Kraj

Mistrzyni rozmowy

Teresa Torańska (1944 - 2013)

Teresa Torańska. Teresa Torańska. Włodzimierz Wasyluk / Reporter
Teresa należała do tej kategorii dziennikarzy, którymi „się pisze” lub „się mówi”. Znalazła bowiem swój wyrazisty styl, najpierw w reportażach, potem w wywiadach.

Z tych drugich największy rozgłos zdobyli „Oni”, zbiór rozmów z byłymi komunistycznymi dygnitarzami. Przeprowadziła je w czasie stanu wojennego, wydała w drugim obiegu, a w 2000 r. otrzymała za tę książkę Nagrodę Polskiego PEN Clubu im. Ksawerego Pruszyńskiego.

To była cała Teresa. Przy niezgodzie na polityczną rzeczywistość PRL – wielka ciekawość, kim byli fundatorzy ustroju, którym spętano powojenną Polskę? Co i jak myśleli, co nimi powodowało? Pytanie przed potępieniem, wielka sztuka dziennikarskiego obiektywizmu. A trzeba wiedzieć, że prywatnie potrafiła być w sądach kategoryczna, była zresztą świetną gawędziarką, znakomicie odnajdującą się w długich Polaków rozmowach, prowadzonych w kuchennych klitkach blokowisk z wielkiej płyty, w okowach papierosowego dymu…

Tę swoją sztukę rozmowy potwierdziła w wywiadzie z gen. Wojciechem Jaruzelskim, za co została (w 2004 r.) pierwszą laureatką Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej, także wielkiej, nieżyjącej już mistrzyni rozmowy.

Teresa, związana w latach 70. z warszawskim tygodnikiem „Kultura”, potem z paryską „Kulturą”, w III RP odnalazła się jako autorka rozmów telewizyjnych (zwanych teraz talk-showami) i scenarzystka filmowa. Ale jej pasją pozostał reportaż i wywiad prasowy, do których przygotowywała się z niezmienną starannością i w których ujawniała niekończące się pokłady ciekawości na ludzkie losy.

Żegnamy Teresę, zachowując w pamięci jej mistrzowski styl dziennikarstwa.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną