Rozmowa z Joanną Kluzik-Rostkowską, szefową PJN

Sprawa honoru
O szansach swojej partii i o tym, jakim premierem był Kaczyński, a jakim jest Tusk - mówi Joanna Kluzik-Rostkowska.
„W Polsce jest czas na racjonalną politykę, która musi rozwiązywać konkretne sprawy.”
Piotr Bławicki/EAST NEWS

„W Polsce jest czas na racjonalną politykę, która musi rozwiązywać konkretne sprawy.”

„Cała scena polityczna pochłonięta jest emocjami i nie ma wolnej przestrzeni do debaty o tym, co ważne dla Polski.”
Iwona Burdzanowska/Agencja Gazeta

„Cała scena polityczna pochłonięta jest emocjami i nie ma wolnej przestrzeni do debaty o tym, co ważne dla Polski.”

„Do polskiej polityki musi wrócić powaga i racjonalność” - mówi Joanna Kluzik-Rostkowska (na zdj. po prawej). Obok niej stoją: Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyliusz.
Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta

„Do polskiej polityki musi wrócić powaga i racjonalność” - mówi Joanna Kluzik-Rostkowska (na zdj. po prawej). Obok niej stoją: Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyliusz.

Janina Paradowska: – Sama pani przyznała, że pierwszą połowę meczu PJN przegrało.
Joanna Kluzik-Rostkowska: – Domagam się odwagi od innych, więc muszę ją mieć także wobec własnych projektów. Nie prężę muskułów, przyznaję – początek pierwszej połowy był OK, końcówka słabsza. Kilka dni temu rozpoczęliśmy jednak drugą połowę. Skończyły się dywagacje o rozpadzie, transferach, przejęliśmy prawie 50 członków PO w Łódzkiem i to nie koniec. 4 czerwca mamy wreszcie kongres, na pewno przedstawimy listy do parlamentu we wszystkich okręgach.

Dlaczego pierwsza połowa była nieudana?
Nasze środowisko nie zdążyło się spokojnie dookreślić, przegadać programu i strategii, a już musiało stawać na ubitej ziemi. A tam zaprawieni w boju przeciwnicy, machający emocjami na oślep. Czasem, kiedy nieco słabną, udaje się przebić z własną argumentacją.

Konflikty wewnętrzne, odejście Adama Bielana nie było takim momentem? O co w ogóle w tym poszło, bo nie wierzę, że o kody do strony internetowej, która zresztą nadal jest wyjątkowo słaba?
Adam był i jest jej jedynym dysponentem. My budujemy nową stronę. A o co poszło? Trudno uwierzyć, o błahą sprawę wyjazdu do Płocka, gdzie powstał klub radnych PJN i chciał nawiązać współpracę z prezydentem miasta z PO. Miała tam pojechać Elżbieta Jakubiak i Adam Bielan, klub ukonstytuować, współpracę nawiązać. Okazało się, że czekali także na mnie. Zadecydowałam, że jadę z nimi, zatelefonowałam do Adama, że w czwartek wspólnie ruszamy, a on mi na to, że jedzie w sobotę, a jak nie wycofam się z czwartku, to obiecuje, że zrobi wszystko, by żadnego klubu ani współpracy nie było. Postawiłam sprawę twardo: jedziemy w czwartek. Pojechałyśmy bez niego, wszystko się udało, to był dla PJN bardzo dobry dzień. Wieczorem, jak rozumiem, w ramach retorsji, Bielan wycofał swój podpis z uzupełnianego wniosku o rejestrację stowarzyszenia. Jednym słowem – wywrócił stolik i wyszedł. Pomyślałam wtedy, że z takim dzieciakiem trudno robić politykę.

Chciał już wtedy wrócić do PiS, prowadził grę na zlecenie PiS?
Pojęcia nie mam, to zresztą bez znaczenia. Uznałam, że skoro jest gotów do takich destrukcyjnych działań, to szybko musimy zarejestrować partię, bo za chwilę dowiemy się, że jesteśmy w partii Bielana. Początkowo myślałam, że Adam ochłonie, zmądrzeje i wróci. Tymczasem okazało się, że podejmuje kolejne próby osłabiania nas. Gdy sprawa rozbicia PJN stanęła na Komitecie Politycznym PiS, już nie miałam wątpliwości, co się dzieje. Musieliśmy się szybko rozstać.

Jeżeli mówi się o kłopotach PJN, to mówi się także: ta partia nie ma lidera, Kluzik-Rostkowska nie sprawdza się w tej roli. Uderzyła pani w szklany sufit?
Szefowanie partii jest dla mnie doświadczeniem nowym, a czy mam cechy lidera, to się dopiero okaże. Mam doświadczenie w pracy z różnymi zespołami i nigdy nie wchodziłam w rolę z marszu. Zwykle z pokorą przyglądałam się temu, co jest wokół mnie, nie udawałam, że znam się na wszystkim, ale uczyłam się szybko.

Dzisiaj to nowa, fascynująca dla mnie lekcja, dodatkowo obciążona faktem, że jestem kobietą. Wiadomo, jakim liderem ma być mężczyzna, ale czego oczekiwać od kobiety? Ma być kimś udającym mężczyznę czy raczej bezradną kobietką szukającą męskiego podparcia? Dla mnie żaden z tych modeli jest nie do przyjęcia. Mam przeświadczenie, że w skórze liderki czuję się coraz lepiej i pewniej. Radzę więc, aby przedwcześnie mnie nie skreślać. Mam zresztą nadzieję, że to, co robię, może być ważne dla wielu kobiet w Polsce.

Po powstaniu PJN pytano panią często, czy nie niepokoją was niskie sondaże. Pani mówiła, że będzie się martwić, jeśli będą niskie za kilka miesięcy. I są dziś jeszcze niższe.
Uodporniłam się. Jeżeli ma się dużą partię z wysokim poparciem, to na tysiącosobowej próbie badawczej można coś zauważyć; na małe ugrupowania w takim badaniu wskazuje po kilkanaście, kilkadziesiąt osób, więc granica błędu jest dużo większa i przypadkowość odgrywa większą rolę.

Każdy sondaż ma swoje znaczenie propagandowe, nawet jeśli pani próbuje sobie racjonalizować wyniki i metody badawcze.
Oczywiście, że ma, i tego znaczenia nie bagatelizuję. Czuję jednak taką dwoistość: z jednej marne sondaże, z drugiej bardzo dobry odbiór wśród ludzi w Polsce. Odczuwam to prawie na każdym kroku. Nasza strona dla członków partii na Facebooku jest fantastycznym forum dyskusyjnym, gdzie widać wielką potrzebę działania i wdarcia się na scenę polityczną. To niesłychanie optymistyczne. Zaczekajmy więc do wyborów.

Jeżeli doczekacie. Co jakiś czas, zwłaszcza skutkiem tej sondażowej mizerii, będzie pani musiała zmierzyć się z opiniami, że PJN istnieje już tylko dlatego, że w żadnej partii nie ma miejsca dla Elżbiety Jakubiak, bo panią czy Pawła Poncyljusza chętnie weźmie Platforma.
W pełni świadomie zdecydowaliśmy się na budowanie klubu parlamentarnego i nowej formacji politycznej. Gdyby moim celem było w miarę wygodne siedzenie sobie w polityce, to przecież przyjęłabym propozycję Jarosława Kaczyńskiego i została wiceprzewodniczącą PiS, bo to daje pozycję, dostęp do mediów, pewne pierwsze miejsce na liście.

Jeżeli politykę traktuje się jako źródło dochodów, najbardziej wskazany jest konformizm. Nonkonformiści zawsze mają pod górkę, ale zwykle to oni pchają świat do przodu. W Polsce jest czas na racjonalną politykę, która musi rozwiązywać konkretne sprawy, choćby w bliskiej mi sferze polityki społecznej.

Pani chce polityki racjonalnej, obecny rząd prowadzi nieracjonalną?
Obecny rząd jest w działaniach niezwykle doraźny. Jeśli nie musi podejmować decyzji, to ich nie podejmuje. Moja najpoważniejsza pretensja dotyczy jednak braku odwagi. Praca premiera jest bardzo ciężka i nie warto się męczyć, jeżeli nie chce się wpływać na rzeczywistość tak, by była lepsza. Każdy polityk sięgający po władzę musi mieć wizję i ja chcę, aby premier mojego rządu miał wizję i odwagę, także odwagę ponoszenia politycznych kosztów swoich decyzji.

Łącznie z przegraniem wyborów?
Niekoniecznie. Margaret Thatcher działała w trudniejszych warunkach i – jeśli weźmiemy pod uwag poziom emocji i agresji – wygrywała.

Czy Kaczyński, pani zdaniem, był lepszym premierem niż Tusk?
Wbrew pozorom takie porównanie nie jest dla mnie łatwe, bo byłam wewnątrz tamtego rządu, a tego jestem recenzentem. Nie będę obiektywna. Wiem jedno, jakąkolwiek propozycję rozważaliśmy, Kaczyński nigdy nie zastanawiał się, czy nam to podniesie słupki poparcia czy odwrotnie. Dziś nie ma to już znaczenia, bo nie można mówić o Jarosławie Kaczyńskim z lat 2005–07 tak samo jak o obecnym. Dzisiaj Jarosław Kaczyński to człowiek, którego życie tak zabolało, że ten ból determinuje wszystkie działania. Ale proszę nie robić ze mnie „Kaczorologa”. Zdecydowałam o samodzielnej, trudnej drodze, tamto to już dla mnie historia.

Co panią kierowało wtedy – odwaga, oburzenie czy desperacja?
Przekonanie, że do polskiej polityki musi wrócić powaga i racjonalność. Wyciągnęłam wnioski z lekcji, którą boleśnie odrobił kilka lat wcześniej Leszek Miller. Nie da się dzisiaj w Polsce uprawiać polityki poza parlamentem. Bardzo zależało mi na tym, aby już na pierwszym posiedzeniu po wyborach samorządowych mieć swój klub. To był jedyny moment, każdy następny mógł być spóźniony. To wszystko działo się w takim pośpiechu, że sama nie zauważyłam, iż powstanie niedużego przecież klubu tak bardzo zaburzy istniejący układ polityczny. Po pierwszym głosowaniu, kiedy PSL, PiS i SLD nie chciały pracować nad ustawą o spółdzielczości, a my poparliśmy PO i wygraliśmy głosowanie, zapanowała wręcz konsternacja, tym większa, że na następnym posiedzeniu miało być głosowanie nad ustawą o finansowaniu partii politycznych. Ponadto okazało się, że PiS straciło większość potrzebną do blokowania zmian w konstytucji.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną