Ambicje Janusza Palikota

Ruchy Palikota
Janusz szuka już tylko sposobu, jak wyjść z tego z twarzą – mówi o Palikocie Włodzimierz Karpiński, jego były partyjny kolega z Lublina.
Dziś znakiem firmowym Ruchu jest antyklerykalizm, walka z PiS i happeningi.
Michał Wargin/EAST NEWS

Dziś znakiem firmowym Ruchu jest antyklerykalizm, walka z PiS i happeningi.

Cios spadł na Ruch Palikota w kwietniu, gdy okazało się, że partia nie złożyła sprawozdania finansowego za 2010 r. i zostanie wykreślona z rejestru partii.
Przemysław Szyszka/Reporter

Cios spadł na Ruch Palikota w kwietniu, gdy okazało się, że partia nie złożyła sprawozdania finansowego za 2010 r. i zostanie wykreślona z rejestru partii.

Na początku nie było nic, tylko Janusz Palikot. I to on stworzył Ruch Poparcia Palikota – Nowoczesna Polska. Ale jeszcze zanim ukończył tworzenie, nazwa nie spodobała się Fundacji Nowoczesna Polska, która z Palikotem nie chciała mieć nic wspólnego. Wtedy zmienili nazwę na Ruch Poparcia Palikota, który stał się stowarzyszeniem. Ale że miał ambicje polityczne i chciał przeobrazić Polskę, powstała jeszcze partia o nazwie Ruch Poparcia.

– Założycielem obu Ruchów był Janusz Palikot – tłumaczy Piotr Batura z Wielkopolski – a podstawowa różnica między Ruchem Poparcia Palikota a Ruchem Poparcia była taka, że pierwszy Ruch był stowarzyszeniem, a drugi partią. Gdy były dwa Ruchy, zaczęły się one już wszystkim mylić, ale potem powstał trzeci i jeszcze trudniej się w tym połapać.

Trzecim Ruchem – Ruchem Palikota – Janusz Palikot odpowiada na próbę wykreślenia Ruchu Poparcia (bez Palikota w nazwie) z rejestru partii. Tak mówią działacze.

Plan jest prosty. Jesienią wszystkie istniejące Ruchy zjednoczą się w Ruchu Palikota, który wystawi własnych kandydatów w wyborach parlamentarnych i ruszy po zwycięstwo szeroką ławą. W koalicji z emerytami z Polskiej Partii Emerytów i Rencistów, gejami i lesbijkami ze stowarzyszenia Stop Homofobii oraz zwolennikami legalnej marihuany ze Stowarzyszenia Wolne Konopie.

Wygramy wybory – zapewnia na swoim blogu lider wszystkich Ruchów. Chyba że plany pokrzyżuje mu czwarty ruch – Ruch Demokratyczny Akcja Obywatelska, który powstał po rozłamie Ruchu Poparcia Palikota, którego działacze zarzucają liderowi brak demokratycznych reguł i ciągoty wodzowskie. Na razie Ruch Poparcia Palikota objawia się miejscowo, jak podczas ostatniej miesięcznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu, gdzie zwolennicy Palikota lansowali hasło delegalizacji PiS.

Partia z kliknięcia

Początek był piękny. W Sali Kongresowej nie starczyło miejsc dla tych, którzy przyjechali w październiku zeszłego roku na kongres zwołany przez posła Palikota.

Ja – to przyszłość Platformy – mówił lider, ogłaszając swój program naprawy Polski, którego najważniejszymi punktami była deklerykalizacja, depisacja, ułatwienia dla przedsiębiorców, bezpłatna antykoncepcja i liberalizacja aborcji.

Do końca 2010 r. do Ruchu Poparcia Palikota zapisało się przez Internet prawie 30 tys. osób. To więcej, niż należy do PiS. Łatwo było skrzyknąć partię, ale trudniej ją utrzymać. – Kliknięcie nie wymagało żadnej energii – mówi współpracownik Palikota – ale gdy trzeba było ręcznie wypełnić ankietę, zrobiła to już tylko połowa chętnych. Niemniej, zafascynowani Palikotem wyznawcy walili do partii drzwiami i oknami: uczniowie, emeryci, studenci i biznesmeni.

Co ich przyciągało? – Głównie antyklerykalizm i zniechęcenie tematyką smoleńską – mówi współpracownik Palikota. – Ale do nowego Ruchu ciągnęły też oszołomy różnej maści.

Zdaniem Karola Jene, doradcy Palikota, największym atutem nowego Ruchu była rozpoznawalność marki, czyli lidera, oscylująca na poziomie Coca-Coli. Z badań wynikało, że ze 100 zapytanych osób aż 94 wie, kim jest Janusz Palikot. (Dla porównania Platforma Obywatelska ma tę rozpoznawalność na poziomie 56 proc.).

– Dlatego najważniejszym zadaniem stowarzyszenia było promowanie Janusza Palikota, który przez swoją osobę promował również stowarzyszenie – mówi Katarzyna Izydorczyk, pierwsza przewodnicząca RPP.

Kilkanaście dni po rejestracji stowarzyszenia zarejestrowano również partię Palikota – Ruch Poparcia. Jak mówi Piotr Batura, były członek zarządu RPP, dzięki sprzężeniu stowarzyszenia z partią udało się ominąć ustawowe ograniczenia dotyczące finansowania partii politycznych. W ten sposób Ruch, choć pozbawiony publicznych subwencji i dotacji, miał konkurować z wielkimi parlamentarnymi ugrupowaniami.

– Podstawowym zadaniem Ruchu Poparcia Palikota jest zbieranie funduszy na działanie partii – mówi Batura. – Miała to być organizacja oddolna, tworzona i zarządzana przez osoby, które zebrały się wokół Janusza Palikota i jego idei.

W styczniu, po pierwszym zjeździe RPP, zaczęło się budowanie partii. W każdym z 41 okręgów wyborczych Palikot wyznaczył pełnomocników, a sam ruszył w teren mobilizować elektorat.

Z badań przeprowadzonych w lutym przez PBS DGA, zleconych przez RPP, wynikało, że Palikot może liczyć na 3,5-proc. poparcie. Wynikało też z nich, że wyborca Ruchu to młody, słabo wykształcony człowiek, mieszkający w mieście poniżej 200 tys. mieszkańców. Karol Jene twierdzi, że największe poparcie Ruch ma w dwóch najbardziej katolickich miastach w Polsce: Częstochowie i Toruniu.

Wizyta Palikota w takich miastach jak Myślibórz, Frombork czy Kołobrzeg to wielkie święto: kolorowe samochody, pochody, lawety z billboardem, hostessy rozdające ulotki. Potem spotkanie z mieszkańcami i obowiązkowa sesja zdjęciowa ze słynnym politykiem. Dla małych miasteczek przyjazd Palikota porównywalny jest z wizytą takich medialnych gwiazd, jak Doda, Michał Wiśniewski albo Krzysztof Ibisz.

– Powiedziałem mu – opowiada poseł Kazimierz Kutz, który kibicuje Palikotowi – że musi się zastanowić, czy ci wszyscy ludzie przychodzą, by spotkać się ze znaną postacią medialną, czy po to, by wesprzeć jego Ruch. Odpowiadając na to pytanie, będzie wiedział, czy ma talent do polityki.

Berlusconi made in Poland

Janusz Palikot trafił do polityki wiosną 2005 r. z misją wypełnienia w Lublinie pustki po Zycie Gilowskiej, która właśnie porzuciła PO, a właściwie została porzucona.

– Szukaliśmy lokomotywy, która, tak jak Gilowska, mogłaby pociągnąć wybory – wspomina lubelski poseł PO Włodzimierz Karpiński, który wspólnie z partyjnym kolegą Stanisławem Żmijanem przekonywał Palikota, by się w to włączył. Obaj uważali, że to świetny kandydat na lidera. Był wtedy owiany legendą przedsiębiorcy z Biłgoraja, który potrafi tchnąć życie w każdy upadający biznes. Przy tym mecenas kultury, wydawca ambitnej literatury, właściciel opiniotwórczego tygodnika „Ozon” i społecznik wspierający biedne dzieci. – Że to dobry wybór, przekonywaliśmy się podczas naszych licznych spotkań – opowiada poseł Karpiński. – Czy to księża, pielęgniarki czy bezrobotni – wszyscy byli za. Janusz nie był wtedy tak antyklerykalny i kontrowersyjny.

W maju 2005 r. Palikot wypił pierwsze wino (Lange z Piemontu) z Donaldem Tuskiem. Spotkanie w sopockiej restauracji Rozmaryn zmieniło jego życie. W czerwcu zapisał się do Plaftormy, a we wrześniu był już jej lubelskim posłem. I od razu wyróżniał się z sejmowej szarzyzny. Nosił się kolorowo i modnie. Mądrze gadał i miał poczucie humoru. Gdy poseł Karpiński zapytał go kiedyś, co chciałby robić w Sejmie, bez wahania odparł: „Berlusconi made in Poland”. I media go pokochały.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną