Premier i prezes przed wyborczym starciem

Donald Tusk, Jarosław Kaczyński. Ostatni taki pojedynek
Zbliża się decydująca walka o trzecią dekadę Trzeciej RP. Transmisja na bezpłatnych kanałach.
Donald Tusk i Jarosław Kaczyński podczas telewizyjnej debaty przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku
Rafał Guz/Fotorzepa

Donald Tusk i Jarosław Kaczyński podczas telewizyjnej debaty przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku

Jarosław Kaczyński jako premier RP
Rafał Guz/Fotorzepa

Jarosław Kaczyński jako premier RP

Donald Tusk na politycznym ringu boksuje całkiem nieźle
SE/EAST NEWS

Donald Tusk na politycznym ringu boksuje całkiem nieźle

Przebieg walki w 12 odsłonach

1. Nieprzewidywalność losu, czyli droga do starcia

Kiedy rok i dwa lata temu pisaliśmy w „Ludziach Roku” o zbliżającym się nieuchronnie prezydenckim pojedynku Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, nikt nie mógł przewidzieć, że już w styczniu 2010 r. Tusk zrezygnuje z kandydowania, a w kwietniu zdarzy się katastrofa samolotu z prezydentem na pokładzie. Okazało się, że wszelkie prognozy mogą rozbić się o wydarzenia całkowicie nieprzewidywalne i dramatyczne. Później, w zastępstwie brata, niejako z zastępcą Tuska, zmierzył się o prezydenturę Jarosław Kaczyński. W 2011 r. dojdzie wreszcie do właściwego starcia, prawdziwszego nawet od tego, do którego w końcu nie doszło. Zmierzą się w wyborach parlamentarnych twórcy i niekwestionowani liderzy swoich formacji, środowisk, elektoratów. W walce o dusze Polaków zderzą się dwie mentalności, dwie wizje Polski, dwa temperamenty i doświadczenia.

To rewanż za 2007 r., który był rewanżem za 2005 r. Kolejnej walki promotorzy już nie zorganizują. Nie da się tak długo podtrzymywać napięcia, mnożyć kulminacji. Nie będzie już oglądalności, a przegrany odejdzie do historii, a być może – legendy. Trzeci pojedynek gigantów rozstrzygnie wszystko.

2. Ścieżki równoległe i rozstajne

Ten pojedynek musi się rozegrać, bo taka jest logika walki w tej wadze. Przeciwnicy mają niekwestionowaną przewagę nad wszystkimi innymi konkurentami i mają swoich zagorzałych fanów. Mają też argumenty, siłę, styl i charaktery. Ich biografia, pełna wcześniejszych dramatów, zakrętów, klęsk i zwycięstw, dzisiaj doszła do najważniejszego chyba punktu przełomowego, przez który można przejść tylko po pokonaniu głównego rywala. Ciekawe, że drogi polityczne dwóch rywali mają wspólne znaki. Tusk i Kaczyński mocno wystartowali na początku lat 90. Założyli swoje partie, które weszły do parlamentu. Ale w drugiej połowie dekady obaj wylądowali poza głównym ringiem. Tusk drzemał w Senacie, Kaczyński patrzył, jak mu umiera Porozumienie Centrum. Ale nagle odżyli, też w podobnym czasie. Na początku drugiej dekady III RP założyli nowe ugrupowania, Platformę i PiS, które długo oscylowały w sondażach na poziomie dzisiejszego SLD, aż – po aferze Rywina – doznały gwałtownego przyspieszenia. Może właśnie ten wspólny napęd obu ugrupowań sprawił, że zaczęły tak bardzo rywalizować. Jakby trwała konkurencja, kto lepiej wykorzysta to samo paliwo, podobne emocje.

3. Sztuka zdefiniowania sukcesu

Dla Jarosława Kaczyńskiego będzie to walka decydująca. Musi osiągnąć taki wynik, żeby mógł ogłosić wiktorię, uzyskać szansę na rządzenie, wespół z innymi, ale przeciwko Donaldowi Tuskowi. Jeżeli po raz kolejny zostanie wypunktowany przez Tuska i odesłany do narożnika, może, co najwyżej, pozostać jako siłotwórcza legenda dla formacji, której dzisiaj patronuje. Jarosław Marek Rymkiewicz w niedawnym wywiadzie dla „Newsweeka” wręcz powiedział, że Jarosław Kaczyński i tak jest wielkim bohaterem, bo założył ślad, którym Polska będzie podążać przez następne pokolenia. Zresztą Kaczyński już od wyborów prezydenckich, kiedy nie wygrał, mimo współczucia i narodowej żałoby, być może zrozumiał, że musi znaleźć kategorię, w której wygra, nawet jeśli w liczbach bezwzględnych przegra.

4. Gatunek endemiczny

Tworzy zatem formację-redutę, wysepkę polskości w morzu zaprzaństwa. Im bardziej będzie radykalny, heroiczny, pryncypialny, tym większym nietaktem będzie wymagać od niego, aby po prostu PiS wygrał. To za banalne, zbyt prostackie. PiS ma przechować wartości, dawać świadectwo, przetrwać jako gatunek chroniony, od którego nikt nie wymaga, aby obrósł całe pole. Sama partia nie przetrzyma ośmiu lat w opozycji, już teraz ledwo to znosi, pojawiają się rozłamowcy. Można przegrać dwa razy bez konsekwencji, można cztery razy, choć to już rekord świata, ale nie można polec sześciokrotnie i wciąż twierdzić, że to wina mediów. Przynajmniej nie w realnej polityce. Nawet jeśli Kaczyński po 2011 r. ocali władzę w PiS, to jego ugrupowanie stanie się niejako partią honorową, funkcjonującą bardziej w przestrzeni symbolicznej, gdzie prezesa będzie otaczał coraz mniejszy krąg pretorianów. Życie przeniesie się gdzie indziej.

5. W zastępstwie dawnego zastępcy

W wyborach we współczesnych demokracjach, które z natury rzeczy rzadko kiedy mają jakiś wielki, zasadniczo ideowy ciężar, trudno jest liczyć na ostateczne rozstrzygnięcia. Tak niepodważalne i brzemienne, że nagle zmieniają się zasady działania państwa i jego wyposażenie ideowe. Jarosław Kaczyński, kwestionując dzisiejsze państwo i jego reprezentację polityczną, zdaje się nie przyjmować tego do wiadomości.

Występuje w imieniu i w zastępstwie swojego brata spoczywającego na Wawelu, z tragedii smoleńskiej czyni akt oskarżenia wobec rządzących, do wyborów idzie jak do niepodległości. I w tym sensie zawsze będzie mógł uważać się za triumfatora, bo przegrywając jednocześnie wygra, w końcu dziedzictwo i kult śp. Prezydenta nie zaginie.

6. Zakładnik sensu, czyli walka o siebie

Donald Tusk od tego pojedynku nie może się uchylić. Radykalizm przeciwnika, sensy, jakie przydał tej konfrontacji, wymagają odporu i zwycięstwa, tego konkretnego, parlamentarnego, bo z historią nie ma co się wadzić. I tak ona sobie to jakoś po latach ułoży.

To konkretne zwycięstwo musi być na tyle wyraźne, by liderowanie w przyszłej koalicji było niepodważalne i by blokowało ewentualne zawiązywanie koalicji przez silne, choć przegrane PiS. Tusk zatem nie ma wyboru. Nie może udawać, że czeka go jakiś normalny i rutynowy dla demokracji pojedynek polityczny. Przegrana w tych wyborach byłaby katastroficzna, bo jej wymiar miałby rozmiar dewastujący dla niego osobiście i dla polityki, którą realizuje. Okazałoby się, że jej tak zwana normalność i przewidywalność pada pod ciosami radykalizmu, że jest niewydajna, że wyborcy zawierzają hasłom przełomów, że Polska znowu znajdzie się w dygocie strachu i niepewności. A tezy Tuska, że społeczeństwo jest już odporne na prawicowe, narodowe fantazmaty, ległyby w gruzach. Tusk musi bronić swoich prognoz i koncepcji, swojej wiarygodności.

7. Inni przeciwnicy

Projekty Jarosława Kaczyńskiego nadal podtrzymują obawy dużej części elektoratu przed recydywą IV RP, co Tuskowi bezsprzecznie pomagało do tej pory, ale ostatnie wybory samorządowe pokazały, że inni zawodnicy – nawet jeśli także są wobec PiS co najmniej niechętni – z nadzieją patrzą na możliwość wejścia na główny ring walki. Korzystają ze swoistego luksusu, że nie muszą bezpośrednio ścierać się z Kaczyńskim, więc tym chętniej będą liczyć na słabnięcie Tuska. On jest ich głównym przeciwnikiem w walce o wyborców, tu mogą najwięcej zarobić, zwłaszcza że nadchodzący rok będzie okresem ciężkiej próby dla rządu. Ale ostatnie trzy lata były jedną wielką próbą, którą Tusk jakimś cudem wytrzymał. To czyni tę walkę w jakiś sposób wyjątkowo okrutną. Trudno sobie wyobrazić coś gorszego niż światowy kryzys, Smoleńsk, nawracające co dwa tygodnie powodzie stulecia, piekielne zimy. Słabo się robi na myśl, co by się musiało stać, aby PiS wreszcie mógł wygrać. Może właśnie ten strach i wyobraźnia najsilniej działają przeciw tej partii.

Nie ma jednak sentymentów. Nawet słabnący Kaczyński nadal będzie na tyle silny, by zajmować wysokie miejsce w rankingu, gdzieś na poziomie 20 proc.; słabnący zaś Tusk będzie poszerzał przestrzeń dla konkurentów na tyle, by można było liczyć na większy udział we współrządzeniu, a nawet na układanie nowych koalicji. Logika kampanii jest więc taka, że wali się przede wszystkim w tego, kto jest najłatwiejszy do zaatakowania, w premiera przede wszystkim.

8. Wysoka technika, dobra praca nóg

Dotychczasowe wygrane Donalda Tuska wynikały z tego, że – jakkolwiek był przygotowany i zdolny do kreowania wielkich planów politycznych – przede wszystkim znajdował się zręcznie w rzeczywistości. Nigdy nie chciał jej zmieniać gwałtownie, dostosowywał się do okoliczności i warunków, przyjmował taktykę małych kroków. Ona nadal daje dobre wyniki, ale zawsze może być łatwo kwestionowana i krytykowana oraz odkłada się w świadomości społecznej jako plątanina i chaos, jako suma niejasnych usiłowań, zaniechań, jako kunktatorstwo i cyniczny piar. Też powszednieje i po pewnym czasie nudzi, a może wręcz irytować, gdyby ludziom żyło się gorzej.

Wieloletnia już walka Tuska z braćmi Kaczyńskimi była prawdziwą próbą charakteru, twardości i to jak na razie – po pierwszych rundach przegranych – walką wygraną. Stał się zawodnikiem bezsprzecznie w pełni zawodowym, który może nie dysponuje jakimś potężnym ciosem, ale za to sam jest nań odporny, może pochwalić się wysoką techniką, szybkością i pracą nóg. Umie też faulować, zwłaszcza gdy sędzia nie widzi. Jest elegancki, ale też potrafi zacwaniaczyć. Nie da się bezkarnie opukać, zwłaszcza że pracuje nad kondycją i nie wydaje się zmęczony. Wie, że Kaczyński czyha na jeden cios, chce zwyciężyć przez nokaut albo liczy na to, że pod rywalem zapadnie się ring. Dlatego Tusk musi uważać na przeciwnika, ring i sekundantów jednocześnie.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną