Magda, media i my

Wariant piąty
Matka powiedziała, że ktoś jej ukradł Magdę z wózka w Sosnowcu przy ulicy Legionów. Zła wiadomość natychmiast poszła w miasto. I w media. To był gotowy scenariusz. Ruszyła produkcja.
Zniszczony budynek na terenie sosnowieckiego parku - miejsce, w którym policja znalazła zwłoki małej Magdy.
Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

Zniszczony budynek na terenie sosnowieckiego parku - miejsce, w którym policja znalazła zwłoki małej Magdy.

W miejscu, gdzie znaleziono ciało dziecka prawie natychmiast pojawiły się znicze, kwiaty i listy przynoszone przez mieszkańców Sosnowca.
Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

W miejscu, gdzie znaleziono ciało dziecka prawie natychmiast pojawiły się znicze, kwiaty i listy przynoszone przez mieszkańców Sosnowca.

Rodzice Magdy w swym mieszkaniu w Sosnowcu.
Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta

Rodzice Magdy w swym mieszkaniu w Sosnowcu.

Biedna dziewczyna – współczuło pół Internetu, pół supermarketu i pół przystanku tramwajowego. Ona kłamie, zobaczcie na jej oczy, ojciec nie wygląda na smutnego – oskarżała druga połowa. Idealna sprawa dla mediów, nie można wymyśleć lepszej. Bez takich spraw telewizje by upadły.

Uruchamia lęki pierwotne, bo strach przed utratą, porwaniem, śmiercią dziecka jest jednym z najsilniejszych, jaki istnieje. I hipotezy, tropienie spisku: porwanie, oddanie, sprzedaż, Niemcy, porywacze, może cała grupa. Wreszcie transmisja na żywo z poszukiwania zwłok, nieustanna konferencja niedetektywa Rutkowskiego, chwilowo prawdziwe wiadomości, dementowane przez inne. Do tego dziesiątki ekspertów, psychologów, socjologów, kryminologów.

Żadne słowo, żaden grymas na twarzy bohaterów nie mogły się zmarnować w tym spektaklu, najdoskonalszej dokumentalnej telenoweli, jaka się zdarzyła w ostatnich latach. I zafascynowana publiczność może i zdająca sobie sprawę z wielkiej, medialnej manipulacji, ale nieodrywająca oczu od ekranu. I pytania reporterów do osób tragedii: co pani czuje?

***

24 stycznia wieczorem Kasia, 22 lata, mama Magdy, leżała twarzą do chodnika niedaleko bloku rodziców. Tu się wychowała, znała ludzi i każdy kąt. Miała zostawić małą pod opieką swojej mamy. Powiedziała, że musiała iść do pracy, ale pracy nie miała. Jest podejrzana, miesza się w zeznaniach – napisali bezlitośni ludzie na forum w Internecie. Dajcie jej spokój, ona cierpi, jak możecie! – napisali litościwi. Tytuły w tabloidach: „Ktoś mi ukradł Madzię z wózka” („Super Express”), „Kto porwał Madzię z ulicy?!, Widziałeś ją? Pomóż” („Fakt”).

***

Przez kolejne trzy dni Kasia odtwarzała drogę z dzieckiem do domu rodziców setki razy. Dla policji, dla detektywa Rutkowskiego, dla dziennikarzy. Aż do płaczu. „Nie mogę powiedzieć, co się stało” – to matka dziecka dla „Faktu”, „wie coś bardzo ważnego o porwaniu, ale dla dobra śledztwa musi milczeć”.

Kasia powiedziała, że wyszła z wózkiem z kamienicy przy ulicy Floriańskiej, w której wynajmowali mieszkanie z mężem Bartkiem, 23 lata. To była dzielnica pełna ruder i pustostanów. Wprowadzili się po ślubie, a pobrali w kwietniu 2011 r., kiedy Kasia była w ósmym miesiącu ciąży. Po dziecku Bartek jakby wydoroślał. Pracował u ojczyma na budowach, zmieniał żonę przy dziecku. Odnawiał mieszkanie na poddaszu, kącik Magdy zrobił w ciepłych kolorach. – Na początku było trochę problemów, ale nie da się ukryć, że my bardzo kochamy Magdę – mówi Bartek ósmego dnia po porwaniu Magdy. „Jaką tajemnicę skrywa mama porwanej Madzi”, „Rodzice nie chcą pomocy jasnowidza” („Fakt”), „Już trzecią dobę rodzice przeżywają dramat” („SE”) – krzyczały tabloidy.

***

24 stycznia na chodniku obolała Kasia dźwignęła się na kolana. Kobiety ją podtrzymywały, przytulały, płakały. Strasznie krzyczała. Żeby biec, szukać Magdy, przecież ona musi być gdzieś niedaleko. Kilka osób pobiegło. Bardzo szybko było pogotowie. Za nim – dziennikarze. Kamery czekały na Kasię i Bartka pod komendą policji, pod prokuraturą, pod domem. Bartek musiał się przemykać w przebraniu, żeby przejść do sklepu. On jest za spokojny, pewnie zakopali to dziecko – pisali w Internecie niechętni. Ludzie, trochę godności – wzywali sprawiedliwi.

***

Następnego dnia po zniknięciu Magdy Rafałowi Łysemu, szefowi wydziału informacji i promocji Sosnowca, nie odpalił samochód. Dlatego Łysy jechał pociągiem do pracy – słyszał, że ludzie mówili tylko o Magdzie i jej rodzicach. Tego dnia było zebranie kierownictwa magistratu – miasto dało pięć tysięcy nagrody za pomoc w odnalezieniu Magdy. Drugie pięć tysięcy dawała sosnowiecka policja. Do tego apele stacji telewizyjnych, plakaty.

Magda uśmiecha się na zdjęciu podtrzymywana ręką taty i widać błysk pierwszego zęba. Kolejny dzień przyniósł Łysemu wiadomość, że rodzice Magdy potrzebowali wsparcia, nie radzili sobie z nerwami. Od razu pojechali psychologowie z centrum interwencji kryzysowej. – Gdziekolwiek by się poszło, towarzysko czy rodzinnie, wszędzie padało to samo pytanie: słuchaj, Rafał, wiecie już coś o tej dziewczynce? – opowiada Łysy.

Rafał Łysy był świadkiem takiej sceny w sosnowieckiej komendzie: wielką beemwicą przyjechało dwóch bogatych dresiarzy, każdy dawał dwa tysiące za wskazanie porywacza dziecka. „Wierzymy, że Madzia żyje” („SE”).

***

Kasia i Bartek poznali się w kościele. Oboje bardzo wierzący, on ministrant, ona we wspólnocie modlitewnej. – Znają się od małego i są dobrą parą – mówi znajomy. Potem był ruch oazowy. To była część ich życia: dzieci Boże, łaska Pańska, natchnienie Duchem Świętym.

Ale wiadomość, że Kasia jest w ciąży, raczej ich zaskoczyła, nerwy się pojawiły, bali się, co dalej, świat ich przeraził – dopowiada znajomy. Kasia bezrobotna – tylko dorywczo kelnerowała. Na dodatek ciąża była trudna i Kasia musiała walczyć, żeby ją donosić. „Chcieliśmy ochrzcić Madzię” – to w „SE” z 30 stycznia, ale już jako boczna wiadomość, bo główną pozycją na pierwszej stronie jest kadr z serialu „Klan” przedstawiający na wyłączność śmierć Ryśka.

***

Kasia opowiadała, którędy szła z Magdą do mamy, a lokalna gazeta na stronie internetowej publikowała zdjęcia z drogi, wkrótce ten medialny pomysł podchwyciły inne gazety. Więc Kasia z Magdą doszły do ronda Gierka. Widziała już daleko blok rodziców, w swojej dzielnicy człowiek się tak bardzo nie boi. Obejrzała się. Mężczyzny, którego widziała wcześniej, nie było. „Madzi już nie ma w Polsce” („SE”).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną