Sprawa Macieja Z. Dziennikarz skazany

Wyrok po latach
Po pięciu latach od tragicznego wypadku na warszawskim Mokotowie zapadł wyrok w sprawie Macieja Z., znanego dziennikarza motoryzacyjnego. Sąd skazał go - nieprawomocnie - na trzy lata więzienia i osiem lat zakazu prowadzenia pojazdów.
Maciej Z. skazany
EAST NEWS

Maciej Z. skazany

W lutym 2008 r. Z. wraz z kolegą Jarosławem Zabiegą, dziennikarzem Super Expressu, rozbili się Ferrari Modena o filar wiaduktu. Zabiega zginął na miejscu, Z. długo walczył o życie, był w śpiączce.

Z., mimo licznych terapii do tej pory nie odzyskał w pełni formy sprzed wypadku. Jest wycofany, sprawia wrażenie nieobecnego. Długo nawet przesłuchiwanie go nie miało sensu – Z. twierdził, że nie pamięta wypadku, nie pamiętał nawet, że ma synów. Jego znajomi potwierdzali, że zdjęcia płonącego Ferrari Maciej Z. ogląda beznamiętnie, jakby dotyczyły kogoś innego – jesienią 2008 r. prokuratura zawiesiła śledztwo w sprawie wypadku na czas nieokreślony. W tym samym czasie sąd postanowił o częściowym ubezwłasnowolnieniu Z.

Sprawa Macieja Z. stała się bardzo głośna nie tylko dlatego, że dotyczyła sławnego w światku motoryzacyjnym dziennikarza, syna znanego ojca – Włodzimierza, także dziennikarza. Powracającego do zdrowia Z. tropili dziennikarze Super Expressu – w redakcji tej gazety koledzy zmarłego w wypadku Ferrari Jarosława Zabiegi traktowali sprawę bardzo osobiście, winą za śmierć kolegi obarczali Macieja Z. Zabiega miał 30 lat, osierocił dwuletnią córeczkę. Maciej Z. tracił świadomość, ale żył.

Rok po wypadku partnerka zmarłego Jarosława mówiła, że żal jej Maćka – przeżył wypadek, ale stał się marionetką w rękach bliskich. W rodzinie Z. trwała wojna o to, kto powinien zajmować się chorym Maćkiem – rodzice, czy żona, Beata. Z. mieszkał w domu matki, jego żona narzekała, że rodzina Z. utrudnia jej kontakt z mężem. W tym samym czasie bliscy koledzy Macieja Z. opowiadali, że wciąż sprawia wrażenie nieobecnego, ale ożywia się, kiedy rozmowa schodzi na temat samochodów. Ojciec już wtedy wciągał Maćka do współprowadzenia swoich programów motoryzacyjnych, uważał, że to ułatwia synowi powrót do zrowia.

Z. wciąż nie pamięta wypadku, nie zeznawał w sprawie. O tym, że to on prowadził Ferrari prokuratura wie od dwóch świadków. Ferrari jechało za szybko, wyskoczyło z trasy na muldzie – asfalt był tam wyjątkowo nierówny, nawet jak na warszawskie warunki. Po wyroku dyskusja nie ucichnie – już to widać na forach internetowych. Jedni się oburzają, że 3 lata więzienia to za mało za spowodowanie śmierci. Inni, że wypadków można by uniknąć, gdyby odpowiednie służby zajęły się w odpowiednim czasie remontami nawierzchni ulic.

Dziennikarze motoryzacyjni to środowisko ekskluzywne – ludzie zafascynowani samochodami, obracający się niemal wyłącznie we własnym gronie. Za dobrodziejstwo swojej działki dziennikarskiej uważają możliwość testowania nowych modeli samochodów. Na nieformalnej giełdzie nazwisk wiadomo, kto ma kontakty z producentami lepszych marek – to powód do dumy i zazdrości. Bardzo ważne w towarzyskiej hierarchii jest także, kto jakim samochodem jeździ prywatnie. Ferrari Modena, którym Z. i Zabiega rozbili się w lutym 2008 r. nie należało do żadnego z nich, ale to auto w środowisku kultowe i rzadkie – musiało zwiększać ciśnienie krwi, budzić chłopięcą ciekawość. Szkoda, że zabrakło przy tym męskiej rozwagi.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną