Ewolucje Tuska

Liberał po przejściach
Droga, jaką w życiu publicznym przebył Donald Tusk, pokazuje, jak przez lata zmieniały się w Polsce polityka i oczekiwania wyborców.
Tusk nie odwrócił się od liberalizmu, ale odciął się od liberalnego doktrynerstwa i fanatyzmu.
Adam Chełstowski/Forum

Tusk nie odwrócił się od liberalizmu, ale odciął się od liberalnego doktrynerstwa i fanatyzmu.

Doktryna Tuska pozwala na dwie przeciwstawne interpretacje. Jedna widzi w niej troskę o przyszłość reform, druga – o reformatorów.
Filip Błażejowski/Forum

Doktryna Tuska pozwala na dwie przeciwstawne interpretacje. Jedna widzi w niej troskę o przyszłość reform, druga – o reformatorów.

Janusz A. Majcherek – filozof i socjolog kultury, profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.
Toamsz Wiech/Agencja Gazeta

Janusz A. Majcherek – filozof i socjolog kultury, profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Donald Tusk najwyraźniej trafił na swój czas, skoro po pełnej kadencji stoi przed szansą przedłużenia mandatu szefa rządu na kolejne cztery lata, co nie udało się żadnemu politykowi III RP. Popularna interpretacja tłumaczy ten (przynajmniej sondażowy) sukces ulokowaniem w kontrapozycji do Jarosława Kaczyńskiego, a więc odmawia mu autonomicznego statusu. To opinia niesprawiedliwa i nietrafna. Do władzy wyniosły Donalda Tuska przekształcenia polskiego społeczeństwa, ale też przemiany, jakie zaszły w nim samym od politycznego debiutu. (O fenomenie „tuskizmu” ciekawie pisał Mariusz Janicki w artykule „Czy Tusk zasługuje na więcej” – POLITYKA 38).

Najważniejszym rezultatem transformacji stało się przekształcenie społeczeństwa polskiego w społeczeństwo klasy średniej, której powstanie uznawano często u progu i w trakcie przemian za warunek osiągnięcia politycznej dojrzałości i stabilności demokratycznego systemu. Zdarzały się nawet przedwczesne próby politycznego dyskontowania procesów w tym kierunku zmierzających. Najbardziej spektakularne było desperackie odwołanie się w kampanii wyborczej 2001 r. ginącej Unii Wolności do zbyt słabej wówczas lub głuchej na to wołanie klasy średniej. Lecz po kilku latach, w 2007 r., liczebność i mobilizacja owej nowej i młodej wielkomiejskiej klasy, „nowego mieszczaństwa”, okazały się już wystarczające, by przesądzić wynik wyborów parlamentarnych na korzyść PO i jej lidera. Karkołomna i szybko upadła koalicja PiS-LPR-Samoobrona była tragifarsowym epilogiem polityki opartej na tradycyjnym, roszczeniowym elektoracie robotniczo-chłopskim, podobnie jak kilka lat wcześniej dobiegł końca, wraz z upadkiem koalicji AWS-UW, inteligencko-robotniczy sojusz, stojący niegdyś u podstaw Solidarności i postsolidarnościowego obozu politycznego.

Polityczny pragmatyzm

Przemiany, jakich w tym czasie doznał i dokonał w sobie Donald Tusk, ujmuje się zwykle jako porzucenie liberalizmu na rzecz pragmatyzmu. To uproszczenie, a w wielu aspektach nieporozumienie. Po pierwsze, liberalizm jest doktryną szerokozakresową i elastyczną (wbrew lewicowym oskarżycielom), więc w znacznym stopniu pragmatyczną, zatem nie trzeba dokonywać zdrady liberalizmu, by zostać pragmatykiem.

Po drugie, pragmatyzm nie jest (wbrew prawicowym oskarżycielom) równoznaczny z ideową pustką, bowiem to także całkiem poważny i znaczący nurt filozoficzny, mający swoje bogate doktrynalne zaplecze i dorobek, zatem nie trzeba się wyrzekać idei i przekonań, by stać się pragmatykiem.

Po trzecie, każda polityka jest i musi być pragmatyczna, bo rozgrywa się w sferze praktyki (społecznej, ekonomicznej itd.) i według pragmatycznych kryteriów jest oceniana, zatem nie można uprawiać polityki nie będąc pragmatykiem.

Po czwarte, Donald Tusk już na początku swej aktywności publicznej, za czasów Solidarności lat 1980–81, zrozumiał konieczność łączenia w polityce ideowości z pragmatyzmem. Jak wspominał ówczesne prace nad formułą zmiany komunistycznego systemu, „pragmatyzm, podobnie jak to działo się wiele lat później, kazał szukać rozwiązań możliwych, a nie idealnych z punktu widzenia liberalnego kanonu”. Znawca i monografista współczesnego polskiego liberalizmu Jerzy Szacki uznał wręcz pragmatyzm za wyróżnik środowiska gdańskich liberałów, współtworzonego przez Tuska: „gdańscy liberałowie okazali się »pragmatykami«, tj. mniej sobie cenili doktrynalną czystość, bardziej natomiast zdolność rozwiązywania praktycznych problemów, które w naszych warunkach rzadko na taką czystość pozwalają”.

Wydawanie ideowego, podziemnego pisma „Przegląd Polityczny”, będącego organem gdańskiego liberalizmu, łączył Tusk z narastającym w tym środowisku przekonaniem o doniosłości praktycznych rozwiązań konkretnych problemów gospodarczych. Dawał temu świadectwo także w praktyce rozumianej dosłownie jako współtwórca i współuczestnik ruchu gdańskiej „nowej przedsiębiorczości” drugiej połowy lat 80., współpracownik niezależnej firmy wykonującej prace wysokościowe (spółdzielnie Świetlik, potem Gdańsk, będące gospodarczym zapleczem gdańskiej opozycji).

Już wtedy z niektórych kręgów Solidarności płynęły pod adresem gdańskich liberałów zarzuty o zdradę ideałów na rzecz praktycznych korzyści, bo etos opozycyjnego inteligenta wciąż kojarzył się z nieustającymi dyskusjami o pryncypiach („romantyczną bezradnością” – szydził Tusk), a kłócił z doraźną praktycznością.

Doktryna Tuska

Zarzucanie Tuskowi bezideowości to nieporozumienie. Sygnowane jego nazwiskiem kompendium „Idee gdańskiego liberalizmu” już w tytule zdradza ideowe nasycenie liberalnych deklaracji i rozważań w nim zebranych. Liberalizm był dla niego wyznaniem wiary, ale i przemyślanym wyborem ideowym, przez lata skazującym zresztą na marginalną pozycję w Solidarności i III Rzeczpospolitej, zatem bezinteresownym. Tusk nie odwrócił się od liberalizmu, ale odciął się od liberalnego doktrynerstwa i fanatyzmu. Przykładem drugiego jest Janusz Korwin-Mikke, za przykład pierwszego w kręgu Tuska uznano Leszka Balcerowicza.

Konflikt z ojcem liberalnych reform jest przykładem kłótni w rodzinie, a takie bywają szczególnie zajadłe i dotkliwe. Znalazł w nim wyraz fundamentalny problem pierwszej kadencji Tuska na stanowisku premiera, jakim stało się tempo koniecznych reform. O ich konieczności przekonał światowy kryzys i stan polskich finansów publicznych. Liberalna ekipa znających się na ekonomii pragmatyków wydawała się idealnym wykonawcą niezbędnej i od dawna podpowiadanej przez ekonomistów racjonalizacji wydatków budżetowych. Tymczasem premier otwarcie wyłożył powody, dla których nie zamierza tych suflowanych mu decyzji podejmować w oczekiwanym od niego tempie i zakresie. Ta „doktryna Tuska” głosi, że należy podejmować tylko takie działania reformatorskie i tylko w taki sposób, by nie wywołały one sprzeciwu społecznego, mogącego spowodować usunięcie reformatorów i wyniesienie do władzy ich przeciwników, którzy anulują owe reformy, czego rezultatem będzie brak reform i reformatorów u władzy.

Innymi słowy: nie można podejmować „bolesnych” reform, bo „reformy nie są po to, aby bolały”. Spór toczy się wokół wątpliwości, czy możliwe są reformy bezbolesne, a więc czy skuteczne może być lekarstwo, które wszystkim smakuje. Krytycy twierdzą, że takich lekarstw nie ma, a tych, które należałoby zaaplikować, nie musiałby akurat łykać elektorat PO, zatem na pozycji tej partii zaordynowanie takiej gorzkiej terapii by się nie odbiło.

Doktryna Tuska pozwala na dwie przeciwstawne interpretacje. Jedna widzi w niej troskę o przyszłość reform, druga – o reformatorów. Pierwsza odczytuje ją jako wyraz odpowiedzialności, druga – koniunkturalizmu. Dla apologetów to dowód chwalebnej ostrożności mającej zapewnić krajowi stabilność, dla krytyków to dowód asekuranctwa mającego zapewnić PO pozostanie u władzy. W istocie jednak możliwa jest wykładnia łącząca obie. Pozostanie u władzy PO ma zapewnić krajowi stabilność, którą zakłóciłby powrót do niej PiS. Wielu wyborców przyjmuje i akceptuje taką właśnie interpretację.

Rozpoczynający na przełomie lat 1989/90 działalność Kongres Liberałów krytykował Balcerowicza za… zbyt wolne tempo reform. Środowisko gdańskich liberałów zrobiło błyskawiczną karierę, gdy po zwycięstwie popieranego przez nich w wyborach prezydenckich Lecha Wałęsy tekę premiera otrzymał od niego Jan Krzysztof Bielecki, ale trzy lata później nastąpiła katastrofa KLD w wyborach parlamentarnych.

To bolesne wydarzenie do dziś tkwi w pamięci Tuska i jego politycznego otoczenia jako memento. Ostentacyjna propaganda liberalna ówczesnej kampanii wyborczej KLD została przez straumatyzowane terapią szokową społeczeństwo odebrana jak prowokacja i odrzucona z niesmakiem. 12 lat później sam Tusk i kierowana przez niego PO polegli w wyborczym starciu z Lechem Kaczyńskim i prowadzonym przez jego brata PiS, którzy zdołali narzucić temu konfliktowi politycznemu etykietę walnego starcia Polski solidarnej z liberalną.

Te i inne doświadczenia i przeżycia z okresu 20 lat III RP w najbliższym otoczeniu Tuska i w nim samym wywołały zmiany dające się sprowadzić do dwóch tendencji: coraz mniej ideowego pryncypializmu i doktrynerstwa, coraz więcej konserwatyzmu i pogodzenia z narodowym charakterem Polaków.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną