Arłukowicz chce odwołania szefa NFZ

Pacjentom, nie – lekarzom
Bartosz Arłukowicz zwrócił się do premiera z wnioskiem o odwołanie Jacka Paszkiewicza, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Najwyraźniej chce sobie „wyrąbać” trochę władzy. Ale problem leży w systemie, którego zakładnikiem jest w końcu zawsze pacjent.

Na razie bowiem jest tak, że władza i pieniądze znajdują się w NFZ, a polityczną odpowiedzialność za coraz gorsze funkcjonowanie służby zdrowia ponosi minister. Arłukowicz nie ma więc wyjścia – albo to zmieni, albo to on powinien podać się do dymisji. Jeśli jednak premier zaakceptuje jego wniosek tylko dlatego, że lekarze znów grożą niewypisywaniem recept na leki refundowane, to pacjenci nie mieliby się z czego cieszyć. Prezes NFZ nie musi być przez lekarzy lubiany. I musi, mimo ich protestów, sprawdzać na co wydają publiczne pieniądze. Ma służyć interesom pacjentów, nie zaś – poszczególnym grupom zawodowym.

Na razie tak nie jest. O coraz większą kasę funduszu – rocznie dysponuje on już prawie 70 mld zł – walczą między sobą lekarze, firmy farmaceutyczne i dostawcy sprzętu, a jej podział niekoniecznie służy interesom chorym. Pacjenci w tej wojnie o publiczne pieniądze są tylko zakładnikami, wszyscy deklarują, że – walcząc o swoje – zabiegają o dobro chorych.  Malowany minister bez rzeczywistej władzy także nie może nas bronić. Na razie tej władzy nie ma, a – ewentualne odwołanie prezesa NFZ – też tego faktu nie zmieni. Problem nie tkwi bowiem w personaliach, jest systemowy.

Wielki monopolista – NFZ – sam wycenia procedury medyczne, sam też decyduje, od kogo je kupi. Wobec szpitali czy przychodni to on ma zawsze rację, także wtedy gdy jej nie ma. Brak konkurencji  dla całej służby zdrowia oraz dla pacjentów jest zabójczy. Fundusz trzeba podzielić, trzeba też wreszcie uruchomić zapowiadane od lat ubezpieczenia dobrowolne. Służbie zdrowia potrzeba bowiem lepszej organizacji, ale dramatycznie brakuje jej także pieniędzy. Tymczasem coraz więcej kontraktów wypływa do placówek prywatnych, które nie są prawdziwą konkurencją dla szpitali publicznych. Nie oferują szerokiego wachlarza procedur medycznych, tylko te, które – nie bardzo wiadomo, dlaczego – zostały nad wyraz dobrze wycenione. I o to można mieć pretensję do prezesa funduszu. Taka konkurencja nie służy bowiem pacjentom, tylko właścicielom tych prywatnych klinik.

O reformie w polskim lecznictwie mówi się od lat, ale kolejne zmiany jakoś naszej służby zdrowia uzdrowić nie mogą. Bo te, które naprawdę miałyby służyć pacjentom, równocześnie naruszają interesy bardzo wpływowych grup. Wbrew nim żadnych reform przeprowadzić się nie da, a na prawdziwe reformy one się nie godzą. I właśnie to , a nie personalne zmiany w NFZ, było i jest prawdziwym wyzwaniem dla Bartosza Arłukowicza.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną