Seria lotniczych katastrof. Dlaczego giną piloci?

Niedzielni piloci
By podróżować szybko i bezpiecznie, wielu zamożnych Polaków zamieniło limuzyny na samoloty. W powietrze przenieśli jednak zwyczaje drogowe. Statystyki katastrof gonią zestawienia drogówki.
1 maja. Rozbita awionetka na warszawskim Bemowie.
Bartłomiej Zborowski/PAP

1 maja. Rozbita awionetka na warszawskim Bemowie.

3 maja. Katastrofa samolotu turystycznego pod Piłą.
Adam Ciereszko/PAP

3 maja. Katastrofa samolotu turystycznego pod Piłą.

29 kwietnia. Wypadek pod Radomskiem.
Grzegorz Michałowski/PAP

29 kwietnia. Wypadek pod Radomskiem.

Kilka dni wielkiej majówki, cztery wypadki, osiem ofiar. Kamieńsk koło Radomska, przedostatni dzień kwietnia. Zbliża się wieczór, za sterami ultralekkiej maszyny Aviasud Mistral siedzą 71-letni instruktor i 36-letni kursant. Pracownik pobliskiego lotniska w Kamieńsku-Orlej Górze widzi, jak maszyna wzbija się w powietrze, po czym nagle znika między drzewami.

1 maja, lotnisko Bemowo w Warszawie. Wczesnym popołudniem do lotu szkolnego startują uczeń i instruktor – pilot z doświadczeniem w LOT. Ledwie odrywają się od pasa, gdy w samolocie, lekkim Liberty Aerospace, zawodzi silnik. Próba powrotu na pas startowy kończy się katastrofą.

3 maja w Pile, kilkaset metrów od lotniska, tuż po starcie spada na las dwumiejscowy Zodiac. Również z instruktorem i uczniem na pokładzie. I w tym przypadku – twierdzą świadkowie – tuż przed katastrofą pilot miał stracić kontrolę nad maszyną, doprowadzając do tzw. przeciągnięcia.

6 maja w Liskovej na Słowacji, krótko po starcie, spada awionetka. Natychmiast zaczyna się palić. Ginie polskie małżeństwo.

Nie były to pierwsze ofiary tegorocznego sezonu lotniczego. W marcu pod Krosnem zmarł motolotniarz uderzony w głowę śmigłem swej maszyny. Kilka dni później w Wielkopolsce w katastrofie motolotni zginął ksiądz, wykładowca seminarium w Gnieźnie. Szybownik z Olsztyna runął na ziemię, podchodząc do lądowania. Dwaj polscy piloci zginęli w lutym na Florydzie, gdy ich Cessna spadła do morza niedługo po starcie z lotniska w Key West.

Według Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, w 2011 r. doszło do ponad 130 katastrof lotniczych z udziałem niedużych samolotów, tzw. ultralekkich i turystycznych. Zginęło w nich 40 osób – najwięcej w ostatnich 23 latach. W porównaniu z danymi drogówki liczby nie szokują. Wrażenie robi jednak tempo, w jakim rosną. W najgorszym do tej pory 2007 r. wydarzyło się 85 katastrof, w których zginęły 22 osoby, a więc prawie dwa razy mniej niż w 2011 r. Patrząc na to, co dzieje się w powietrzu, trudno oczekiwać, że będzie lepiej.

A co tam mgła

Policjanci za główną przyczynę wypadków drogowych uznają najczęściej prędkość niedostosowaną do tzw. warunków jazdy; eksperci badający przyczyny katastrof lotniczych wspominają o podobnym niedostosowaniu – umiejętności do warunków lotu. Miniony sezon był wyjątkowo długi. Dzięki suchej jesieni z polskich lotnisk – w większości gruntowych – można było korzystać nawet w grudniu, dwa miesiące dłużej niż zwykle. Jednak o tej porze roku pogoda bardziej kaprysi, a zmrok zapada szybciej.

Podobnie jest teraz, wiosną, która gwałtownie wystrzeliła wakacyjną pogodą – wydawałoby się – idealną do latania. Tyle że po dość długiej zimie wielu pilotów nie zdążyło przyzwyczaić się do sterów. Jak mówią specjaliści, w długi weekend w powietrze wzbiło się więcej samolotów turystycznych niż w ostatnich kilku miesiącach.

Piloci czasem rzucają wyzwania fatalnej pogodzie, nie pamiętając o tym, że samolotu nie da się zatrzymać na poboczu i że w powietrzu trzeba myśleć – jak mówią lotnicy – kilka minut do przodu. Za upór życiem zapłacił znany architekt Stefan Kuryłowicz i trzej jego przyjaciele, którzy w czerwcu 2011 r. próbowali lądować na spowitym mgłą lotnisku w hiszpańskiej Asturii. Jak mówią świadkowie, nawet na jazdę samochodem w takich warunkach mógł się zdecydować tylko ryzykant.

Kilka lat temu w Rachocinie na północnym Mazowszu zginął doświadczony pilot, instruktor, który mimo ostrzeżeń o gęstej mgle poleciał z Mazur do Poznania. Po pół godzinie od startu zahaczył o linowy odciąg masztu radiowo-telewizyjnego, który odciął skrzydło maszyny. Maszt był jedyną poważną przeszkodą terenową w promieniu 100 km.

Bezgraniczna wiara w swoje możliwości zawodzi nawet wybitnych lotników. Podczas bezsensownego lotu w gęstej mgle zginął doświadczony pilot Jacek Oktawiec; zginęła też jego żona. Lecieli w październiku na zlot samolotowy do Rumunii.

Doświadczeni lotnicy lubią powtarzać, że im więcej pokory za sterami, tym dłuższe życie. Przewodniczący PKBWL Maciej Lasek wspominał kiedyś, jak zdarzyło mu się wlecieć we front burzowy. Spieszył się na zakończenie roku szkolnego dziecka, myślał, że uda mu się przemknąć między chmurami. Zdrowy rozsądek zadziałał w ostatniej chwili. Zawrócił tuż przed tym, gdy chmury zamknęły ostatnią drogę ku słońcu. Dlatego jedna z żelaznych zasad latania mówi, że nie wolno wzbijać się w powietrze przy nieodpowiedniej widoczności, a jeśli zła pogoda zaskoczy pilota podczas lotu, trzeba jak najszybciej zawrócić albo szybko lądować, gdzie się da.

Jednak nie tylko ta reguła jest ignorowana.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną