechodzi przemianę: łagodnieje, modli się, pożycza od brata patriotyczne książki.

Kosów Huculski, 1941

O Józefa Klusika, założyciela współczesnej linii rodu, historia upomniała się najpierw jako zaraza bolszewicka, a później jako niemiecka. Rodzina miała sad w okolicach Kosowa na Kresach, więc kiedy weszli Ruscy, Klusikowie zostali obwołani kułakami. A Niemcy, kiedy weszli, rozdali broń miejscowym Ukraińcom i zachęcali do rozprawy z Polakami. Józef ukrywał się w lesie, aż w końcu, żeby ratować życie, zgłosił się na roboty do Rzeszy. Był twardy i krewki. Za pobicie znęcającego się nad nim bauera trafił na dwa tygodnie do bunkra (metr na metr powierzchni, bez dachu). Siedzieli we dwóch, ten drugi, zanim umarł z wyczerpania, próbował zjeść Klusika. Pamięć o nim przetrwała jako ślad szczęki odciśnięty na ramieniu Józefa.

Wypuszczony z bunkra Józef Klusik dalej pracował u bauerów. Podpatrywał metody uprawy ziemi, co się przydało, gdy osiadł po wojnie na Ziemiach Odzyskanych i objął poniemieckie gospodarstwo.

Doboszowice, lata 50. i 60.

Józef Klusik miał sześciu synów i córkę. Wieś Doboszowice koło Paczkowa cała była chadziajska (przesiedleńcy z Kresów Wschodnich) i pełna krewnych Klusika. Antoni próbował niedawno policzyć wszystkich kuzynów i zatrzymał się na cyfrze 65 tylko z tego powodu, że dalej mu się liczyć nie chciało. W wakacje urządzali kilkutygodniowe olimpiady tylko w rodzinnym gronie (prawie wszystkie dyscypliny lekkoatletyczne). Lecz nawet w dobrze wspominanych czasach dzieciństwa historia nie przestawała przyginać Klusikom karków. W wyniku akcji szczepień zmarł od szoku penicylinowego dwuletni brat Franek. Ojciec rodu, Józef, który miał smykałkę techniczną, opracował innowacyjną metodę przesyłu żwiru taśmociągiem, najpierw otrzymał za to nagrodę (roczna pensja), a potem dowiedział się, że przełożeni, którzy do jego wynalazku nie przyłożyli ręki, dostali nagrody kilkanaście razy wyższe. Od tego czasu Józef Klusik pogardzał przebiegłymi inteligentami.

Warszawa, sierpień 2010

Kilka tygodni Antoni Klusik namawia członków Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, które sam współzakładał w 2008 r., na wyprawę w obronie smoleńskiego krzyża. Z telewizji wieje targowicą: krzyż jest zagrożony, pod Pałacem Prezydenckim dokazują sataniści i bolszewicy (na zimno zaplanowana ruska akcja polityczna).

Antoni Klusik, jego brat Jan i dwóch kolegów ze stowarzyszenia jadą samochodem do Warszawy. Jest 14 sierpnia, pod krzyżem tłum, ale inny niż ten kwietniowy (znikł duch pojednania). Grupka modlących się pod krzyżem osób osaczona przez hordy wielkomiejskich niby-inteligentów (sterowane odgórne).

W dodatku braciom Klusikom zapiera dech z nerwów, pod Hotelem Europejskim artyści warszawscy (porąbańcy) prezentują wystawę o wojnie światów. Mierzą się wzrokiem z przeciwległych chodników czteropiętrowi Piłsudski z Leninem, ustawieni na rusztowaniach. Antoni Klusik wolałby wytrzeć ten obraz z pamięci: toż to zmiana paradygmatu, uśrednienie pojęcia dobra i zła!

Opolanie usiłują podpalić Lenina, ale jest niepalny.

Opole, lata 60.

Można powiedzieć, że z Doboszowic do Opola znów przesiedlił Klusików przypadek historyczny. Poszło o to, że chadziaje nie bardzo umieli uprawiać trudną dolnośląską rolę, plony im spadały. A Józef wymyślił, żeby na ziemię sypać wapno. Antoni widzi ojca: przemierza pola wysypując wapno, jakby siał, a wieś pęka ze śmiechu pewna, że stary Klusik zwariował. Innowacja jest prosta, polega na tym, żeby kwaśną ziemię poniemiecką uzasadowić (wapiennego roku Klusikowie zbierają z pól trzy razy więcej niż sąsiedzi i kupują telewizor).

Jednak, jak głosiła rodzinna legenda, niechęci wsi Doboszowice, powstałej wskutek wystawania rodziny Klusików ponad przeciętność, już się cofnąć nie udało. Musieli przenieść się do Opola.

Janek, lata 70.

Józef Klusik wychowywał synów twardo, ale konsekwentnie. Zwłaszcza na nowym miejskim terenie rodzina musiała trzymać się razem. Tak też było. Antek, który lubił się bić, miał powiedziane: jak cię zaczepią – walcz, ale nie zaczynaj pierwszy. Bronił słabszych w szkole, nawet tych niespokrewnionych, garnęli się do niego (charyzma po ojcu). W święta z mieszkania Klusików dochodziły rodzinnym chórem śpiewane kolędy. Tylko Janek z ojcem się kłócił, miał potrzebę stawiania na swoim.

Jana ciągnęło do rzeźby, malunku i artystycznego stylu życia. Wciąż orbitował wokół rodziny, ale bywało, że znikał na zapleczu Teatru Ziemi Opolskiej, gdzie najął się do budowy dekoracji. W rodzinie uchodził za odmieńca, nie bardzo się interesowali, co robi. A Janek się nie zwierzał. Pomieszkiwał w teatrze, włóczył się z aktorami ich bohemiarskim szlakiem, w połowie lat 70. pojechał za Mariuszem Dmochowskim, aktorem, z Opola do Warszawy, zaczął być całkiem zdawkowy wobec rodziny (Antek był wtedy w wojsku).

Kiedy Antek wyszedł do cywila, na prośbę mamy pojechał do stolicy szukać brata. Janek kręcił się w rejonach międzyleskich wokół domu Aleksandra Małachowskiego, prawnika i publicysty, bo bardzo się zaprzyjaźnił z jego synem Łukaszem. Obaj mieli słabości artystyczne, żyli cyganeryjnie, nosili się abnegacko. Janek Klusik (ślusarz po zawodówce) jeździł po znajomych państwa Małachowskich, polecany do drobnych napraw. Ale też różne prace tracił i porzucał, jego natomiast porzucały dziewczyny. W najgorszych momentach przechodził na garnuszek przyjaciela. Łukasz zapamiętał: Janek najbardziej chciał rzeźbić, mówił, że snułby się nad Wisłą i rzeźbił w nadbrzeżnych pniach.

Antek wrócił wtedy do Opola i zdał matce sprawę, że u Janka raczej w porządku. Małachowscy załatwili Jankowi Klusikowi czeladnikowanie u ludowego rzeźbiarza i Janek zaszył się na dwa lata w Bieszczadach. Pisał, że mu dobrze.

Antoni, 1981

Antoni Klusik rzucił robotę operatora wózka widłowego w Transbudzie. Miał odłożone pieniądze, zajął się hobbistycznie fotografią. Politycznie jeszcze nieugruntowany, po krótkiej fascynacji partyjnej trafił na wiec rodzącej się Solidarności. Wciągnęła go ta historia. Przypadkowo, z ulicy, po uszy. W całej Polsce wiece i zebrania uwieczniał radzieckim aparatem Kijew, robił odbitki i część z nich rozdawał ludziom. Antoni w Solidarności zasłynął z charyzmy, wkrótce jeździł z ramienia związku szkolić robotników w temacie organizacja zebrań wolnozwiązkowych. Zapamiętał: im głębiej wnikał w podziemie, tym częściej się z kolegami zastanawiał (takie ponure żarty), czy ich Ruski wywiezie do Władywostoku, czy do dalszych łagrów. Antoni został internowany w grudniu 1981 r., przesiedział rok.

Roman, 1981

Roman Klusik, średni brat, jadąc na motorze przez rodzinne Doboszowice wpadł pod samochód Syrena i zginął. Według rodzinnej opowieści auto prowadził bogaty chłop, który wrócił z Ameryki i był ustosunkowany w powiecie. Prosta wiejska droga, co każdy mógł zobaczyć w rzeczywistości, na milicyjnym szkicu sytuacyjnym zakręcała pod kątem prostym, dowodząc winy Romana.

Marian, 1981

Marian Klusik był w szerokiej narodowej kadrze kolarskiej na Wyścig Pokoju. Ostry reżim treningowy, minimum 200 km dziennie na rowerze treningowym, zmiany tempa mierzone metronomem. Antoni zapamiętał: wokół trenażera porozrzucane mokre od potu ręczniki, a brat prosi: ustaw mi metronom; jeździł do tak zwanego wyjechania (do granic wytrzymałości organizmu).

Po aresztowaniu Antoniego Marian stracił miejsce w kadrze.

Stanisław, 1981

Stanisław Klusik, najwyższy z braci, przeszedł pomyślnie testy na żołnierza kompanii honorowej. Dostał już powołanie do jednostki, ale po aresztowaniu Antka przyszło z armii pismo odmowne.

Warszawa, sierpień 2010

Idą przez Krakowskie Przedmieście jak przez centrum Sodomy. Antoniemu cofa się pamięć: policjanci szpalerem, jak kiedyś zomowcy, patrzą bykiem. Mieszkańcy Sodomy okalają rozmodloną grupę pod krzyżem, stoją z winem, wódką i piwem (dla Antoniego jasne, że sterowani są, wyszkoleni w prowokacjach). 9 kamer monitoringu ulicznego (policzone fachowym spojrzeniem specjalisty ochrony) pilnuje pracy tych najemników jak elektroniczne psy.

Antoni, Jan i dwaj pozostali opolanie przeciskają się pod krzyż smoleński. Język się zmienia na staropolski, dodający otuchy (wyjmujemy różańce i strzelamy do szatana, husaria zwiera szyki, na jasny śmiały głos modlitwy w knajpie naprzeciw jak w piekle zawyło). Zapada noc, ciepło. Ludzie chodzą ulicą, szydzą z rozmodlonych. Robią im zdjęcia komórkami jak agenci bezpieki. Antoni i Jan modlą się potężnymi głosami, nie, nie dadzą się zastraszyć. Na słupach poruszają się kamery (dowodzący akcją porucznicy kierują do zagłuszania modlitwy ciężarówkę czyszczącą chodnik, ale na darmo usiłuje zgromić modlitwę).

A rankiem 15 sierpnia ktoś nagle kopie Janka Klusika w piersi. Janek zgina się i mówi: ale mnie rąbnął, szkolony był. Nie widzi tego Antoni, nie widzą koledzy ani te 9 kamer ulicznych, tylko Janek mówi, że go boli.

Klusikowie z kolegami od razu wracają do Opola.

Janek, wrzesień 2010

Jan Klusik nie idzie do lekarza. Kolega mu mówi, że miał kiedyś złamane żebro (boli, a potem przestaje). Janek jak zwykle przemierza Opole swoimi szlakami, od lat 80., kiedy wraca z Bieszczad pracować w podziemnej drukarni i nosić bratu paczki do więzienia, już się z miasta nie rusza. Bracia załatwiali mu dorywcze prace, bo miał żyłkę technika po ojcu (dachy, schody, budowlanka, projekty). Wyrzeźbione przez Janka ławki w kształcie zwierząt stały w opolskim zoo.

Antek dzwoni do brata i pyta, jak się czuje. Janek mówi, że coraz lepiej.

18 września Jan Klusik przychodzi w odwiedziny do kolegi rzeźbiarza. Siada w fotelu i umiera. Na cmentarz przychodzi jakieś 200 obcych osób, dużo jak na pogrzeb odludka. Historia dogania Jana po śmierci, w Warszawie ktoś rozrzuca kartki („bestialsko pobity, oddał życie za obronę krzyża i walkę o ujawnienie prawdy o ludobójstwie (...) w Smoleńsku koło Katynia”).

W październiku wydobyte z grobu ciało Janka jest badane w celu znalezienia przyczyny zgonu. Nie ma dowodów, że Jan Klusik umarł od kopnięcia w pierś. Bracia sprawy nie przesądzają, śledztwo trwa, a dla chrześcijanina nie ma nic piękniejszego niż umrzeć za krzyż.

Polityka 46.2010 (2782) z dnia 13.11.2010; Kraj; s. 36
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną