Sprawa sędziego Miewskiego: co nagle...

Sędzia i minister

Faktycznie, prezes gdańskiego sądu w - by tak rzec - pełnym niedomówień stylu rozmawia z osobą przedstawiającą się jako przedstawiciel Kancelarii Premiera – i to w sprawie, która może być akurat dla szefa rządu istotna. Minister sprawiedliwości, nie czekając jednak na wyjaśnienie sprawy (ba, zastrzegając, że nie wie, czy nagranie mające być dowodem winy sędziego „odzwierciedla w 100 proc. treść tej rozmowy”), domaga się odwołania prezesa.

Tymczasem póki nie będzie znany pełny zapis podejrzanej konwersacji – łącznie z zadawanymi pytaniami – przedstawiciel władzy wykonawczej nie powinien orzekać, że przedstawiciel władzy sądowniczej „sprzeniewierzył się godności urzędu” przez przyjęcie „politycznego zlecenia”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną