MON zrywa umowę na bezzałogowce

Czy leci z nami pilot?
Ministerstwo Obrony Narodowej zerwało kontrakt na samoloty bezzałogowe izraelskiej firmy Aeronautics. Wojsko właściwie od zera zaczyna program budowy samolotów bezzałogowych. Ostatnie lata w tej kwestii należy uznać za stracone.

Gdyby wszystko poszło tak, jak zapisano w umowie z Aeronautics Ltd., polska armia  już od trzech miesięcy byłaby nie tylko szczęśliwym posiadaczem samolotu bezzałogowego średniego zasięgu. Ale miałaby też w pełni wyszkolonych specjalistów do ich obsługi. Nie byłoby problemu, jak zapewnić ochronę naszych wojsk w Afganistanie. Ani jak zachować się w stosunku do firmy, której zaufaliśmy i której sprzęt kupowaliśmy już wcześniej.

Aeronautics wydawał się być kontrahentem, który chciał współpracować z polską armią przez długie lata. To od tej firmy w 2005 r. kupiliśmy pierwsze mini bezzałogowce.

Kiedy pięć lat później MON otworzył przetarg na samoloty średniego zasięgu Aeronautics zgłosił swój – Aerostar. Izraelska firma walczyła morderczo. Zdecydowała się zjechać z ceną o ponad 50 proc. Zamiast 184 mln zł, które MON miał na ten cel, Aeronautics zgodził się sprzedać swój sprzęt za 75 mln zł. Specjaliści ostrzegali, że cena jest za niska, co stawia pod znakiem zapytania możliwość wywiązania się z zobowiązań. Kierowany przez Bogdana Klicha resort uznał jednak, że kontrakt nie jest zagrożony.

Szybko się okazało, że współpraca nie układa się dobrze. Zdaniem strony polskiej samolot nie spełniał wymogów zapisanych w kontrakcie. Pomimo dodatkowych aneksów, wyznaczania nowych terminów, przez dwa lata stronom najwyraźniej nie udało się dojść do porozumienia. Co sądzą na ten temat Izraelczycy, nie wiadomo. Reprezentująca ich w Polsce firma nie ustosunkowała się do sprawy.

Impas panował już od kilku miesięcy. Jak poinformował portal polska-zbrojna.pl już w marcu wstrzymano loty Aerostarów w Afganistanie. Polskie wojsko znów zaczęło korzystać z danych z samolotów amerykańskich. W ten sposób znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Ponownie zdani jesteśmy na czyjś kaprys. Wydaliśmy tysiące na szkolenie załóg na sprzęcie, którego nie będziemy używać. Zmarnowany został czas i ludzka energia. Miną co najmniej kolejne dwa lata zanim do polskiej armii trafią nowe bezzałogowce. Czasem można odnieść wrażenie, że w kwestii zakupów dla wojska po prostu nie leci z nami żaden pilot.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną