Pies czyli kot

Czerepy i czaszki
Dowiedziałem się z „Rzeczpospolitej”, że mimo ataków na Kościół i tradycyjne wartości Polacy coraz mniej akceptują rozwody.

Świadczy o tym tabelka z liczbowymi wynikami ankiet. Ankiety jednak, jak się okazuje, kompletnie nie pasują do życia. W tym samym artykule mamy wiadomość, że co trzecie małżeństwo w Polsce się rozpada. Tę rozbieżność komentuje ks. profesor Leon Dyczewski z KUL, mówiąc, że małżeństwo i rodzina są antropologicznym pragnieniem człowieka, ale od polityków zależy, czy takim pozostaną.

Właściwie nic z tego nie rozumiem. Z jednej strony Kościół, mimo ataków, świetnie daje sobie radę z problemem, z drugiej strony od Kościoła nic nie zależy, tylko od polityków. I mam to wszystko w jednym tekście. Gdy zaś sięgnąć do polityków, to oni nic nie robią, tylko się troszczą – o rodzinę, całoroczne urlopy macierzyńskie i żeby każde dziecko mogło iść do żłobka, a potem do przedszkola i żeby zjadło co dzień obiad itp., itd. Zapewnienie „szczęśliwego dzieciństwa” doszło do tego, że jak wszyscy wiemy, można dzieci odebrać rodzicom i dać innym bez najmniejszego nadzoru i pewności, co się z nimi stanie. Zdarzają się tragedie takie jak w Pucku, gdzie dzieci zostały potraktowane przez sąd i opiekę społeczną jak piórniki. W sprawach aborcji i in vitro głos decydujący mają, niestety, Kościół oraz śpiący w ławach posłowie reprezentanci narodu.

Te dwa tematy są częścią większego – nawet ogromnego – problemu, jakim jest ochrona zdrowia. Problem ten najwyraźniej przerasta rząd, premiera i ministra, którzy nawet nie zająknęli się ostatnio na ten – kto wie czy nie najważniejszy – temat. A to oni powinni powiedzieć nam prosto w oczy, że składki na opiekę zdrowotną – 6,2 proc. PKB – są jednymi z najniższych w Europie i nie wystarczają, by była ona na odpowiednim poziomie. Kołdra jest za krótka i tyle. Bułgaria płaci więcej (7,7), Węgry (7,8) – nie wspominając o Francji, Szwajcarii czy Szwecji, gdzie są to liczby dwucyfrowe. I dlatego właśnie w tych krajach wyzdrowienia po leczeniu nowotworów dochodzą do 60 proc., a u nas wynoszą ok. 40 proc. Onkologia to tylko przykład, chorób są przecież tysiące. Pieniędzy brakuje na leczenie wszystkich.

Mam pretensje do rządu i chcę coś przypomnieć. Tę radość i nadzieję, którą widziałem na twarzy premiera Tuska w październiku 2007 r., po pierwszych wyborach wygranych przez PO. Na okładce POLITYKI (nr 43) trzymał wtedy podniesione palce obu rąk ułożone w V. „Obywatele wyraźnie powiedzieli, czego chcą. Czy Tuskowi uda się to spełnić?” – te dwa zdania zamykają od dołu okładkę. Graficznie ją zamykają, bo politycznie chcieliśmy, by było to otwarcie. To w tym właśnie numerze Jacek Żakowski zamieścił swój „List niepisowego wyborcy do Donalda Tuska”, a w nim ważne słowa, że dla milionów Polaków ten sukces oznacza wyzwolenie spod władzy obsesji i absurdu, niezborności, nieudolności i niekompetencji. Swój list zakończył słowami: „Naprawdę, ma Pan z czego być dumny. A czy to zdanie będzie można powtórzyć po następnych wyborach, to już zależy od Pana”.

Okazało się, że nie wszystko. Światowy kryzys był od premiera niezależny, za to kryzys w Platformie i owszem, co zaskutkowało dzisiejszym słabym rządem. Ze wszystkich stron lecą nam wciąż na nasze łby, na głowy, na czerepy i czaszki jakieś śmieci, jakieś obietnice, jakieś „osobistości techniczne”, odkrycia i bzdurne sensacje, od których głupiejemy. A tymczasem premier podjął się wyjaśnienia sprawy dachu i wody na Stadionie Narodowym. Czyżby nie wiedział, że słowo odpowiedzialność dotyczy zarówno prowadzenia okrętu, zarządzania stadionem, jak i sposobu zachowania się na meczu? Każdy jest za coś odpowiedzialny i należy to egzekwować, a nie wszystkim zajmować się osobiście.

Kilka dni temu wracający ze stadionu w Gliwicach łódzcy kibole pobili na katowickim dworcu policjantów. I to tak pobili, że 7 znalazło się w szpitalu. Jaki naród stadionowy, taki Stadion Narodowy, że bon motem zakończę.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj