Kraj

Rok po wyborach: podsumowujemy pracę rządu

Ranking: wybierz najlepszych i najgorszych ministrów Tuska

Co się udało? Co trzeba poprawić? Rok po zwycięskich dla PO wyborach i przed sejmowym wystąpieniem Donalda Tuska podsumowujemy pracę ministrów jego rządu. I pytamy Czytelników - kto jest najlepszy, kto do wymiany?

 

Ministrowie rządu PO - PSL.TP/Polityka.plMinistrowie rządu PO - PSL.

9 października 2011 roku PO jako pierwsza partia w historii III RP po drugi raz z rzędu wygrała wybory parlamentarne. Powstał rząd, do którego weszło również Polskie Stronnictwo Ludowe. W rocznicę tamtego wydarzenia postanowiliśmy ocenić pracę ministrów.

Proponujemy Państwu rodzaj zabawy - ułożenie rankingu. O sukcesach i porażkach szefów resortów napisali publicyści POLITYKI. Teraz Państwo, Czytelnicy strony POLITYKA.PL, możecie ich ocenić, wybierając najlepszych i najgorszych. Głosować można poprzez link, który zamieściliśmy na końcu tego artykułu.

 

Na głosy czekamy do północy. Podsumowanie naszego rankingu na stronie we wtorek 16 października.

Zapraszamy do lektury, a potem do głosowania! 

Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia

 

Bartosz Arłukowicz.Tomasz Adamowicz/ForumBartosz Arłukowicz.

 

Totalny brak sukcesów, chociaż jest to sytuacja zupełnie przez ministra niezawiniona. Wszystkie problemy odziedziczył po poprzednikach.

Na reformie publicznej służby zdrowia bardzo zyskała wpływowa część środowiska lekarskiego oraz prywatne firmy, których jest coraz więcej i dobrze prosperują dzięki kontraktom z NFZ. Mnóstwo tu patologii, na usunięciu której nie wszystkim zależy. W coraz gorszej sytuacji są szpitale publiczne. Zarówno te, które są źle zarządzane, jak i te dobre. NFZ nie potrafi odróżnić jednych od drugich, a bez tego o jakiejkolwiek poprawie nie ma mowy. Nowy system opieki zdrowotnej okazał się też nieprzyjazny dla pacjentów. Działa w ten sposób, żeby raczej chorego wypchnąć do kolegi, niż wyleczyć. To wszystko, z czym przez kilkanaście lat nie uporali się inni ministrowie, teraz spada na Arłukowicza.

Ale fatalna sytuacja służby zdrowia to porażka całego rządu, to on jest winien braku polityki zdrowotnej. Nikt nie planuje, jak wydawać nasze składki na zdrowie z jak największym pożytkiem dla pacjentów. Ile i w jakim regionie trzeba łóżek, na jakich oddziałach, jaka ilość sprzętu potrzebna jest do zaspokojenia potrzeb zdrowotnych społeczeństwa tak, by była jak najlepiej wykorzystana. Właścicielami szpitali (to do nich trafia połowa wszystkich środków NFZ) jest kilku ministrów (oprócz zdrowia, także MSWiA oraz MON), wojewodowie, marszałkowie, starostowie. Nie koordynują potrzeb, coraz więcej pieniędzy się marnuje. Arłukowicz - bez potężnego wsparcia politycznego - tego nie zmieni.

Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego

 

Elżbieta Bieńkowska.Tomasz Adamowicz/ForumElżbieta Bieńkowska.

 

Super sprawne wykorzystywanie środków unijnych to jej największy sukces. Pani minister, tak ostro krytykowana przez opozycję na początku kadencji za słabe „wyciskanie brukselki”, doszła w tym względzie niemal do perfekcji. To jej osobista zasługa. Potrafiła też podzielić się władzą i pieniędzmi z samorządami - to w ręce marszałków trafia spora część unijnej pomocy. Od 2004 r., ale w praktyce tak naprawdę od rządów PO-PSL, otrzymaliśmy już ponad 300 mld zł. Bez tych pieniędzy Polska gospodarka rozwijałaby się o wiele wolniej, a bezrobocie byłoby jeszcze większe.

Porażką jest sposób wykorzystywania tych pieniędzy, ale ta ma wielu ojców. Ogromna kasa nie w całości została wykorzystana do modernizacji kraju. Do tego, by  zwiększyć zdolność naszej gospodarki do zarabiania w przyszłości. Za dużo środków zostało po prostu przejedzonych, bez pożytku dla rozwoju. Uzależniliśmy się od tych pieniędzy, a sami ciągle nie potrafimy ich zarobić.

Do minister Bieńkowskiej personalnie  można mieć  pretensję, że  za słabo przekonuje Brukselę do upraszczania wniosków o przyznanie pomocy. Są zbyt zawiłe, zbyt wiele wagi przywiązuje się też do ich poprawnego wypełnienia, niż przygląda sensowi wydawania pieniędzy. W tej sprawie nie zanosi się jednak na poprawę.

Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji

 

Michał Boni.Slawomir Olzacki/ForumMichał Boni.

 

Tworząc resort administracji i cyfryzacji Michał Bonii z przykrością odkrył, że część ministerstwa odziedziczona po MSW przypomina stajnię Augiasza. Zarzuty nieprawidłowości i korupcji podczas projektów informatyzacyjnych zwróciły uwagę nie tylko polskiej prokuratury, lecz także Komisji Europejskiej, która w kwietniu wstrzymała finansowanie ze środków unijnych. Herkulesowym wysiłkiem minister Boni uprzątnął bałagan na tyle, że Komisja odblokowała pieniądze. Brawo!

Resort opracował raport Państwo 2.0 przedstawiający nowe podejście do problemów informatyzacji administracji publicznej. Ciekawy dokument, wszystko jednak zależy od zdolności ministra i jego zespołu do przekucia słów w czyny. A materia stawia opór. Opóźnia się choćby wprowadzenie w życie Centralnego Repozytorium Informacji Publicznej, które będzie gromadziło zasoby, do których każdy będzie miał swobodny dostęp.

Życia nie ułatwiają w końcu sami obywatele – zimowe protesty przeciwko ACTA poddały nowy resort próbie – odpowiedź w postaci Kongresu Wolności w Internecie oraz propozycja Karty Wolności w Internecie spotkały się z mieszanymi uczuciami.

Michał Boni ciągle dysponuje sporym kredytem zaufania, ale ten kapitał szybko stopnieje, jeśli będzie działał tak, jak do tej pory – to znaczy, jeśli nie staną za nim twarde rezultaty.

Mikołaj Budzanowski, minister skarbu państwa

 

Mikołaj Budzanowski.Przemek Swiderski/REPORTER/EAST NEWSMikołaj Budzanowski.

 

Wzorowy urzędnik, bez politycznych ambicji. Formalnie minister skarbu, w rzeczywistości bardziej minister energetyki. Stara się wypełnić zadania jakie powierzył mu premier Donald Tusk.

Jest kimś w rodzaju dyrektora zjednoczenia z czasów PRL. Ściśle kontroluje większość wielkich firm, w których państwo ma udziały, kreuje politykę kadrową (ma zadanie jej odpolitycznienia), steruje najważniejszymi decyzjami gospodarczymi. Dotyczy to szczególnie niezwykle rozbudowanego (zdaniem wielu ekspertów ponad możliwości) programu inwestycyjnego w dziedzinie energetyki: wydobycia gazu łupkowego, budowy gazoportu, elektrowni jądrowej i modernizacji elektrowni.

Musi godzić wodę z ogniem, by zagwarantować wpływy do budżetu (10 mld zł w tym roku), a jednocześnie nie utracić kontroli nad najważniejszymi firmami i nie pozbawić ich pieniędzy na ambitne plany, których mu nie brakuje. Na razie mu się to udaje, choć zaliczył już kilka wpadek. Wątpliwości dotyczące prywatyzacji PKS-ów (za co był odpowiedzialny w poprzedniej kadencji), czy kłopoty z wielką inwestycją w Elektrowni Opole to jedne z przykładów.

Na razie jednak nie doczekał się ze strony opozycji wotum nieufności, co jest udziałem niemal każdego ministra skarbu.

Jacek Cichocki, minister spraw wewnętrznych

 

Jacek Cichocki.LUKASZ SOLSKI/EAST NEWSJacek Cichocki.

 

Nawet opozycja milczy na temat pracy resortu spraw wewnętrznych, a to oznacza, że minister Jacek Cichocki uniknął poważnych wpadek. Ominęła go odpowiedzialność za tzw. e-aferę, bo zarzuty postawione urzędnikom zamieszanym w korupcję przy informatyzacji dotyczą okresu przed jego kadencją. Na konto sukcesów bez wątpienia może wpisać dokończenie reformy emerytalnej służb mundurowych podlegających MSW. Nie była to operacja łatwa, wymagała ciągłych negocjacji ze związkami zawodowymi. Okazało się, że minister potrafi negocjować.

Konto Jacka Cichockiego obciążają niezrozumiałe decyzje personalne. Bez wyraźnego powodu odwołał wiceministra odpowiedzialnego m. in. za policję Adama Rapackiego, a w jego miejsce powołał człowieka z cienia, nikomu nieznanego Michała Deskura, ekonomistę z wykształcenia. Deskur pozostał w cieniu, decyzje dotyczące policji podejmuje osobiście Cichocki. Po co była ta roszada, nie wiadomo.

Reforma MSW nadal nie jest zakończona. Oddzielono pion nadzorujący administracje państwową, ale nie podporządkowano MSW Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a przecież takie było założenie autorów reformy (m. in. byłego szefa resortu Marka Biernackiego). Cichocki wydaje się niezainteresowany przejęciem nadzoru nad służbami specjalnymi, a być może nie jest na tyle silnym ministrem, aby przy oporze ze strony ABW zmiany doprowadzić do końca.

Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości

 

Jarosław Gowin.Sławomir Kamiński/Agencja GazetaJarosław Gowin.

 

Gowin jako minister sprawiedliwości - to była najbardziej zaskakująca i krytykowana decyzja Donalda Tuska przy tworzeniu gabinetu. Niedawno powiedział, że „ma w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch” niejako potwierdzając, że to nie było dobre posunięcie ze strony premiera.

Jako minister wystartował całkiem dobrze. Robił wrażenie otwartego na dialog ze środowiskami prawniczymi. O tym, niestety, całkiem już zapomniał, czego dowodem jest nowelizacja ustawy o prokuraturze, którą pokazał kilka dni temu. Nie skonsultował jej z tymi, których będzie dotyczyć. Stworzył ją w bardzo szybkim tempie, w reakcji na błędne decyzje w sprawie prezesa Amber Gold i zlekceważenia przez prokuratorów doniesień Komisji Nadzoru Bankowego. Jeśli nowela wejdzie w życie, to prokuratura - dwa lata temu odsunięta od polityki - znów będzie się musiała poddać kontroli premiera, ministra sprawiedliwości i parlamentu.

Gowin chce być wielkim reformatorem. Właśnie wbrew koalicyjnemu PSL podpisał rozporządzenie, które 79 sądów rejonowych zamieni w wydziały zamiejscowe sądów okręgowych. Pawlak wyliczył, że oszczędności wcale nie są tak wielkie, jak szacuje Gowin i mocno oprotestował jego plany. Reformę od siedmiu lat forsował urzędnik ministerstwa sprawiedliwości, ale poprzednicy Gowina odmawiali jej realizacji. Podobno premier tymi reformatorskimi zapędami nie jest zachwycony. Gowin wziął też na warsztat deregulację. Rada Ministrów zaakceptowała pod koniec września listę zawodów, które chce otworzyć, ale w kuluarach mówi się, że reforma jest źle przygotowana i minie jeszcze dobrych kilka miesięcy zanim zajmą się nią posłowie. Trzeba też odnotować zaciekłość z jaką angażował się w zablokowanie ratyfikacji przez Polskę konwencji Rady Europy dotyczącej zwalczania i przeciwdziałania przemocy wobec kobiet.

Jako minister sprawiedliwości powinien szczególnie dbać o to, by studzić swoją ideologiczną aktywność. Niedawno Gowin powiedział, że jest politykiem, uprawia politykę i ma polityczne ambicje. Wydaje się, że ministerialną pozycję zbyt mocno wykorzystuje do własnych celów politycznych.

Stanisław Kalemba, minister rolnictwa

 

Stanisław Kalemba (pierwszy z prawej).MAREK BARCZYNSKI/EAST NEWSStanisław Kalemba (pierwszy z prawej).

 

Jest na stanowisku zbyt krótko, by go oceniać. Pewne jest jednak, że będzie realizował głównie politykę swojej partii, czyli PSL. Polega ona na tym, żeby z krajowego i unijnego budżetu jak najwięcej pieniędzy płynęło na wieś. I to się udaje. To finansowy sukces PSL, z którego jednak polscy konsumenci nic nie mają.

Nowy minister ogłosił, że jego najważniejszym celem na lata 2014-2020 jest zrównanie wysokości dopłat bezpośrednich dla rolników polskich ze średnią unijną. Szkoda, że jest tak mało ambitny.

Lista porażek  dotychczasowej polskiej polityki rolnej, której Kalemba nie zamierza zmieniać, jest bowiem długa. Aż dwie trzecie gospodarstw rolnych bierze unijne dopłaty, ale niczego nie produkuje na rynek. Siła robocza i ziemia się marnują. Coraz więcej surowców rolnych musimy importować, mało ich natomiast eksportujemy. Polscy rolnicy nie są w stanie wyżywić polskich konsumentów, cieszą się za to unijni farmerzy. Dziesiątki miliardów złotych, które corocznie płyną na wieś, nie modernizują polskiego rolnictwa, lecz utrwalają na wsi skansen. Nie widać, by minister Kalemba chciał to zmienić.

Marcin Korolec, minister środowiska

 

Marcin Korolec (w środku).Liu Jin/Pool/Reuters/ForumMarcin Korolec (w środku).

 

Były wiceminister gospodarki, który został pchnięty przez premiera „na środowisko” nie w celu dbania, by powietrze było czyste, a trawa zielona, ale po to, by bez przeszkód został uruchomiony program poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego.

Ekolog na tym stanowisku mógłby mnożyć wątpliwości, a minister Korolec tego nie robi. Przeciwnie: ściągnął do swojego resortu dawną grupę urzędników z Ministerstwa Gospodarki z czasów rządu PiS, na czele z byłym ministrem Piotrem Woźniakiem, którego zrobił swoim zastępcą - Głównym Geologiem Kraju. To Woźniak rządzi dziś łupkami.

Korolec na forum UE usiłuje wetować politykę redukcji CO2, która dla naszej gospodarki może okazać się zabójcza – na razie bez rezultatu. Nie jesteśmy w stanie przekonać nikogo do naszych argumentów, ani zdobyć sojuszników.

Władysław Kosiniak – Kamysz, minister pracy i polityki społecznej

 

Władysław Kosiniak - Kamysz.PIOTR GUZIK/FOTORZEPA/ForumWładysław Kosiniak - Kamysz.

 

Najmłodszy w rządzie minister, Władysław Kosiniak–Kamysz, przez ostatni rok dopiero uczył się swojego resortu. Nie ma większych sukcesów, a spraw do załatwienia coraz więcej. Minister finansów prognozuje, że w przyszłym roku bezrobocie wrośnie do 13 proc., a i tak wielu ekspertów zarzuca mu zbytni optymizm. Niestety, minister pracy do tej pory nie pokazał żadnego konkretnego planu, jak zamierza je zahamować. Kilka miesięcy trwała batalia najmłodszego ministra o odmrożenie dodatkowych pieniędzy na walkę z bezrobociem, zablokowanych przez resort finansów. Rostowski zgodził się tylko na pół miliarda.

Najważniejsze pola oddał innym, jak choćby batalię o utrzymanie wieku emerytalnego na dawnym poziomie, którą w imieniu PSL toczył nie on, ale wicepremier Waldemar Pawlak. Kosiniak–Kamysz nie ma też pomysłu na efektywną politykę prorodzinną, nie mówiąc już o podjęciu konkretnych działań. Co prawda pod naciskiem PSL, minister finansów znalazł w budżecie na przyszły rok dodatkowe pieniądze na przedszkola, ale to sukces Pawlaka, a nie Kosiniaka–Kamysza. Zresztą sukces połowiczny, bo z żądanego miliarda, udało się wyłuskać tylko 320 mln zł. 

Platforma Obywatelska, aby zmobilizować ministra pracy i polityki społecznej, postraszyła go zdublowaniem jego kompetencji. Miała je częściowo przejąć Joanna Kluzik-Rostkowska (w roli wiceministra finansów), która ostatecznie nie trafi jednak do rządu.

Na plus zaliczyć można ministrowi powołanie miesiąc temu resortowego departamentu odpowiedzialnego za politykę senioralną.  Sytuacja osób starszych szczególnie leży mu na sercu, czego dowodem była obecność na inauguracji roku akademickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Swego czasu w korytarzach ministerialnych można było usłyszeć, że Pawlak wymieni Kosiniaka – Kamysza na osobę bardziej doświadczoną i zdecydowaną, ale po aferze z taśmami PSL, wymiana kolejnego ministra mogłaby osłabić i tak już nadwątlona pozycję koalicyjną ludowców. Dlatego dostał jeszcze jedną szansę, którą chce wykorzystać proponując „blitzkrieg legislacyjny”.

Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego

 

Barbara Kudrycka.Tomasz Paczos/ForumBarbara Kudrycka.

 

Profesor nauk prawnych z bogatym doświadczeniem uczelnianym, angażująca się aktywnie w działalność wielu organizacji międzynarodowych i była europoseł jest często chwalona za zdolności menadżerskie. W poprzedniej kadencji udało jej się przeprowadzić reformy systemowe szkolnictwa wyższego i nauki, które mają zwiększyć konkurencyjność polskich uczelni wyższych na europejskim rynku oraz wspomóc biedniejszych studentów.

W maju tego roku Komisja Europejska głośno skrytykowała Polskę za jeden z najniższych poziomów wydatków na badania i rozwój w UE ( 0,74 proc. PKB). To czerwone światło dla świata polskiej nauki.

Wizja, którą głosi minister Kudrycka, jest taka, aby sektor akademicki ściśle współpracował z polskimi przedsiębiorcami, dostosowując do ich potrzeb swoje programy edukacyjne. Uczelnie, którym to się uda, będą nagradzane wysokimi grantami. Mają wzrosnąć też nakłady na stypendia naukowe, socjalne oraz rozwój badań naukowych. Jest też pomysł, by przedsiębiorcy mogli odpisywać 1 proc. podatku na naukę.

W zasadzie idee są piękne (elastyczne programy nauczania, współpraca uczelni z przedsiębiorcami czy zakaz uczelnianego nepotyzmu), ale minister Kudrycka musi się zająć przekuwaniem tych teorii w konkret, zwłaszcza że po oczach biją statystyki wskazujące na poszerzające się z roku na rok grono bezrobotnych absolwentów. W sytuacji, gdy co dziewiąty bezrobotny w Polsce (a w miastach nawet co czwarty) ma dyplom wyższej uczelni, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: nie tylko jak i czego uczyć, ale przede wszystkim - po co.

Joanna Mucha, minister sportu

 

Joanna Mucha.MICHAL NOWAK/Newspix.plJoanna Mucha.

 

Jej nominacja na ministra była wielkim zaskoczeniem, zważywszy na fakt, że nie brakuje w PO posłów wywodzących się ze środowiska sportowego. Brak znajomości tematu najpierw kazał pani minister odciąć się od mediów (słynna fraza: „pani minister zdecydowała, że sylwetki nie będzie” skierowana przez jej biuro prasowe do reportera „Gazety Wyborczej” Wojciecha Staszewskiego). Potem musiała tłumaczyć się z powołania swojego znajomego z Lublina na wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu oraz kilkakrotnie przekładanego otwarcia Stadionu Narodowego.

W środowisku nie ma zbyt wysokich notowań – pierwsze spotkania z nią działacze komentowali: niewiele wie, ale przynajmniej chce się uczyć. Teraz z dystansem przyglądają się zapowiedzianemu przez panią minister planowi naprawy polskiego sportu przedstawionego w reakcji na kiepski występ naszych zawodników na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Reforma jest pełna ogólników takich jak: promowanie sportu powszechnego, tworzenie systemu naczyń połączonych. Pojawiła się również obietnica wytypowania dyscyplin kluczowych dla przyszłych olimpijskich zdobyczy, czyli de facto podział związków na równe i równiejsze.

Na razie pani minister musi mierzyć się z niezadowoleniem wielu związków sportowych, których budżety poważnie ograniczono, bo trzeba spłacać rachunki za organizację piłkarskiego Euro.

Sławomir Nowak, minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej

 

Sławomir Nowak.Bartlomiej Kudowicz/ForumSławomir Nowak.

 

Objął trudny urząd z marszu, w wyjątkowo trudnym momencie. Co gorsza, nie miał żadnych doświadczeń w obszarach, którymi miał kierować. Poprzednik zostawił mu rozgrzebany plac budowy dróg, autostrad i linii kolejowych, bez szans na ich ukończenie na Euro 2012. Zostawił po sobie także fantastyczne plany (kolej dużych prędkości, Centralny Port Lotniczy), które Nowak przytomnie odłożył na półkę. Musiał rozwiązywać kryzys za kryzysem, by zrealizować zadanie jakie otrzymał od premiera: A2 z Warszawy do Łodzi musi być przejezdna.

Udało się, co należy zapisać na plus zwłaszcza w sytuacji kryzysu jaki wywołała ucieczka Chińczyków z COVEC. Zdecydował o powierzeniu dokończenia prac konsorcjum z udziałem DSS, które wkrótce zbankrutowało. To obciąża jego konto, zwłaszcza, że możemy mieć z tego tytułu problemy z Komisją Europejską. Sypiący się dziś program drogowy, masowe bankructwa firm budowlanych i kolejne nierozwiązane konflikty z wykonawcami niekorzystnie wpływają na ocenę ministra.

Co gorsza, Ministerstwo Transportu jest najbardziej opieszałe w dziedzinie wydawania aktów wykonawczych do uchwalonych, często już dawno, ustaw.

Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych

 

Radosław Sikorski.Adam Chelstowski/ForumRadosław Sikorski.

 

Ciekawa rzecz: Sikorski, Anglofon z koneksjami rodzinnymi i politycznymi w Ameryce, a także wydawałoby się lokowanymi tam sympatiami - sukcesy odnosi w Europie. Odwrotnie niż jeden z jego wielkich poprzedników – śp. Bronisław Geremek, miłośnik Europy – z sukcesami w zbliżeniu z Ameryką. Może to znak czasów: w strategii bezpieczeństwa pojawiają się dziś znaki zapytania.

W każdym razie Sikorski jest znakiem firmowym naszej „soft power”: jego dwa wystąpienia – w Berlinie i niedawne w Oxfordzie – zostały zauważone w całej Unii. Nie jest to rzecz trywialna, słowa bardzo się liczą w Europie, której brakuje ducha. Postawił na relacje z Niemcami: jest pierwszym ministrem spraw zagranicznych, który obawia się nie tyle niemieckiej potęgi, co niemieckiej słabości. Odważnie - i jako jedyny w kraju - promuje wizję ściślejszej integracji oraz członkostwa Polski w strefie euro, które słusznie postrzega jako niezbędne dla utrzymania naszego znaczenia politycznego.

Ale Sikorski wydaje się być samotnym graczem, opuszczonym przez drużynę rządową, utopioną w mizerii polskich debat. Od pewnego czasu Sikorski stara się, by nasza polityka zagraniczna nabrała więcej konkretów gospodarczych i handlowych. Ale sukcesów tu nie widać. Azjatyckie potęgi - Chiny, Japonia, Indie – wydają się zaniedbane. Na tym polu sporo jest jeszcze do zrobienia.

Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej

 

Tomasz Siemoniak.MICHAL FLUDRA/Newspix.plTomasz Siemoniak.

 

Typ szachisty. Gra ostrożnie, ale momentami twardo. Rzadko ulega emocjom. A jednocześnie odnajduje się w politycznych realiach, w których trzeba zgodzić się na niechcianego wiceministra od koalicjanta, czy realizować pomysł prezydenta, który właściwie mógłby poczekać. Potrafi wyciągać wnioski ze złych ruchów. Urzędowanie zaczął od ogłoszonego przez premiera rozwiązania 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego i publicznego zdymisjonowania trzech generałów. Po czym jednego z nich bez rozgłosu przywrócił do służby. Później konsekwentnie, ale bez nazywania rzeczy po imieniu, czyścił resort po błędach poprzednika. Media nawet nie zdążyły odnotować, że zdążył już wymienić wszystkich wiceministrów.

Ma duże poparcie prezydenta i premiera. Co samo w sobie jest cenne, ale bywa kłopotliwe. Premier popiera go tak mocno, że czasem wyręcza go nawet w ogłaszaniu kluczowych decyzji. I wtedy robi się naprawdę ciekawie. Tak było, kiedy Donald Tusk w lutym tego roku zatapiał kadłub korwety typu Gawron. We wrześniu trzeba było to odkręcać. Z czego minister Siemoniak wyszedł jedynie z lekkimi medialnymi obrażeniami. Mniej odpornych psychicznie podobna sytuacja z pewnością kosztowałaby więcej.

Jego wielkim, choć dla przeciętnego człowieka mało zauważalnym osiągnięciem, było uspokojenie nastrojów w wojsku. Poziom frustracji wśród wojskowych jest zauważalnie niższy. Ale MON to ciągle resort specjalnej troski. Kiedy wszyscy koledzy w rządzie głowią się, skąd wziąć pieniądze na zatkanie kolejnych dziur, Tomasz Siemoniak ma odwrotny problem. Jego największym i jak dotychczas ciągle nieosiągalnym marzeniem jest racjonalne wydanie wszystkich pieniędzy. W efekcie MON co roku podnosi bezpieczeństwo ekonomiczne kraju oddając do budżetu miliard, a czasem i więcej, złotych. Tak można rządzić resortem tylko na krótką metę. Polskie wojsko cierpi na załamanie sprzętowe. Obnażyły to misje w Iraku i w Afganistanie, na które armie trzeba było wyposażyć właściwie od nowa. Zawodowi żołnierze czekają na zawodowy sprzęt, a tego ciągle nie udaje się kupić.

Pozytywnym zaskoczeniem jest jego rosnąca samodzielność w kwestiach współpracy zagranicznej. Odważna decyzja o nie remontowaniu fregat w stoczniach amerykańskich była dużym zaskoczeniem dla naszego wielkiego sojusznika, który nie był przyzwyczajony do takich gestów. Również Izraelczycy, którzy nie wywiązali się z kontraktu na dostawę samolotów bezzałogowych, wyraźnie zostali zaskoczeni niedawnym zerwaniem umowy. Przez kilka dni po decyzji nie byli w stanie przygotować nawet komunikatu na ten temat.

Tomasz Siemoniak ciągle mieści się górnych rejestrach rządowych. Nie zaliczył większej wpadki. Wygląda nawet, że ma długofalową wizję i konsekwentnie ją buduje. Ale to po czynach nas poznają. A tych czynów mogłoby być więcej.

Krystyna Szumilas, minister edukacji narodowej

 

Krystyna Szumilas.JACEK HEROK/Newspix.plKrystyna Szumilas.

 

Media spekulują, że przy najbliższej rekonstrukcji rządu najpewniej pożegna się ze stanowiskiem. Ślązaczka z pochodzenia, matematyczka z wykształcenia, zacięta obrończyni istnienia gimnazjów. Mimo bogatego doświadczenia parlamentarnego, nie potrafi uchronić się od gaf.

Jeden z najgorszych ministrów Tuska. Krytykowana za brak klarownej wizji, bezrefleksyjność i chybione pomysły. Największe kontrowersje wzbudził jej podpis pod rozporządzeniem o nowych planach nauczania, według którego uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, którzy wybiorą specjalizację z nauk ścisłych, od września mają ograniczoną ilość zajęć z historii. Zarzucano jej także ograniczanie lekcji religii i likwidację szkół.  Szum wokół obowiązkowej edukacji szkolnej sześciolatków przycichł, gdy minister odłożyła jej wejście w życie o dwa lata (do 2014 r.), co zresztą też można odebrać bardziej jako schowanie głowy w piasek, niż zmierzenie się z problemem.

Przez PO Krystyna Szumilas jest chwalona za podwyżki dla nauczycieli i wzrost oświatowych subwencji, mimo że w tym roku z pracą ma się pożegnać kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy pedagogów.

Resort edukacji do końca roku czeka kolejne wyzwanie. Planowane zmiany w Karcie Nauczyciela, które mają uregulować czas pracy i nauczycielskie przywileje, mają być wypadkową racji samorządów i nauczycielskich związków zawodowych. Czy uda się je pogodzić? Ministerstwo własnej propozycji zmian nie przygotowało.

Waldemar Pawlak, wicepremier, minister gospodarki

 

Waldemar Pawlak.Piotr Augustyniak/Agencja GazetaWaldemar Pawlak.

 

Sukcesów brak. Ostatnim była tzw. ustawa deregulacyjna, likwidująca spory plik barier, utrudniających życie przedsiębiorcom. Teraz jednak, gdyby ten fotel w rządzie pozostał nieobsadzony, gospodarka nawet by tego nie zauważyła. Prywatni przedsiębiorcy – a to na nich opiera się biznes - oczekują, by rząd nie utrudniał, na pomoc nie liczą.  Jako usprawiedliwienie wicepremiera może służyć to, że jego kompetencje są bardzo nieokreślone. Obszary, które zdawałoby się, leżą w obszarze jego zainteresowań, a zwłaszcza ta część, która ciągle kontrolowana jest przez państwo, tak naprawdę oddane zostały ministrowi skarbu. To energetyka i budzący takie oczekiwania premiera gaz łupkowy. W gestii Pawlaka pozostały kopalnie. Wicepremier walczy o polski węgiel, zagrożony przez unijną politykę ograniczania emisji dwutlenku węgla, ale na razie bez powodzenia.

Co jakiś czas Waldemar Pawlak konfliktuje się z Jackiem Rostowskim. Obecnie taką kością niezgody stały się postulowane przez wicepremiera zmiany w VAT. Przedsiębiorcom bardzo się one podobają. Chodzi bowiem o to, by mogli podatek płacić dopiero wtedy, gdy naprawdę dostaną od kontrahenta pieniądze, a nie – jak obecnie – po wystawieniu faktury. Rostowski boi się zmniejszenia wpływów budżetowych, teraz jest on bowiem niejako kredytowany przez uczciwe firmy. I to one są ofiarą zatorów płatniczych. Pawlak kokietuje opozycję i - jeśli Rostowski nie ustąpi - może doprowadzić do przegłosowania postulowanych przez siebie zmian.

Jedną z głównych porażek jest to, że za gaz Polacy płacą najwięcej spośród konsumentów unijnych. Wyzwanie, by wynegocjować z Gazpromem niższe ceny było trudne i wicepremier temu nie sprostał. Sprawa jest w międzynarodowym arbitrażu. Porażką Pawlaka jest także to, że w koalicji bardziej reprezentuje i broni interesów wyborców PSL, niż gospodarki i wszystkich polskich konsumentów. Dlatego o koniecznym włączeniu przedsiębiorców rolnych do ogólnego systemu podatkowego ciągle się tylko mówi, ale na razie nie zrobiono w tej kwestii nic.

Jacek Rostowski, minister finansów

 

Jacek Rostowski.Dominik Pisarek/ForumJacek Rostowski.

 

Sukcesów bardziej gratulują mu koledzy z innych unijnych rządów, niż my. Największym, zupełnie w kraju niedocenianym, jest błyskawiczne ograniczanie deficytu sektora finansów publicznych. Kiedy niedawno Polska zobowiązywała się w Brukseli, że zejdziemy poniżej 3 proc., mało kto w to wierzył. Okazuje się, że może się to udać, chociaż częściowo także dzięki pewnym sztuczkom księgowym. I dzięki sporej pomocy NBP, który osiąga duże  zyski i lwią ich część (za 2011 r. 8 mld zł) przekazuje do budżetu.

Po obu stronach stołecznej ul. Świętokrzyskiej (po jednej mieści się Ministerstwo Finansów po drugiej siedziba banku centralnego) zawsze iskrzyło, teraz minister z prezesem współpracują nader zgodnie. To także ma znaczenie dla stabilności naszej waluty.

Sukcesem Polski, a więc także ministra finansów, jest również to, że od pięciu już lat nasza gospodarka rośnie, chociaż w różnym tempie, co innym krajom UE nie zawsze się udaje. Wszystko to powoduje, że Rostowski z nieustającym powodzeniem czaruje tzw. rynki finansowe, dzięki czemu nie musimy płacić zbyt drogo za to, że pożyczają nam pieniądze.

Co nie znaczy, że każde posunięcie Jacka Rostowskiego było udane. Porażką, zwłaszcza dla rodzin, są zmiany w systemie ulg dla dzieci. Wprawdzie budżet zyska na nich więcej, niż się przyznaje (stracą rodziny dobrze zarabiające z jednym dzieckiem), ale w zamian nic nie dostaną wielodzietne. Podniesienie dla nich wielkości ulg, w sytuacji gdy większość nie osiąga dochodu, od którego mogłyby je odliczyć, to porażka polityki prorodzinnej i wstyd dla rządu. Podobnie, jak kolejny już rok zamrażania progów podatkowych, co powoduje, że płacimy wyższe podatki, mimo tych samych stawek. Porażką ogromną jest też licznik naszego długu. Państwo zadłużone jest już na około 900 mld zł i ta ogromna suma ciągle rośnie. Jacek Rostowski balansuje na cienkiej linie, z której łatwo spaść.

Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego

 

Bogdan Zdrojewski.Jacek Szydlowski/ForumBogdan Zdrojewski.

 

Należy do najrzadziej krytykowanych i najmniej kontrowersyjnych członków rządu. To efekt połączenia dwóch elementów. Z jednej strony, bardzo sprawnego i aktywnego własnego PR. Bywały kwartały, gdy minister co tydzień organizował konferencję prasową, by pochwalić się kolejnym - często mało znaczącym - sukcesem. Z drugiej, z pewnością jest politykiem ostrożnym, unikającym konfrontacji, polemicznych wypowiedzi, niepopularnych decyzji. Społeczeństwo to docenia, ale niektóre środowiska twórcze uważają, iż powinien być bardziej zdecydowany choćby w obszarze ochrony praw artystów, działalności misyjnej TVP czy współpracy z władzami samorządowymi (np. w kwestii polityki wobec teatrów).

Po stronie niewątpliwych zasług ministra zapisać należy kulturalne inwestycje (np. wiele nowych siedzib szkół artystycznych), doskonałą absorpcję środków unijnych, dobrą politykę w zakresie edukacji kulturalnej i osiągnięcia na polu cyfryzacji narodowych zbiorów (za pośrednictwem Narodowego Instytutu Audiowizualnego).

Zasadniczo udał się polski program kulturalny przygotowany na naszą prezydencję, nieźle wypadł krajowy kongres kultury (Kraków), ale już nieco gorzej - europejski (Wrocław). Po stronie minusów zapisać należy wpadkę z ACTA. Z kolei ocenę trafności niektórych decyzji przyniesie dopiero przyszłość, jak np. zgoda na odebranie opieki nad słynnym obrazem „Damą z łasiczką” Muzeum Narodowemu w Krakowie.

ZAPRASZAMY DO GŁOSOWANIA: wybierz najlepszych i najgorszych ministrów klikając w ten link>>.

Oceny przygotowali: Edwin Bendyk, Juliusz Ćwieluch, Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska, Adam Grzeszak, Marcin Piątek, Piotr Pytlakowski, Marek Ostrowski i Joanna Solska oraz zespół POLITYKI.

Reklama

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną