Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Kraj

(Nie)pojedyncza sprawa

W POLITYCE 3 zamieściliśmy list otwarty Janiny Paradowskiej dotyczący m.in. sprawy sądowej Emila Wąsacza. Publikujemy odpowiedź prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z komentarzem autorki.

(...) Odnosząc się do sprawy Emila Wąsacza podkreślam, że sąd nie uznał, iż doszło do złamania fundamentalnej zasady procesowej ne bis in idem. Gdyby taka była konkluzja sądu, powinien był on umorzyć postępowanie, a nie zwracać sprawę do postępowania przygotowawczego. Takie też stanowisko zajął sąd apelacyjny, który rozpoznawał zażalenie prokuratora. Wniesienie zażalenia na postanowienie sądu to nie przejaw zacietrzewienia prokuratora, jak wnioskować można z Pani tekstu, lecz normalna praktyka procesowa umożliwiająca stronie kontestującej rozstrzygnięcie sądu przedstawienie swoich racji wyższej instancji. (...) sąd apelacyjny podzielił też w części argumenty prokuratora. (...) [W] obecnym stanie prawnym prokurator nie ma możliwości wyboru dokumentów przekazywanych sądowi, jeśli zostały zebrane w śledztwie. Możliwość taką przewiduje projekt nowelizacji Kodeksu postępowania karnego opracowany przez Komisję Kodyfikacyjną. (...) 

Z prawomocnym orzeczeniem sądu nie należy się spierać. Dlatego prokurator w tej sprawie uzupełni postępowanie. Ja ze swej strony zażądam przeprowadzenia postępowania służbowego w celu wyjaśnienia powodów powstania uchybień, których istnienie potwierdził sąd apelacyjny. Mój sprzeciw budzi jednak Pani konkluzja, że posłowie i senatorowie powinni wziąć pod uwagę sprawę Emila Wąsacza, rozstrzygając o kwestiach związanych z niezależnością prokuratury. Czy zatem błąd w pojedynczej sprawie ma zadecydować o modelu ustrojowym instytucji, od której zależy los postępowań przygotowawczych? (...) Przecież w ciągu roku prokuratorzy prowadzą około 1,2 mln spraw.

 

Postulat niezależności budżetowej prokuratury potraktowała Pani niemal jak fanaberię tych, którzy chcą uniknąć kontroli swych nietrafnych poczynań procesowych. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Niezależność budżetowa nie będzie oznaczała, że sądy przestaną sprawować nadzór procesowy nad działaniami prokuratury. (...) W Pani liście padł też zarzut, że postępowania generują nadmierne koszty. Prokurator może ich uniknąć, zlecając przeprowadzenie ekspertyz tylko wówczas, gdy są one niezbędne. Zwykle nie ma wyboru. Musi zasięgać opinii biegłych i zlecać tłumaczenie dokumentów sporządzonych w językach obcych, bo takie są wymogi prawa procesowego. (...) Przy każdej nadarzającej się okazji zwracam uwagę prokuratorom, by sięgali po opinie jedynie wówczas, gdy pojawia się procesowa konieczność.

 

Nie podzielam Pani tezy, że zatrzymanie Gromosława Czempińskiego miało widowiskowy charakter (...). Przeciwnie, prokuratorzy Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, pomni moich zaleceń unikania tego rodzaju działań, doprowadzili do zatrzymania Gromosława Czempińskiego w sposób możliwie najmniej dolegliwy. Prokuratura nie nagłośniła tej sprawy. Nie może też odpowiadać za zainteresowanie mediów śledztwem, a zwłaszcza podejrzanym. (...) 

W (...) sprawie Jacka Karnowskiego właściwy czas na ocenę prawidłowości pracy prokuratora przyjdzie w momencie, gdy wypowie się sąd.

Prokuratorzy nie zasklepiają się w obronie swojej niezależności. Uważam, że drugą stroną tego pojęcia jest odpowiedzialność. Z tego powodu skierowałem do Ministra Sprawiedliwości projekt ustawy radykalnie zmieniającej zasady postępowania dyscyplinarnego wobec prokuratorów. Inny projekt dotyczył zmiany przepisów umożliwiających kierowanie roszczeń regresowych w szczególności wobec prokuratorów, którzy przez swe nieprawidłowe działania procesowe spowodowali konieczność wypłaty przez Skarb Państwa odszkodowań i kwot z tytułu zadośćuczynienia. Żadna z tych propozycji nie trafiła do Sejmu, a Prokurator Generalny nie ma inicjatywy ustawodawczej.

(...) Błędy w pojedynczych sprawach piętnujmy, ale nie wyciągajmy wniosków, które w najlepszym razie spowodują powrót do niechlubnych praktyk z przeszłości.

Prokurator Generalny Andrzej Seremet

W odpowiedzi prokuratora generalnego cieszy mnie przede wszystkim zapewnienie, że przeprowadzone zostanie postępowanie służbowe wyjaśniające, jak doszło do popełnienia błędów w śledztwie dotyczącym Emila Wąsacza. To jest jednak program minimum. Przy okazji tego postępowania warto byłoby też sprawdzić, dlaczego w ogóle to śledztwo wszczęto, skoro wcześniej sprawa została umorzona i nie pojawiły się żadne nowe przesłanki, aby je wznowić, wyjąwszy jedną – zamówienie polityczne. Tego dnia, kiedy widowiskowo zatrzymano Emila Wąsacza, a zastępca prokuratora generalnego Janusz Kaczmarek zapowiadał na konferencji prasowej przełom w sprawie, Sejm miał obradować nad sprawozdaniem sejmowej komisji śledczej badającej sprawę PZU. Trudno tę zbieżność uznać za przypadkową. To jest typowa sprawa z cyklu – mamy człowieka i paragraf musi się znaleźć. Nie jedyna, jaką dostał prokurator Seremet w spadku po ekipie ministra Ziobry. Ich istotą było właśnie gromadzenie byle jakich materiałów w nadziei, że jakiś zarzut uda się postawić. Teraz zapadają wyroki uniewinniające.

Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jakie wnioski zostały wyciągnięte z tamtych doświadczeń, jakie są losy tych, którzy te sprawy prowadzili. Czy wszczęto jakieś postępowania dyscyplinarne, czy może prokuratorów spotkały awanse? Czy ktoś usłyszał proste słowo „przepraszam”? I w końcu – ile to wszystko kosztuje? Dla oblicza nowej, niezależnej prokuratury ma to znaczenie zasadnicze. Pokaże też, czy prokuratura dojrzała do samodzielności, także finansowej.

Martwi mnie jednak, że prokurator generalny nie widzi absurdu sytuacji, w jakiej znalazła się i w jaką dalej brnie prokuratura gdańska w sprawie Emila Wąsacza. Teraz będzie uzupełniać akta (wyrzuci np. dokumenty, które zamieszczono w kilku egzemplarzach, coś tam przetłumaczy z holenderskiego). Może nie będzie to już 27 tys. kart, ale 25 tys. plus ponad dwustu świadków do przesłuchania, czyli nadal monstrum. To wszystko trafi znów do sądu i jeśli zostanie przyjęte, sprawa będzie trwała latami, gdyż nie da się szybko i sprawnie jej osądzić. W końcu zarzuty najprawdopodobniej się przedawnią i oskarżony nie zostanie uniewinniony, ale będzie żył z piętnem, że coś tam jednak było. A jeśli jest winny, i tak nikt nie odczuje satysfakcji, że dokonała się sprawiedliwość. Pozostanie dojmujące poczucie absurdu i niesprawiedliwości.

Janina Paradowska

Pełny tekst listu prokuratora Seremeta: www.pg.gov.pl

Polityka 08.2012 (2847) z dnia 22.02.2012; Polemiki; s. 92
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną