Trochę optymizmu na Święta

Ciąg dalszy nastąpi
Jak wiadomo, Święta w tym roku zaczynają się trzy dni po końcu świata.
Bożonarodzeniowe rzeźby z kościoła Świętego Rocha w Paryżu.
Fred de Noyelle/Godong/Corbis

Bożonarodzeniowe rzeźby z kościoła Świętego Rocha w Paryżu.

Media osiągnęły już wielką biegłość w wywoływaniu globalnych strachów. Jeśli przypomnieć sobie ostatnie lata, mieliśmy całą rewię straszydeł: pojawiały się tajemnicze choroby, które miały przynieść miliony ofiar, zapowiadano kataklizmy klimatyczne, wielkie awarie sieci energetycznych i komputerowych, wojny zewnętrzne i wewnętrzne, załamanie systemów gospodarczych i walutowych, zmasowane ataki terrorystyczne i inne horrory. Na tym tle tajemnicza przepowiednia Majów jawi się już tylko jako kolejna globalna zabawa. Tym razem zero paniki. Widać, że żadna nagła katastrofa nie przerwie naszych codziennych zmagań i jak w każdym medialnym serialu – chcemy czy nie – ciąg dalszy nastąpi.

Jednak opowieści o końcu świata i nieuchronnie nadciągających kataklizmach nieźle wpisują się w powszechne nastroje. Przynajmniej od kilku lat, od czasu wybuchu światowego kryzysu gospodarczego mamy zachwiane poczucie bezpieczeństwa, wrażenie niestabilności fundamentów, na których została zbudowana nasza cywilizacja. Także przepowiednie na przyszły rok, zwane prognozami, zawierają jedno dominujące przesłanie: oby nie było wiele gorzej. Rok 2012 odchodzi w przeszłość bez sympatii, nowy witany jest bez entuzjazmu, zwłaszcza że nie obiecuje nawet jakichś globalnych igrzysk sportowych czy politycznych, pozwalających zająć uwagę publiczności. Ma być dość mdło i mozolnie, raczej pod sylwestrowe parę piw niż pod szampana.

W Polsce też nastroje są zwarzone. Spodziewamy się gospodarczego spowolnienia, większego bezrobocia, stagnacji zarobków, obcinania różnych wydatków w oczekiwaniu na nowe pieniądze z Unii Europejskiej, która też zapowiada cięcia budżetowe, dokonywane na kolejnych męczących szczytach zmęczonych przywódców. Będziemy się szarpać ze służbą zdrowia, budową dróg, protestami związkowców. Do tych skądinąd realnych kłopotów dołożymy sobie dodatkowo cały bagaż problemów urojonych. Opozycja, zwłaszcza ta pisowska, będzie nas bez wątpienia dręczyć przez cały rok opowieściami o zamachu smoleńskim, wyprzedaży niepodległości, ograniczaniu wolności słowa, więźniach politycznych, reżimie Tuska, katastrofie gospodarczej, intrygach sąsiadów i innych niegodziwościach. Jak sobie to wyobrazić, aż się nie chce zaczynać nowego roku. Znikąd nadziei?

Otóż, równolegle do tej mrocznej narracji istnieje inna i jest kwestią wyboru, a właściwie decyzji, czy ją przyjmiemy na własny użytek. Bo tak: światowy kryzys gospodarczy wyraźnie się kończy; nasza rodzinna Europa, po trzech latach spazmów, ma wreszcie dość wiarygodny plan przebudowy, a nawet zaczęła go wprowadzać w życie; te 300 mld zł, na które liczymy, zapewne z Unii dostaniemy; spóźnione inwestycje drogowe i kolejowe w najbliższym roku zaczną się spinać w sensowną sieć; gospodarka w drugiej połowie roku powinna złapać drugi oddech; nie pojawią się żadne poszlaki wskazujące na zamach smoleński; Radio Maryja dostanie koncesję na multipleks; zaczniemy przygotowywać się do wprowadzenia w Polsce euro; pojawi się parę dobrych filmów i książek; rząd Tuska przeprowadzi kilka z zapowiadanych i oczekiwanych reform itd. To znaczy, nie mam pewności, że tak będzie, zwłaszcza jeśli chodzi o punkt ostatni, chcę jedynie zwrócić uwagę, że prawdopodobieństwo wielu zdarzeń pozytywnych wciąż jest wysokie.

Na rzeczywistość zwykle nie mamy wielkiego wpływu, ale na naszą wobec niej postawę i owszem. W Polsce posiadamy wrodzoną skłonność, aby pesymizm traktować jako przejaw realizmu, a optymizm – naiwności. Tak nas uczyła historia. Wydawało się, że dostrzegany wszędzie na świecie sukces Polaków w ostatnich dwóch dekadach jakoś ten historyczny odruch zmodyfikuje. Szło w tę stronę, dopóki wskutek serii niefortunnych politycznych zdarzeń nie zaktywizowała się na naszym terytorium armia facetów w czerni. Od paru lat pracowicie przerabiają Polskę na kraj frustracji, konfliktu, klęski, nieufności. Możemy tę urojoną rzeczywistość przyjąć lub odrzucić. To kwestia wyboru. Nie miałbym nic przeciwko temu, aby prędzej niż później nastąpił koniec tego świata.

Życzę Państwu wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku, a facetom w czerni zwracam uwagę, że słowa „wesołe” i „szczęśliwe” noszą wszelkie cechy bezwstydnej politycznej prowokacji.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną