O co chodzi Ślązakom

Śląskie strachy na Lachy
Strachy najłatwiej hodować na niewiedzy. Przeciętny obywatel Polski słusznie zadaje sobie pytanie, o co tym Ślązakom chodzi. Dlaczego im ciasno w polskiej rzeczywistości.
W PRL władze wyznaczyły dla Ślązaków pakiet zachowań dozwolonych: świętowanie Barbórki i rocznicy powstań śląskich, używanie ludowych strojów i piosenek. Na fot. Boże Ciało, Lipiny.
Justyna Kurzyńska/Edytor.net

W PRL władze wyznaczyły dla Ślązaków pakiet zachowań dozwolonych: świętowanie Barbórki i rocznicy powstań śląskich, używanie ludowych strojów i piosenek. Na fot. Boże Ciało, Lipiny.

Dziś najbardziej aktywne w śląskich ruchach emancypacyjnych jest pokolenie czterdziestolatków, w większości dobrze wykształconych, zakorzenionych w europejskich wartościach i świadomych swoich praw obywatelskich.
Maciej Jarzebinski/Forum

Dziś najbardziej aktywne w śląskich ruchach emancypacyjnych jest pokolenie czterdziestolatków, w większości dobrze wykształconych, zakorzenionych w europejskich wartościach i świadomych swoich praw obywatelskich.

Grażyna Myślińska/Forum

W ostatnim Narodowym Spisie Powszechnym spośród 1,2–1,5 mln rdzennych mieszkańców Górnego Śląska ponad 800 tys. zadeklarowało swoją odrębność (śląską, polsko-śląską lub niemiecką). W ostatnich wyborach do Senatu kandydaci popierani przez Ruch Autonomii Śląska zebrali 250 tys. głosów (w tym jedną trzecią Kazimierz Kutz, formalnie kandydat niezależny, który zdeklasował rywali w Katowicach).

Choć socjolodzy od co najmniej 10 lat przewidywali taki rozwój wypadków, politycy do dziś nie przygotowali żadnego mądrego pomysłu na zagospodarowanie tej obywatelskiej energii. Jedyną odpowiedzią polskiego aparatu władzy jest straszenie Ślązaków i straszenie Ślązakami. Przy czym katalog strachów jest równie absurdalny, co monotonny: rewizjonizm, separatyzm, a nawet terroryzm (patrz Baskowie), rozpad państwa polskiego, przyłączenie Śląska do Niemiec.

Straszy nie tylko Jarosław Kaczyński (osławiona „zakamuflowana opcja niemiecka”), nie tylko senator Dorota Arciszewska z Gdyni, dyżurna pisowska specjalistka od niemieckich zagrożeń, nie tylko prawicowi publicyści. Straszy również prezydent Bronisław Komorowski, opowiadający o „lekcji, jaką odebrał w znanej baśni uczeń czarnoksiężnika, który uruchomił złe moce, a potem nad nimi nie był w stanie zapanować”. W imieniu rządzącej koalicji straszy wiceminister finansów Mirosław Sekuła (skądinąd rodowity Ślązak), który z sobie tylko wiadomych źródeł wyliczył, że ruchy emancypacyjne na Śląsku „już przyniosły straty idące w grube miliardy złotych i to nie koniec”.

Razem i osobno

Dlaczego Ślązacy uważają się za innych, może to megalomania? Dociekliwi szukają źródeł w czasach rozbiorowych i w odmienności kulturowej państw zaborczych. Ale to fałszywy trop.

Wbrew powszechnemu mniemaniu, Śląsk nigdy nie był pod żadnym zaborem, Śląsk po prostu od 1348 r. przez 600 lat rozwijał się poza Polską (w Czechach, Austrii i Prusach), w odmiennych tradycjach, systemach politycznych i ustrojowych.

Ślązacy tym się różnią od pozostałych regionalnych grup etnicznych, że nie doświadczyli ani Polski jagiellońskiej, ani Polski szlacheckiej, ani dramatu rozbiorów i ówczesnych powstań narodowych; zostali wychowani na innych lekturach i podręcznikach, w innych kulturach prawnych. Uczestniczyli w innych wojnach, walczyli z innymi wrogami, mieli innych królów i cesarzy. Dopiero w 1922 r. część regionu znalazła się w granicach Polski, a całość w 1945 r.

Żyje jeszcze ok. 80 tys. Górnoślązaków, którzy urodzili się i podstawową formację szkolną odbyli poza Polską, pozostali tę odmienność odziedziczyli w tradycji. Dlatego nie mieszczą się w tej samej kategorii co Wielkopolanie, Małopolanie, Mazowszanie, Podlasianie, a nawet Kaszubi, polscy Ukraińcy i Białorusini. Są osobnym zjawiskiem w granicach obecnej Rzeczpospolitej, co zresztą wielekroć dawano im odczuć.

Dla porządku dodajmy, że ta osobność dokuczała nie tylko w Polsce. Właściwie ostatnie cztery stulecia to historia szukania przez Ślązaków miejsca dla własnej odmienności w kolejnych państwach i historia mniej lub bardziej radykalnych pacyfikacji.

W monarchii habsburskiej poszło o religię. Ślązacy (książęta i poddani) w XVI w. powszechnie przyjęli reformację, a z nią liturgię w językach narodowych, oświatę, czytelnictwo, tradycje samorządności i swobody gospodarczej. W katolickiej Austrii było to solą w oku domu panującego, więc od 1610 r. zaczęła się przymusowa rekatolicyzacja – co skończyło się krwawą wojną trzydziestoletnią. W ciągu kolejnych 25 lat zlikwidowano na Śląsku wszystkie kościoły ewangelickie. Jedynie Ślązacy z Cieszyńskiego trwali przy kościele reformowanym, który działał w podziemiu, szykanowany przez administrację cesarską.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną