Uboczne skutki ustawy emerytalnej

Stan obtoczenia
Jakie będą skutki polityczne przyjętej ustawy emerytalnej? Zapewne dogasające protesty, szczególnie jeśli rząd wywiąże się z obietnic i zacznie przedstawiać Sejmowi to wszystko, co ma łagodzić następstwa przedłużenia wieku emerytalnego, zwłaszcza w sferze zatrudnienia.

Zapowiedzi Kaczyńskiego i Millera, że po objęciu władzy zlikwidują tę ustawę, trudno brać poważnie. Powinni się cieszyć, że ktoś za nich wykonał kawałek bardzo potrzebnej pracy. Platforma i premier jednak swoją cenę zapłacą. Już płacą spadkiem notowań, który może być trudny do odrobienia, chociaż do wyborów daleko i dziś wszelkie spekulacje są bardziej polityczną intencją niż realną prognozą. Moment najtrudniejszy za rządem, koalicja trwa, ale zapał do innych trudnych spraw może osłabnąć, bo wyraźnie widać zmęczenie materiału. Po wszystkich zresztą stronach.

Sejmowa dyskusja przy okazji głosowania dowodzi, że polską polityką rządzą już wyłącznie emocje, i to coraz gorszej jakości. Takich debat nie ma co wspominać ani ich cytować. Nawet dla cytującego wstyd. Nie ma tu jednak żadnej prostej równowagi stron, że niby wszyscy są tacy sami. Agresorem jest PiS i Solidarna Polska, do którego to grona koniunkturalnie dobił Leszek Miller. Emocje wzbudzane przez Palikota są zupełnie innej natury i powinien je ostro hamować. Ten styl politycznego bycia Palikotowi nie pomaga, nie buduje jego politycznej powagi, co może sprawić, że ta partia będzie ugrupowaniem jednego sezonu.

Jeśli proces uchwalania zmian w systemie emerytalnym uda się zakończyć jeszcze w maju, rząd niewątpliwie będzie musiał zacząć nowy etap pracy. I nie ma co liczyć, że jakiś entuzjazm związany z Euro 2012 poprawi nastroje społeczne. Hasło „byle do Euro” może nie mieć wzięcia i trzeba pomyśleć o innych sposobach odzyskiwania społecznego zaufania. Może np. wreszcie ruszy poważna kampania na temat przedłużenia wieku emerytalnego? Może premier powie, co dalej zamierza? Jeśli pojawił się pomysł – szybko uchwalić „ustawę 67” i jakoś to będzie, to jest on zdecydowanie zły.

Tak jednak bywa, że złe pomysły rodzą się w Platformie jakby same z siebie. Senatorowie na przykład postanowili zmienić prawo prasowe i to tak skutecznie, że spowodowali pierwszy wspólny protest najważniejszych polskich mediów. Trzeba przyznać, że po proteście z projektu się szybko wycofali, chociaż tajemnicą pozostanie, dlaczego tak długo trwali przy swojej wizji powszechnego prawa do przymusowej publikacji w prasie.

Być może zachęciła ich do tego entuzjastyczna opinia o projekcie pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Stanisława Dąbrowskiego, który akceptując senackie propozycje i podnosząc ich zalety, zwracał uwagę, że rzecz się środowisku dziennikarskiemu może nie spodobać, gdyż nie jest ono zbyt skłonne do poczuwania się do odpowiedzialności za krzywdy wyrządzane różnym osobom. Jako przykład, jedyny zresztą w całej opinii, prezes Dąbrowski był łaskaw przywołać moją publikację o tym senackim bublu. „Niedawne szyderstwa red. J. Paradowskiej na temat opiniowanego projektu będącego jakoby owocem »radosnej twórczości Senatu« są dobrym przykładem – pisze pan prezes – nonszalancji mediów dbających głównie o własny prestiż”. No cóż, jako czarna owca środowiska mogę powiedzieć tyle, że opinia pierwszego prezesa Sądu Najwyższego z pewnością nie jest żadną radosną twórczością. Jest twórczością bardzo smutną.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną