Kraj

Pryncypia przedszkolne

Tysiące dzieci bez edukacji. Miejsc brak

Już wiadomo: Warszawa – 3 tys. dzieci. Kraków – 2 tys. Gdańsk, Szczecin, Białystok – po tysiąc. I tak dalej. Dla nich wszystkich zabrakło miejsc w przedszkolach. Znowu.

Zdesperowani rodzice szturmują więc dyrektorów przedszkoli, by jednak dziecko gdzieś dopchnąć. Telefon dzwoni jak najęty. Dyrektorka jednej z warszawskich placówek jeszcze parę miesięcy temu strofowała pewną parę, chcącą zapisać młodsze dziecko do tego samego przedszkola, w którym jest już starsze - żeby przestali w sprawie tego dziecka przysyłać pielgrzymki. Teraz rozkłada ręce: nie zmieściło się. Akurat samotne matki wzięły całą pulę. Inne przedszkole, żoliborskie. Atakują rodzice z grupy nieprzyjętych czterolatków. Na ponad siedemdziesięcioro dzieci czekało jedno miejsce – bo ktoś się wyprowadził. Bo skoro trzeba zapewnić miejsca pięciolatkom, grup dla czterolatków nie otwiera się.

Popłoch także w wydziałach edukacji w gminach – bo sypią się odwołania. Rok temu w wielu miejscach ostatecznie udało się dopchnąć do przedszkoli wszystkie dzieci z gminy czy dzielnicy, robiąc, wbrew ustawie, grupy trzydziestoosobowe, ale w tym roku już wiadomo, że to się udać nie może. Na przykład na Żoliborzu - dwa razy więcej chętnych niż w latach ubiegłych. Akurat wyż demograficzny. Pracownicy urzędów też więc narzekają: na pseudosamotne matki, na rodziców – niby pracujących, choć po czternastej, gdy kończą się godziny darmowe, w przedszkolach jest już pusto.

Wreszcie Ministerstwo Edukacji. Rozkładające ręce, że przecież w życie weszła nowa ustawa, która uelastyczniła zasady opieki nad dziećmi. Gminy, gdyby chciały, mogłyby teraz na przykład wykupić dla dzieci miejsca w placówkach prywatnych albo mini – przedszkolach. Na co gminy ripostują, że z trudem finansują utrzymanie szkół, a państwo od lat wykręca się, by na przedszkolaki przelewać gminom jakąkolwiek subwencję. W Warszawie w ostatnich latach dopchano do przedszkoli 13 tys. dzieci więcej, i wciąż mało. I tak dalej.

I premier. Który chwali się, ignorując rzeczywistość, że od przyszłego roku przedszkola na pewno już będą tańsze.

I tak to się zaczyna: rodzice, którzy czują się wpędzani w rolę oszustów, bo już od przedszkola muszą udawać samotnych, żeby otrzymać od państwa podstawowe wsparcie w wychowaniu dziecka. Gminy, które widzą wrogów to w rodzicach, którzy udają samotnych, to w państwie, które wymaga usług, za które nie płaci. Wreszcie państwo, które odsądza rodziców od rozsądku, gdy nie ufają już w państwo, w jego dobre intencje i w jego kolejne reformy – jak ta o sześciolatkach w przedszkolach.

Kula śnieżna. A chodzi o tak podstawowy, banalny standard cywilizacyjny, jak miejsce w przedszkolu dla dziecka. A konkretnie - o brak. Winnych.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

O co chodzi Lewicy

Opinie, kto, poza Jarosławem Kaczyńskim, wygrał na głosowaniu w sprawie europejskich pieniędzy, są podzielone. Ale pewne jest, że opozycja jako całość mocno oddaliła się od perspektywy zwycięstwa nad Zjednoczoną Prawicą.

Rafał Kalukin
14.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną