Dobrze i źle o Europie - rozmowa z Włodzimierzem Cimoszewiczem

Europo, trenuj dżudo
Bezpartyjny senator Włodzimierz Cimoszewicz, były premier RP, o tym, dokąd w globalnym świecie zmierza Europa, a z nią Polska, i co z tego wynika.
Włodzimierz Cimoszewicz: „Sam bronię Unii, ale nie bezkrytycznie”.
WOJCIECH DRUSZCZ/Polityka

Włodzimierz Cimoszewicz: „Sam bronię Unii, ale nie bezkrytycznie”.

„Nie mam wątpliwości, że Polska powinna przyjąć euro.”
Anatol Chomicz/Forum

„Nie mam wątpliwości, że Polska powinna przyjąć euro.”

Adam Szostkiewicz: – Unijny budżet przyjęty. Jak pan ocenia ten kompromis?
Włodzimierz Cimoszewicz: – To bardzo dobry sygnał. Katastrofą polityczną byłby impas. Udało się tego uniknąć i chwała za to wszystkim uczestnikom posiedzenia Rady Europejskiej. Doceńmy zwłaszcza tych, którzy są płatnikami netto i borykają się z własnymi kłopotami finansowymi. Czy to dobry kompromis? Chyba nieuchronny, a więc dobry. W okresie trudności ekonomicznych nie można poważnie liczyć na zwiększanie wydatków unijnych, choć dzisiejsze oszczędnościowe decyzje będą przecież realizowane, gdy kryzys zapewne przeminie. Polska z wyniku szczytu może być bardzo zadowolona. Ogólny budżet mniejszy, Unia liczniejsza, a nasza porcja większa. Ocena jest oczywista. Część opozycji, która tego nie widzi, ośmiesza się.

Ale ogólnie Unia jest w kryzysie.
Nie jest tak źle. Ilekroć słyszę obecne lamenty nad Unią, przypominam sobie relacje polskich korespondentów z Brukseli sprzed 40 lat, jak to Europejska Wspólnota Gospodarcza jest bliska załamania. Miała się rozlecieć, a poradziła sobie lepiej niż PRL w tamtych czasach. W obecnych instytucjach europejskich może jednak irytować pewna ślamazarność. Jak byśmy zanalizowali powody tej opieszałości, to okazałoby się, że nie wynika to z winy brukselskich biurokratów, którzy są zdolni do przygotowania sensownych rozwiązań. To kwestia niezdecydowania naszych przywódców politycznych w Europie i ostatecznie pretensje powinniśmy mieć też do siebie jako obywateli. To my wytwarzamy ten świat polityki.

Skoro jest całkiem nieźle, to skąd tyle przepowiedni wieszczących koniec Unii?
Sam bronię Unii, ale nie bezkrytycznie. Pod jednym istotnym względem jest bardzo źle. Chodzi o brak możliwie szybkiej i adekwatnej reakcji UE na zmiany w świecie. Jak dotąd tylko raz Unia próbowała zareagować ekonomicznie i politycznie na zmiany globalne: w strategii lizbońskiej. Niestety, nic z tego w praktyce nie wyszło. Ale trzeba wyciągnąć wnioski z przebudzenia się znacznej części globu, tej dotąd zacofanej, która ruszyła do przodu.

A na czym miałaby polegać pana zdaniem sensowna reakcja polityczna Unii na zmiany globalne?
To, że my, Unia, nie potrafimy uzgadniać wspólnego stanowiska względem USA, Rosji, Chin i wobec wielu globalnych problemów, nieprawdopodobnie nas osłabia i marginalizuje w świecie. To widać w stosunkach z USA, gdzie nie Unia się liczy, lecz trzy stolice: Berlin, Londyn i Paryż. To widać na szczytach z Unią z udziałem Chin, USA czy Rosji. Są puste, bezpłodne, niczego istotnego Europie nie przynoszą. Jej przedstawiciele bywają nawet dość ostentacyjnie „lekce-traktowani”.

Putin nie pozwalałby sobie na takie żarty wobec Angeli Merkel, na jakie pozwala sobie wobec José Manuela Barroso (przew. Komisji Europejskiej – red.). To Merkel potrafi pojechać do Rosji, by rugać Putina. I na tym tle rosnąca w Europie niechęć do jedności politycznej jest alarmująca.

Polska też ma z tym kłopot?
Wielu Polaków ocenia nasze członkostwo w UE pod kątem odnoszonych korzyści. I nie ma w tym nic złego. Przecież na to liczyliśmy. Na przyspieszenie naszego rozwoju, zmniejszenie dystansu do krajów rozwiniętych. I w pewnym stopniu to się dzieje. Nasze PKB na głowę rośnie. Polska stała się bardziej atrakcyjna dla inwestorów z Europy i spoza niej. Ten potencjał się jeszcze nie wyczerpał…

I to jest jeden z powodów, byśmy nadal byli w Unii.
Oczywiście. Ale byłoby pożądane, by więcej Polaków, więcej świadomych wyborców, zdawało sobie sprawę z innych możliwości i potrzeb wynikających z członkostwa w UE. Nie jest tak, że jak ktoś mieszka pod Hajnówką, to może go nie obchodzić sytuacja ekologiczna w Chinach: ile Chiny emitują do atmosfery dwutlenku węgla. Słaba Unia nie tylko gorzej broni swych interesów, ale ma też dużo mniejszy wpływ na wydarzenia światowe.

Ale przecież Unia bardzo się angażuje ekologicznie?
Jednak nie potrafi znacząco wpłynąć na wielkich graczy, Stany Zjednoczone i Chiny, i dokonać istotnego postępu, także dzięki negatywnemu wkładowi Polski. Skutki tego odczujemy wszyscy, także w Polsce, nasze dzieci i wnuki.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną