Rewolucja w Marynarce Wojennej

Biednego nie stać na stare
Jeśli ktoś poczuł się rozczarowany ogłoszonym właśnie programem rozwoju Marynarki Wojennej to znaczy, że zapomniał wziąć pod uwagę jednego czynnika – realiów. Na lepszy program nas nie stać.

Z programu rozwoju dla Marynarki Wojennej wynika, że marynarze jeszcze kilka lat będą musieli zaczekać na nowe okręty. Przy czym wielu z nich w ogóle na program się nie załapie, bo po prostu nie będzie dla nich pracy. Do roku 2030 Polska znacząco zredukuje ilość posiadanych okrętów. Trzonem obrony będą zaledwie trzy okręty obrony wybrzeża (trochę mniejsze od korwety), trzy okręty patrolowe (znacznie mniejsze od korwety) i trzy okręty podwodne (nie wiadomo jakiej klasy).

Całość wspierały będą wyrzutnie rakiet, mniejsze jednostki, śmigłowce i drony. To oznacza, że mniejsza pod każdym względem będzie Marynarka Wojenna. Na czwartkowej prezentacji programu pojawiło się wiele wątpliwości, czy to dobry plan. No i najważniejsze, czy nie jest to kolejna fikcja wymyślona naprędce, żeby uciszyć marynarzy?

Paradoksalnie drastyczność zmian jest dla MW największym gwarantem na zrealizowanie planu. Po raz pierwszy od kilku lat z ministerstwa ON i Sztabu Generalnego wyszedł konkretny i szczery komunikat czego w najbliższych latach będziemy spodziewać się od Marynarki. Ale też czego w zamian może oczekiwać sama Marynarka.

Wreszcie ktoś powiedział wprost, że Polska nie zamierza się odwracać plecami do morza, jak to mówią marynarze. Ale też morze nie jest naszym priorytetem. Mamy obronić się przed atakiem z tej strony. Wykorzystać je jako wysuniętą pozycję obrony przeciwlotniczej i właściwie tyle. Albo aż tyle.

Pomimo że polska armia od lat nie miała tak wysokiego budżetu, to potrzeby są ogromne. A ceny sprzętu astronomiczne. Miliard zł za nowy okręt podwodny to po prostu super okazja. 6 mln zł za jedną rakietę ziemia - powietrze to tzw. zwykła cena. Przy takich cenach miliardy topnieją w oczach. Dlatego trzeba dopasować możliwości do potrzeb. A prawda jest taka, że obecnie większą flotę handlową od nas mają pozbawieni dostępu do morza Czesi.

Program ma również ten walor, że stawia na nowoczesne technologie. Koniec z przypadkowymi zakupami, przerabianiem zbędnych kadłubów na coś, co może przyda się polskiej Marynarce. Okręty mają być nowe. A technologie maksymalnie nowoczesne. Wiele czynności, które dziś robi człowiek wykonywały będą drony i roboty. Planujący zakupy zrozumieli wreszcie znaczenie starego przysłowia, że biednego nie stać na stare (czytaj używane). Szkoda, że tak późno. Jeśli rządzącym starczy konsekwencji, to polska Marynarka Wojenna za kilkanaście lat bardzo się zmieni. Wygląda na to, że na lepsze.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj