Kraj

Toaleta z modrzewiowym dachem

Program budowy autostrad przeżywa kryzys – wiele odcinków jest rozgrzebanych, na części nie ma wykonawców, bo zbankrutowali lub zeszli z budowy. Komisja Europejska wstrzymała 3,5 mld zł dotacji i wciąż nie wiadomo, kiedy je odblokuje. Między Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad a wykonawcami trwa spór, kto za to wszystko odpowiada. Wciąż też powraca pytanie, ile kosztuje budowa polskich autostrad i dlaczego tak drogo.

Ciekawe informacje na ten temat przekazał w ostatnich dniach posłom z sejmowej komisji infrastruktury dyr. Krzysztof Suszek z firmy Inżynieria Polska. Spółka ta była wykonawcą obiektów zaplecza autostradowego (stacje i punkty poboru opłat, miejsca obsługi podróżnych) na autostradzie A1 między Toruniem a węzłem Sójki. Miała za zadanie wybudować budynki administracyjne, toalety, wiaty itp. ściśle według projektów dostarczonych przez GDDKiA. Zadanie zostało wykonane, choć wykonawcy nie mogli nadziwić się rozrzutności projektantów i przyzwoleniu na to ze strony państwowego inwestora. Wymagano zastosowania skomplikowanych i drogich rozwiązań, w niektórych wypadkach tak precyzyjnie, że w praktyce oznacza to wskazanie konkretnego producenta lub dostawcy.

W efekcie koszt 1 m kw. budynku stacji poboru opłat (138 m kw.) wyniósł netto 9–10 tys. zł. Tyle kosztuje dziś metr apartamentu w stolicy. Wiaty stalowe kosztowały 3 mln zł, chociaż takie same na sąsiednim odcinku realizowanym przez firmę Skanska według jej projektu kosztowały 600 tys. zł. W przypadku toalet w Strzelcach projekt GDDKiA wymagał elewacji z holenderskiej cegły ręcznie formowanej i desek z modrzewia syberyjskiego, a dach musiał być pokryty blachą tytan cynk. Nic dziwnego, że koszt metra kwadratowego toalety wyniósł 7 tys. zł, czyli dwa razy więcej niż średnia cena metra budynku mieszkalnego.

Polityka 13.2013 (2901) z dnia 26.03.2013; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 10
Reklama

Czytaj także

Świat

PiS wprowadza „ruski ład”? Polska spiera się z UE, Kreml klaszcze

„Ruski ład” w Polsce to scenariusz, któremu Kreml kibicuje od lat. Zresztą do tej pory prognozy Rosjan sprawdzają się co do joty. Co to oznacza? Że Polska z Unii formalnie wprawdzie nie wystąpi, ale osunie się na jej peryferie.

Agnieszka Bryc
22.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną