Kraj

Naukowe wydawanie pieniędzy

Naukowe wydawanie pieniędzy

Instytut Kolejnictwa w Żmigrodzie - pokaz lokomotywy dla Kolei Mazowieckich. Instytut Kolejnictwa w Żmigrodzie - pokaz lokomotywy dla Kolei Mazowieckich. SEBASTIAN BOROWSKI / Newspix.pl

Państwo źle wydaje pieniądze na naukę – to główna konkluzja najnowszego raportu NIK. Większość środków przeznaczana jest na liczne, lecz niewielkie projekty badawcze, których efekty naukowe są zwykle mizerne i nie przynoszą gospodarce oczekiwanych korzyści. Resort nauki nie wie, jaka jest prawdziwa pozycja naukowa jednostek, których projekty finansuje. Ministerialny system oceny ani nie odzwierciedla ich rzeczywistych osiągnięć, ani pozycji w świecie. W porównaniu z innymi krajami w Polsce nakłady na badania naukowe i prace wdrożeniowe (B+R) są mniej niż skromne, chociaż urosły z 5,57 mld zł w 2005 r. do 10,42 mld zł w 2010 r.

Poza rutynową, jak w innych instytucjach, kontrolą dokumentacji finansowej czy przetargowej, kontrolerzy badali efekty z zainwestowanych w naukę pieniędzy. Wobec tego, że samej istoty dokonanego naukowego osiągnięcia kontroler nie musi rozumieć, przyjęto, że podczas tej kontroli do oceny efektów działalności B+R służyć będą mierniki już stosowane w środowisku naukowym: m.in. publikacje w prestiżowych czasopismach naukowych uwzględnianych przez Journal Citation Reports (tzw. lista filadelfijska), przypadająca na jednego badacza w roku liczba cytowań jego prac, liczba nagród za osiągnięcia naukowe, a w działalności wdrożeniowej – liczba zgłoszonych i uzyskanych patentów.

Kontrolerzy Izby odwiedzili 28 placówek z 945 zajmujących się badaniami naukowymi, ale zdaniem Grzegorza Buczyńskiego, dyrektora Departamentu Nauki, Oświaty i Dziedzictwa Narodowego NIK, ich listę tak dobrano (instytuty PAN, uczelniane i resortowe), że ilustrują one stan całej naszej nauki. Kontrolowane instytuty w większości nie uzyskały znaczących efektów naukowych. Kontrolerzy spotkali się z przypadkami podawania nieprawdy w sprawozdaniach z działalności naukowo-badawczej. Znaleźli instytuty, których pracownicy w ciągu ostatnich pięciu lat nie opublikowali ani jednego artykułu naukowego; których publikacji w ogóle nie cytowali inni naukowcy; które do Urzędu Patentowego nie zgłosiły ani jednego wynalazku i w których od lat nie dokonywano ocen dorobku pracowników naukowych.

Rekord pobił Instytut Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa, gdzie pracowników od chwili jego powstania w 2002 r. nie oceniano ani razu. Wiele placówek ze słowem „instytut” w nazwie już nic nie bada ani nie wdraża – pełnią one głównie funkcję zakładów usługowych (laboratoriów) udzielających certyfikatów lub homologacji.

NIK kontrolował wykorzystanie środków na naukę w latach 2009–11, a więc w okresie, kiedy ministrem nauki i szkolnictwa wyższego była (nadal pełniąca tę funkcję) prof. Barbara Kudrycka, a prezesem PAN – prof. Michał Kleiber. Oboje swe funkcje sprawują od 2007 r., a zatem jest to też ocena ich działań w polskiej nauce. NIK wystawiła im ocenę „pozytywną z nieprawidłowościami”. Podobne dostała większość z badanych placówek. Tylko cztery wyróżniono oceną „pozytywną”, a dwie „negatywną”. Te ostatnie to oprócz wspomnianego IGPiM, także Instytut Kolejnictwa – placówki podległe obecnie Sławomirowi Nowakowi, ministrowi transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Na obszerne pokontrolne wystąpienie min. Nowak odpowiedział w trzech zdaniach, informując NIK, że rozważy podjęcie działań, o których mowa w art. 7 ust. 1 ustawy o instytucjach badawczych. Pozwala ona ministrom instytuty łączyć, reorganizować, przekształcać w instytucje gospodarki budżetowej, a w ostateczności likwidować.

W Polsce 60 proc. nakładów na B+R pochodzi z budżetu państwa, a nie np. od firm zamawiających badania naukowe. Tak wysokiego wskaźnika budżetowego wkładu – co też podkreśla NIK – nie ma w żadnym innym kraju UE ani OECD. Średnia dla UE wynosiła 35 proc., a dla OECD – 30 proc. Państwo na naukę wydaje miliardy złotych (choć jest to zaledwie 0,68 proc. PKB), tyle że z powodu ciągłych zmian preferowanych dziedzin jej rozwoju nie bardzo wie, co w zamian chce otrzymać, więc otrzymuje niewiele.

W 2009 r. opublikowano w Polsce ogółem 23 309 artykułów naukowych, a liczba cytowań publikacji wyniosła 24 823. W liczbie publikacji na milion mieszkańców (ok. 610) zajęliśmy 32 miejsce. Przeskoczyły nas nie tylko kraje zachodnie, ale również Republika Czeska – 1111 i Węgry – 727 publikacji. Polska zgłosiła 6,8 wynalazku na milion mieszkańców do ochrony w Europejskim Urzędzie Patentowym, a Niemcy 294,5; Francja – 134,3; Wielka Brytania – 83,4 i Republika Czeska – 22,6.

Oceną wniosków o przyznanie środków na finansowanie projektów badawczych zajmuje się aż 1160 ekspertów. W związku z tym, że środków w nadmiarze nie ma, pieniądze na projekty badawcze są rozdrabniane. Głównie służą prowadzeniu badań potrzebnych do uzyskania dorobku przed otrzymaniem doktoratu czy habilitacji, a mniej – ogólnemu pożytkowi. Czy jednak można mieć o to pretensje do indywidualnego naukowca, skoro Zgromadzenie Ogólne PAN w latach 2007–11 nie wyznaczyło ani rocznych, ani kilkuletnich strategicznych kierunków rozwoju Akademii? Prezes PAN prof. Kleiber kontrolerom NIK wyjaśniał, że rząd nie określił strategicznych dla państwa kierunków badań naukowych i prac rozwojowych. Czy tak przygotowane placówki naukowe właściwie spożytkują deszcz unijnych środków, który ma ponoć na nie spaść, kiedy uchwalony zostanie nowy unijny budżet?

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną