Źle się dzieje w Wólce Kosowskiej

Co iskrzy między boksami
Kolejny pożar w Wólce Kosowskiej, hermetycznym, półlegalnym getcie azjatyckich handlarzy ciuchami. Coraz częściej tam iskrzy. Nie tylko instalacja elektryczna.
Hala w Wólce Kosowskiej to galimatias. Z pozoru zwykłe targowisko, ale gdzieś głębiej ścierają się interesy finansowe, a nawet polityczne.
Tomasz Wawer/Agencja Gazeta

Hala w Wólce Kosowskiej to galimatias. Z pozoru zwykłe targowisko, ale gdzieś głębiej ścierają się interesy finansowe, a nawet polityczne.

W deszczu, o świcie 26 sierpnia, Wietnamczycy wynosili przed płonącą halę pudła z ciuchami. Najlepszy moment sezonu, początek roku szkolnego, dopiero co sprowadzili nowy towar. I znowu pożar: trzy lata temu spaliło się sąsiednie tureckie centrum; w zeszłym roku spłonął wietnamsko-turecki magazyn.

Wólka to galimatias: narodowościowy, biznesowy, społeczny. Jedną z pierwszych hal pobudowali czterej Wietnamczycy, potem wyrosła wokół konkurencja – hale stawiane przez Chińczyków i Turków.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną