Kraj

Tusk zaniechał rekonstrukcji

Nie będzie zmian w rządzie

I znowu premier po zapowiedziach działań zdecydowanych, by nie powiedzieć radykalnych, cofnął się i właśnie ogłosił, że żadnej rekonstrukcji rządu nie przewiduje.

Szykowana lustracja wszystkich i po kolei resortów będzie miała charakter raczej życzliwej rozmowy niż przesłuchań. A można było się spodziewać, że będzie ostro i że już jest gotowa lista do zwolnień. Giełda każdego dnia wyrzucała kolejne nazwiska… Arłukowicz, Mucha, Nowak… W zamian miał się w rządzie pojawić Schetyna, z którym Tusk ponoć umówił się już na spotkanie, a może nawet na kolację.

Te przypuszczenia i typy nie były przecież wyłącznie spekulacjami dziennikarskimi, układali je nawet politycy PO, również sam premier, który straszył swoich ministrów, że nie znają dnia ani godziny.

Była może pokusa, by tą metodą zatkać jakoś dziurę sondażową, w którą Platforma wpadła, zrobić szum i ruch, zakręcić personaliami, by stworzyć wrażenie, że energia jest i że po „studniówce” rządu zacznie on naprawdę przygotowywać się do matury. A premier nadal ma siłę autorskiej kompozycji swojego gabinetu.
Powiem tak - na szczęście Tusk potrafił się cofnąć, dla dobrze pojętego własnego interesu.

Rekonstrukcja byłaby katastrofalnym przyznaniem się do własnego błędu, byłaby przejściem do defensywy, a poza tym byłaby aktem niejakiej niesprawiedliwości wobec dymisjonowanych ministrów. Żaden z nich, żadna z nich, nikt po prawdzie – jakie byśmy nie mieli tu wątpliwości i pretensje – nie był w stanie zbankrutować w ciągu tych stu dni ani też zakryć sobą błędy i niedoróbki poprzedniej kadencji i swoich poprzedników.

To niepoważne rozliczać nowego szefa resortu po tak krótkim czasie urzędowania, już lepiej byłoby zacząć od samorozliczenia się premiera, który upichcił sobie i nam tę żabę, którą musimy teraz jeść.

A poza tym, jaka radość, że nie będziemy musieli przyglądać się, oceniać i wymądrzać na temat najnowszej karuzeli stanowisk i osób.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną