TK zamknął sprawę Komisji Majątkowej

Ostatnie zwycięstwo komisji
Trybunał Konstytucyjny orzekł, że jeden, mało istotny przepis o Komisji Majątkowej jest co prawda niezgodny z Konstytucją, ale siedem innych, które zostały zaskarżone przez SLD, raczej są z nią zgodne.

Raczej, bo Trybunał umorzył postępowanie w sprawie najważniejszych wniosków lewicy, uznając, że skoro Komisji już nie ma, to orzeczenie nie jest w tej sprawie potrzebne. Za niekonstytucyjny uznał tylko jeden przepis, mówiący, że rząd określał w rozporządzeniu - a nie w ustawie - mienie których jednostek Skarbu Państwa lub samorządu, Komisja może przekazać Kościołowi.

Jak na trzy lata oczekiwań, bo tyle minęło od złożenia wniosku w Trybunale, niewiele dowiedzieliśmy się od sędziów.

Wniosek dotyczący Komisji Majątkowej  traktowany był od samego początku jak zgniłe jajo. Złożony został w najgorętszym okresie, gdy Komisją Majątkową targały skandale korupcyjne, podejrzenia o oszustwa, fałszowanie dokumentów i naciąganie państwa. Mimo to, posłowie lewicy długo zbierali podpisy pod swoim wnioskiem (ponoć nie było chętnych). A gdy się w końcu udało, ich skarga wpadła w czarną dziurę. Leżała w niej, gdy kolejno aresztowano pełnomocnika zakonów, członka Komisji Majątkowej, a CBA informowała o możliwości popełnienia kolejnych przestępstw na styku Komisja – Kościół. Trybunał milczał, gdy okazało się, że pełnomocnicy Kościoła zachowują się jak paserzy - odzyskując trochę ziemi i zaraz ją sprzedając w obawie, by ktoś nie wystąpił z roszczeniami. Czekaliśmy na głos Trybunału, gdy krakowski samorząd walczył o nieuznawanie ostateczności werdyktów Komisji Majątkowej i domagał się, by można było składać od nich odwołania.

Możliwość odwoływania się od werdyktów Komisji była najważniejszym elementem skargi posłów lewicy. Przypomnijmy: Komisję Majątkową wpisano do ustawy tuż przed wyborami w 1989 r. W ten sposób komuniści, którym usuwał się grunt spod nóg, chcieli kupić sobie przychylność Kościoła, oddając majątki zagrabione w latach 40 i 50. W napisanej na kolanie ustawie uznano, że będzie to robił organ powołany przez urzędników państwa i Kościoła. Żeby sprawy nie ślimaczyły się latami, partnerzy uznali, że najlepiej będzie, jeśli procedura będzie łatwa, a orzeczenia komisji ostateczne. W ten sposób, głosując często ręka w rękę, w ciągu ostatnich 20 lat Kościół przejął ogromny majątek państwowy, większy nawet niż to, co utracił w PRL.

Komisja Majątkowa zaczęła przyznawać kościelnym osobom prawnym nie tylko majątek zagrabiony przez komunistów, ale także odebrany przez władze zaborcze, a nawet polskich królów. Często podejmowano takie decyzje nie pytając nawet o zgodę właściciela. Posłowie SLD w swojej skardze napisali, że niezgodne z zasadą sądowego wymiaru sprawiedliwości jest to, że nie było możliwości odwołań od orzeczeń Komisji, podejmującej rozstrzygnięcia o zwrocie ziemi. Podnosili, że każdy, kogo prawa zostały naruszone, powinien mieć możliwość skutecznego środka odwoławczego.

By nie odpowiadać na te zarzuty Trybunał najpierw grał na zwłokę, a wczoraj wykręcił się od odpowiedzi. Gdyby sędziowie przywrócili prawo do odwołań, Polskę zalałaby zapewne fala roszczeń tych, którzy nieruchomości utracili na rzecz Kościoła, a skarb państwa trzeszczałby w szwach. A gdyby uznali, że z Komisją Majątkową wszystko było w porządku, bylibyśmy co prawda uznani za dziwoląga Europy, ale przynajmniej mielibyśmy na przyszłość jakiś drogowskaz.

Najgorsze jednak jest to, że sędziowie schowali głowę w piasek licząc, że wszystko rozejdzie się po kościach. Niestety, tak jak w przypadku orzeczeń Komisji Majątkowej, wyrok Trybunału jest ostateczny.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj