Zdjęcie prezydenta, które wywołało burzę

Prawo smoleńskie
Większość Polaków żyje już rozpoczynającymi się za dwa dni mistrzostwami Euro 2012, ale prawicowe media nie odpuszczają: dzień bez jakiejś sensacji związanej z katastrofą smoleńską byłby dniem straconym.

Tygodnik „Gazeta Polska” drukuje na pierwszej stronie „ostatnie zdjęcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego” – stojącego między rzędami foteli w rządowym Tu-154 M podczas lotu do Smoleńska. Ma to być odpowiedź na publikację „Newsweeka”, który ujawnił ostatnio, że badający okoliczności katastrofy prokuratorzy wojskowi dysponują zdjęciami zrobionymi we wnętrzu samolotu krótko przed wypadkiem i że fotografie te mogą pomóc w ustaleniu rozmieszczenia pasażerów w samolocie oraz w rozstrzygnięciu, czy doszło w nim do wybuchu. Według informacji „Newsweeka” wstępne analizy nie potwierdzają eksplozji.

„Gazeta Polska” dowodzi, że zdjęcia nie mogą pomoc w wykluczeniu forsowanej przez nią od wielu miesięcy teorii zamachu. Cytuje wypowiedź anonimowego specjalisty od badania wypadków lotniczych, według którego fotografie „w żaden sposób o niczym nie rozstrzygają”, bo nie widać na nich całego wnętrza samolotu, a pasażerów uwieczniono od tyłu „co praktycznie uniemożliwia rozpoznanie” (w rzeczywistości są rozpoznawalni).

Za opublikowanie zdjęcia chwali „Gazetę Polską” Marta Kaczyńska. Według niej dzięki temu „każdy może zobaczyć, że mamy do czynienia z pewną grą” (nie wiadomo jednak przez kogo prowadzoną: dziennikarzy? prokuratorów? a może jeszcze kogoś innego?).

Przypomnijmy więc, że fotografia pochodzi z akt śledztwa, które objęte jest tajemnicą. Ten kto je skopiował, zrobił to nielegalnie. O czym Marta Kaczyńska – jako osoba mająca w śledztwie status poszkodowanej, ale przede wszystkim jako prawnik – doskonale wie. Dwa lata temu, w jednej z licznych poświęconych Marcie publikacji, jej mąż - Marcin Dubieniecki mówił o niej: „Perfekcyjna legalistka, każdą sprawę będzie dziesiątki razy analizować, aby mieć pewność, czy te rozwiązania, które będzie proponować, będą zgodne z prawem”. Zapewne gdyby tym samym zdjęciem, które opublikowała „GP”, swoją publikację zilustrował wcześniej „Newsweek”, córka prezydenckiej pary byłaby oburzona i domagałaby się natychmiastowego wyjaśnienia, w jaki sposób doszło do wycieku danych ze  śledztwa. Jednak gdy zdjęcie drukuje hołubiąca ją od wielu miesięcy „Gazeta Polska” i gdy jego publikacja jest jej na rękę – Kaczyńska nie jest już taką legalistką.

Jest także inny aspekt tej sprawy. Autorem opublikowanej przez „GP” fotografii był Wojciech Seweryn, artysta który zginął w katastrofie. Zgodnie z prawem to jego najbliżsi dziedziczą po nim prawa autorskie. Uratowane cudem zdjęcia chcieli wystawić na aukcję i uzyskane z niej pieniądze przeznaczyć na cel charytatywny. Z pewnością zysk ze sprzedaży nigdzie niepublikowanych zdjęć byłby znacznie wyższy, niż może być teraz, gdy jedno z nich obiegło wszystkie media.

Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy, twierdzi w „Naszym Dzienniku”, że „GP” o zgodę na publikację pytała Martę Kaczyńską i że jego zdaniem rodzina prezydenta Lecha Kaczyńskiego ma pełne prawo do dysponowania zdjęciem. I znów: zarówno Marta Kaczyńska, jak i Rafał Rogalski z pewnością zdają sobie sprawę z tego, że Lech Kaczyński był osobą publiczną i że jego najbliżsi nie mogą w żaden sposób dysponować zdjęciami, które zrobiono mu w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Tworzą jednak swoje wykładnie prawa – wykładnie smoleńskie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną