Rząd bez pomysłów

Lanie ciepłej wody
Premier Tusk, jego rządowa ekipa i cała Platforma są zagrożone zabójczą polityczną chorobą – niepowagą.
Tusk to niewątpliwy polityczny talent i ma wciąż duży potencjał.
Wojciech Surdziel/Agencja Gazeta

Tusk to niewątpliwy polityczny talent i ma wciąż duży potencjał.

Kiedyś trwało gorączkowe wyczekiwanie, aż Donald Tusk skądś wróci, z Brukseli albo z nart, i zabierze głos, wyjaśni, uporządkuje, podejmie kroki.
Adam Warżawa/Forum

Kiedyś trwało gorączkowe wyczekiwanie, aż Donald Tusk skądś wróci, z Brukseli albo z nart, i zabierze głos, wyjaśni, uporządkuje, podejmie kroki.

Wielotygodniowa epopeja z odwoływaniem Jarosława Gowina z ministerialnej funkcji, mimo że zakończona w końcu jego zwolnieniem, nie pokazała siły Tuska. Trudno nie zauważyć, że w przypadku Gowina Tusk bohatersko walczył z problemem, który sam, na własne życzenie i wbrew ostrzeżeniom, w 2011 r. stworzył. I tak jest coraz częściej.

Kierownik państwa

Przez pięć i pół roku Donald Tusk rządził według trzech wyraźnie dostrzegalnych zasad. Pierwsza: unikać niepopularnych reform, ponieważ są niepopularne i nie można tego robić ludziom („sami sobie przeprowadzajcie bolesne reformy”). Druga: jeśli już nie da się uniknąć jakiejś reformy, to najpierw wypuszcza się sondażowe, nie wiadomo do końca czyje propozycje, a potem premier podsumowuje dyskusję i ewentualnie staje na czele kontestatorów projektu („premier zmienia zdanie”). I trzecia zasada: Tusk długo jest łagodny, kluczy, unika zmian, także w swoim otoczeniu, aż nagle uderza jak tajfun, ogłasza jakiś kontrowersyjny projekt, wyrzuca ludzi, wprowadza popłoch i zamieszanie („Tusk się wściekł”).

Te metody długo wydawały się skuteczne, ale teraz nadchodzi ich zmierzch. Premier przez lata wyznawał pogląd (zaczerpnięty z Johna Graya, brytyjskiego teoretyka liberalizmu), że rządzenie polega nie na kreowaniu autorskich wizji, ale na reagowaniu na bieżące wyzwania i zagrożenia, bo to zmniejsza prawdopodobieństwo pomyłki. W efekcie jednak zamiast przywódcą został kimś w rodzaju kierownika jednostki wykonawczej państwa, naczelnym hydraulikiem kraju, konserwatorem kranu z ciepłą wodą.

Rosnąca niepowaga rządów Tuska ma kilka wymiarów. Kiedy po raz kolejny „zmienia zdanie”, jak ostatnio w kwestii tzw. matek pierwszego kwartału czy opłat za dodatkowe godziny dziecka w przedszkolu, to jeszcze niedawno mogłoby być to uznane za chwalebną skłonność do negocjacji, polityczną elastyczność, pójście na rękę obywatelom. Ale wahadło wychyliło się inaczej. Teraz szef rządu wypada słabo, wątpliwości są rozstrzygane na jego niekorzyść, ponieważ zaczyna przeważać opinia, że widocznie projekty rządowe są źle przygotowane. I chociaż ci, którzy akurat coś ugrali, mogą czuć zadowolenie, a nawet chwilowo lubić premiera, to ogólny wizerunek władzy się osłabia. Jeśli nagle mogą się znaleźć na coś dodatkowe pieniądze, to mogą się znaleźć – łatwo tak pomyśleć – na wszystko. Żaden projekt nie jest wyróżniony, podparty autorytetem władzy, a pomysły rządu mają tę rangę, co propozycje skrzykniętej w Internecie obywatelskiej grupy interesu.

Nasuwa się dręczące pytanie, po co była ta wielomiesięczna szarpanina w sprawie urlopów macierzyńskich, kiedy wylewało się morze goryczy i krytyki rządu. Straty polityczne są dużo większe niż wtedy, gdyby Tusk od początku nie upierał się przy granicznej dacie urlopów w marcu, a nie od stycznia. To tylko jeden przykład, ale podobnie jest w kwestii przedszkoli czy sprawie wieku szkolnego, gdzie rząd zmieniał zdanie od kilku lat, powiększając chaos i nieporozumienia. Jeżeli premier obawia się kosztów reform, to można odnieść wrażenie, że te koszty w końcu są znacznie większe od tych, jakie były nieuniknione. A irytowanie ludzi okazuje się niepotrzebne, bo i tak pierwotne projekty (w intencji mające przynieść oszczędności) nie są realizowane albo, co najwyżej, połowicznie.

Donald Tusk coś deklaruje, potem gdzieś to niknie za horyzontem, nie ma dalszego ciągu. In vitro, związki partnerskie, ale i sprawa emerytur górniczych czy sławetnego Ministerstwa Energetyki. Jak również PIT dla rolników, energetyka jądrowa, łupki, decentralizacja NFZ, Inwestycje Polskie, zmiana kodeksu pracy, Karta Nauczyciela, zniesienie obowiązku meldunkowego. Powstał podobno tzw. zespół Laska do sprawy Smoleńska, ale był to najcichszy start roku w najgłośniejszej sprawie dekady. Nie bardzo wiadomo, co jest poważnym, przemyślanym projektem, co mającą konkretny harmonogram rządową inicjatywą, a co luźnym słowotokiem premiera czy jakiegoś ministra. Tusk jest niby twardy, stanowczy, ale potem nagle ustępuje „pod serdeczną presją”. To dlaczego ma serdecznie nie ustąpić górnikom, nauczycielom, emerytom mundurowym, PSL czy przewodniczącemu Dudzie?

Nie widać w tym żadnego planu. A przy tym szef rządu traci społeczną sympatię, jest coraz gorzej oceniany, a zaufanie w sondażach ma już na poziomie Jarosława Kaczyńskiego, który przez lata dołował w tym rankingu i nadal nie błyszczy. Widać to też w komentarzach ludzi dotąd sprzyjających Tuskowi, na Twitterze i w innych serwisach; jego kolejne wystąpienia są kwitowane coraz złośliwszymi komentarzami, coraz częściej bywają obśmiewane i parodiowane.

Ogólne lanie wody

Kiedyś trwało gorączkowe wyczekiwanie, aż Donald Tusk skądś wróci, z Brukseli albo z nart, i zabierze głos, wyjaśni, uporządkuje, podejmie kroki. Teraz nie czuje się już tego wyczekiwania. Wypowiedzi premiera straciły moc, mało wyjaśniają, na ogół są to reakcje na jakieś polityczne i medialne „wrzutki”. Częściej też wprowadzają jeszcze większy zamęt, z tymi tajemnicami na zasadzie: powiem, kiedy powiem, podejmę decyzję o decyzji, poczekajmy do poniedziałku.

Na jednym z prawicowych portali pojawiła się ostatnio opinia: „Władza dawno nie była tak słaba. Tusk ustępuje poszczególnym środowiskom, bo boi się społecznego wybuchu. Tak jak Gierek przed końcem dekady” i chociaż taki pogląd to chciejstwo i gruba przesada, i jest pisany z pozycji zdecydowanie wrogich rządom Platformy, to zaczyna on przeciekać także poza krąg PiS. Tusk zaczyna zachowywać się jak premier słabego mniejszościowego rządu u schyłku męczącej kadencji. Rzeczywiste osiągnięcia toną w ogólnym laniu wody. Jeśli nieważne jest, czy się powie czy zrobi, to rzeczywiste zrobienie czegoś (choćby emerytalne reformy) też staje się nieważne.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną