Rozmowa z archeologiem o badaniach w Smoleńsku

W butach kryminologa
Prof. Andrzej Buko, dyrektor Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, mówi o pracy archeologów, którymi kierował na miejscu katastrofy w Smoleńsku.
Prof. Andrzej Buko
Robert Gardziński/Fotorzepa

Prof. Andrzej Buko

Agnieszka Krzemińska: - W dwa tygodnie grupa kilkunastu archeologów zdokumentowała ponad 5 tys. znalezisk. To zawrotne tempo.

Andrzej Buko: - Ledwo zdążyliśmy, nikt nie przypuszczał, że jest ich tam aż tak wiele. Najwięcej jest oczywiście fragmentów samolotu różnej wielkości, a niektóre dane – choćby ich rozrzut w terenie – mogą okazać się przydatne do ustalenia przebiegu katastrofy. Przebadaliśmy obszar półtora hektara bardzo dokładnie i nieco większy za pomocą detektorów metali, by sprawdzić, jak układa się mapa rozrzutu. O tym, czy i w jakim zakresie samolot gubił swoje elementy przed upadkiem, napiszemy w raporcie, który mamy oddać prokuraturze rosyjskiej na przełomie listopada i grudnia.

Wśród fragmentów były też drobne szczątki kostne.

Wszystkie znaleziska tego rodzaju wysyłane były od razu do laboratoriów, bo trudno przesądzać w terenie, co należy do wydarzeń z 10 kwietnia. Niezbędne są tu analizy DNA. Pobraliśmy też 9 próbek geologicznych, które pomogą ustalić, jak głęboko sięga warstwa z pozostałościami po katastrofie. Naszym zadaniem była dokumentacja znalezisk, które podzieliliśmy na 5 kategorii – części samolotu, jego wyposażenie, domniemane szczątki ofiar, ich wyposażenie osobiste i przedmioty inne. Na temat proporcji tych wszystkich znalezisk na razie nie wolno nam się wypowiadać.

Nie ciąży wam ta tajemnica śledztwa?

Bzdury, jakie krążą w mediach, sprawiają, że z tą klauzulą trudno się pogodzić. Czasami musimy prostować pewne doniesienia, np. że Rosjanie utrudniali nam używanie urządzeń laserowych, podczas gdy my robiliśmy absolutnie wszystko, co chcieliśmy.

Czy nadal mogą się tam znajdować ludzkie szczątki?

Na pewno nie takie, jak sugerują niektóre „rewelacje” wymyślane przez tabloidy. Ale trzeba pamiętać, że ziemia pracuje. Dlatego teren należałoby ogrodzić i zabezpieczyć.

Archeologia i kryminologia mają ze sobą wiele wspólnego.

Oczywiście, mamy jednak odmienne metody. Dla kryminologa najważniejsze są kości, ich opis i to, co przy nich było, dla nas równie istotny jest kontekst, w jakim zostały znalezione. Nasze metody okazały się przydatne w Smoleńsku. Dzięki tachimetrom laserowym i detektorom metali stworzyliśmy dwie mapy: znalezisk na powierzchni i tego, co pod powierzchnią (do ok. 30 cm). Wynika z nich, że w miejscu katastrofy warstwy zostały przemieszczone podczas usuwania wraku, a zatem rozmieszczenie znalezisk jest tam dziś całkowicie losowe. Pod koniec prac prokuratorzy rosyjscy przyznali, że dużo się od nas nauczyli. Co więcej – nie wykluczali, że wystąpią z propozycją do swoich władz, by w szczególnie skomplikowanych przypadkach korzystać z naszych metod badań i dokumentacji.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną