Po zamieszkach na obchodach Święta Niepodległości

Święto zmonopolizowane
Wandalizm i brutalna agresja zamiast „cnoty mądrości porozumienia i zgody”, o którą prezydent Bronisław Komorowski apelował podczas uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza - tak najkrócej streścić można obchody Święta Niepodległości w stolicy.
Starcia z policją na warszawskim placu Konstytucji
Bolesław Walędziak/Reporter

Starcia z policją na warszawskim placu Konstytucji

Prezydent nawoływał, by manifestować „bez agresji i bez nienawiści, bez uzurpowania sobie przez kogokolwiek monopolu na Polskę”. Ale przekaz tego dnia zdominowały relacje z burd na ulicach Warszawy, demolujący miasto chuligani zmonopolizowali Święto Niepodległości. Niestety.

DEBATA: Czy to, co zdarzyło się na 11 listopada na ulicach Warszawy było tylko bandycką rozróbą, czy też ostrzeżeniem przed poważnymi kłopotami, które możemy mieć - jako społeczeństwo - w przyszłości? Zapraszamy do dyskusji

Na plakacie zapowiadającym Marsz Niepodległości widzieliśmy uśmiechniętych młodych ludzi, powstańca listopadowego, żołnierza, łączniczkę z powstania warszawskiego, rycerza; krążące po sieci spoty miały przekonać wszystkich, że to pochód patriotów, z agresją i faszyzmem niemający nic wspólnego. Wideo z zapowiedzią marszu, rozpowszechniane na popularnych serwisach społecznościowych przedstawiały wybrane obrazy z poprzednich wieców narodowców, biało-czerwone flagi, husarię, zdjęcia z powstania… Przecież o nic więcej jak tylko o zamanifestowanie dumy z bycia Polakiem – zgodnie z hasłem marszu: „Nasza polskość naszą chlubą” – nie chodzi. (Co ciekawe, w jeden z takich filmików nieopatrznie chyba wmontowano kadr, gdzie, owszem, widać pochód młodych ludzi niosących polskie flagi, ale nie tylko – na pierwszy plan wysuwa się w pewnym momencie zamaskowany mężczyzna z kijem).

Kilka dni temu Marian Kowalski, rzecznik ONR, współorganizatora marszu, przekonywał mnie, że o żadnych „niegodnych” wybrykach nie może być mowy, w marszu udział weźmie bowiem „młodzież patriotyczna”, nawet kibice różnych drużyn zjednoczą się w tym dniu, by wspólnie świętować. No i zjednoczyli się, tyle, że nie po to by świętować, ale kolejny raz zmierzyć się z policją. I nie miało to nic wspólnego z żadnymi ideałami, podniosłymi hasłami, które miały przyświecać uczestnikom manifestacji. Bardzo możliwe, że część uczestników pochodu, prawicowcy, ludzie związaniu ideowo z ONR czy MW, rzeczywiście chcieli zamanifestować w ten dzień swoją – czasem specyficznie pojmowaną – miłość do ojczyzny. Mają do tego prawo, tak samo jak ludzie o skrajnie innych przekonaniach. Z pełną świadomością wpuścili jednak w swe szeregi grupy, którym – jak można było się spodziewać – chodzi o coś zupełnie innego. I tak jak mecze są dla nich tylko pretekstem do zorganizowania się i naparzania z kibicami przeciwnej drużyny oraz policją, tak i Marsz Niepodległości stał się dobrą okazją do wyjścia na ulicę i zorganizowania ogólnopolskiej „ustawki”, nadawanej na żywo w telewizji.

Druga strona, czyli organizujące kontrmanifestację środowiska lewicowe, nie pozostają bez winy. I one w niemałym stopniu przyczyniły się do tego, że obraz obchodów Święta Niepodległości zdominowały zdjęcia z ulicznych bijatyk. Nie wydaje się, aby najlepszą formą walki z faszyzmem (bo przecież to hasło miało przyświecać organizatorom, także „pokojowych”, serii blokad Marszu Niepodległości) była walka wręcz, nie tylko zresztą z narodowcami, ale i policjantami.

CZYTAJ TAKŻE: Z Malwiną Dziedzic polemizuje Jacek Żakowski, który brał udział w pikniku Kolorowej Niepodległej

Miasto nie miało dużego pola manewru: po dopełnieniu wszystkich formalności przez organizatorów poszczególnych manifestacji ratusz musiał je zarejestrować. Konstytucja każdemu zapewnia „wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich”. A przecież każda ze stron zgłaszała manifestację pokojową. Zarówno urzędnicy, jak i policja przygotowani byli na rozruchy. Zawiodła jednak komunikacja na linii ratusz–policja, a także w obrębie samego Urzędu Miasta, sprzeczne komunikaty w trakcie trwania marszu, dotyczące jego legalności, mogły tylko pogłębić chaos.

Bilans tegorocznego Święta Niepodległości: sparaliżowane częściowo miasto, zdewastowane mienie, kilkudziesięciu rannych, ponad dwustu zatrzymanych. Prezydent Komorowski, zamiast świętować podczas okazjonalnego koncertu w Filharmonii Narodowej, spotkał się ze swoimi współpracownikami, aby rozmawiać o potrzebie zmiany prawa dotyczącego organizowania zgromadzeń. W wieczornym oświadczeniu głowy państwa usłyszeliśmy, że prezydenccy urzędnicy szukać będą takich rozwiązań, które bez konieczności zmiany Konstytucji pozwolą zwiększyć odpowiedzialność organizatora manifestacji za szkody wyrządzone podczas jej trwania, policji zaś ułatwią identyfikowanie sprawców zamieszek. A ci, jak można się było przekonać, często te pełne dumy i godności twarze chowają pod kominiarkami. Miało być narodowe święto, a wyszedł wstyd.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj