Kraj

Kozioł ofiarny i męczennik

Cezary Gmyz zwolniony z Rzeczpospolitej

Cezary Gmyz, autor artykułu o trotylu na pokładzie tupolewa, został dyscyplinarnie zwolniony z „Rzeczpospolitej”. To automatycznie sytuuje go w dwóch rolach: męczennika smoleńskiej religii i kozła ofiarnego.

Gmyz nie opublikował tego tekstu na prywatnym blogu. Opublikował go w jednej z największych i najbardziej opiniotwórczych gazet. Miał nad sobą kilka redakcyjnych pięter: szefa działu, redaktora naczelnego, jego zastępców. Ta decyzja była podejmowana wspólnie. Ostatecznie odpowiada za nią redaktor naczelny, Tomasz Wróblewski, który po spotkaniu z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem, oznajmił: drukujemy. Coś zrozumiał nie tak, nie do końca, niedokładnie, musiał jednak zdawać sobie sprawę ze skutków, jakie wywoła ta publikacja. Dziś komentowana, jako największa kompromitacja medialna w III RP.

To, że Wróblewski oddał się do dyspozycji rady nadzorczej Presspubliki, to – cytując klasyka – oczywista oczywistość. Pytanie, czy jego dymisja zostanie przyjęta. Oczywista oczywistość podpowiadałaby, że tak. Ale pewności nie ma. Redaktor naczelny Polityki, Jerzy Baczyński, komentując tę sytuację dla serwisu Press, napisał, że media są dziś tak podzielone na różne rzeczywistości, że nie wie, czy po drugiej stronie obowiązują prawa grawitacji. Zwolnienie Cezarego Gmyza jest przesłanką, że poniekąd być może obowiązują. Ale jeśli na tym się skończy, będzie to oznaczało, że redakcja poświęciła kozła ofiarnego. Zadośćuczynienie się dokonało, a reszta umywa ręce.

Nietrudno przewidzieć reakcje na zwolnienie Gmyza. Pewnie przygarnie go Gazeta Polska, albo Nasz Dziennik, gdzie dalej będzie mógł opisywać spiskowe teorie. W dodatku zostanie męczennikiem smoleńskiej religii, ukaranym za bezkompromisowe, straceńcze wręcz, głoszenie prawdy. Inna rzecz, że przełożony Gmyza Tomasz Wróblewski nie ma na to szans. Jeśli wydawca przyjmie jego dymisję, to medialny wybuch trotylu na pokładzie tupolewa może spowodować jego zawodową śmierć.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Patrząc na Chiny

Im bliżej końca XX w., tym Chiny częściej przypominały się Zachodowi, Zachód ma jednak nieodmiennie kłopoty ze zrozumieniem Chińczyków. Jakie są te Chiny w oczach Zachodu?

Krzysztof Kardaszewicz
13.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną