Kowal zamiast Kluzik na czele PJN

Pożegnanie z PJN
Po rezygnacji z przywództwa Joanny Kluzik-Rostkowskiej i wyborze na szefa PJN europosła Pawła Kowala kończą się marzenia o zbudowaniu umiarkowanej partii konserwatywnej. Jedyna wątpliwość, jaka pozostaje: czy partia rozpuści się w PiS przed, czy po wyborach.

Chyba już sami liderzy PJN nie wierzą w to, że mogą samodzielnie, pod własnym sztandarem, wejść do parlamentu. A jeszcze w piątek wieczorem europoseł PJN Marek Migalski przed programem „Forum” w TVP3 zapewniał dziennikarzy, że na kongresie partii żadnych niespodzianek nie będzie. Kandydatka na prezesa jest jedna – Joanna Kluzik–Rostkowska i nikt nie ma zamiaru walczyć z nią o władzę – zarzekał się. Bo po co, jak wszyscy ją popierają. Jedyne, co martwiło europosła Migalskiego, to czy jego partia przekroczy próg 5 procent, gwarantujący wejście do Sejmu.

Nad PJN od samego początku wisiała klątwa Ludwika Dorna, który kilka lat temu przeforsował w Sejmie ustawę o finansowaniu partii politycznych. Według niej na pełne wsparcie z budżetu państwa mogą liczyć tylko te ugrupowania, które przekroczyły w wyborach próg 5 procent. Tyle, że od tamtej pory żadnej nowej partii nie udało się tego dokonać. Joanna Kluzik-Rostkowska długo przekonywała, że PJN będzie pierwsza, bo udało jej się sformować klub parlamentarny. Zapomniała jednak, że posłowie PJN byli na Wiejskiej tylko dlatego, że w 2007 roku startowali z list PiS.

Posłowie PJN próbowali przekonywać, że są klinem wbitym między walczące plemiona Platformy i PiS. Zanim jednak przekonali do swojej wizji wyborców, sami się między sobą pokłócili o dostęp do strony internetowej. Potem już każdy z liderów na własną rękę szukał tratwy ratunkowej, która wprowadziłaby ich w kolejną kadencję.

PJN zgubiła wiara, że gdzieś poza Warszawą są ludzie, którzy gotowi są poświęcić czas i pieniądze, by bez wytchnienia budować nową strukturę w swoim mieście lub regionie. Dość szybko okazało się, że takich niezagospodarowanych lokalnych liderów nie ma. Jeśli zapowiadany od wielu tygodni kongres partii odbył się dopiero w niedzielę to znak, że organizacyjnie partia znajduje się w zaniku.

Jedyne, co pozostaje liderom PJN to szukanie sposobu, by wyjść z tej sytuacji z twarzą. Obawiam się, że doszli już dawno do wniosku, że skoro nie udało im się nadgryźć ani Platformy, ani PiS, to żeby coś zmienić, będą musieli się do którejś z tych partii przyłączyć. Zabrakło determinacji, pomysłów i zespołowej gry.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj