Kraj

Jeszcze raz „siła spokoju”

Trzy lata prezydenta Komorowskiego

To nie jest prezydentura polegająca na wpatrywaniu się li tylko w przysłowiowy już żyrandol. To nie jest prezydentura polegająca na wpatrywaniu się li tylko w przysłowiowy już żyrandol. Adam Stępień / Agencja Gazeta
To nie jest prezydentura błysków i fajerwerków, ale to nie jest też prezydentura polegająca na wpatrywaniu się li tylko w przysłowiowy już żyrandol.
Bronisław Komorowski w sierpniu 2010 r. podczas obchodów święta lotnictwa.Michal Tulinski/Forum Bronisław Komorowski w sierpniu 2010 r. podczas obchodów święta lotnictwa.

W przeddzień trzeciej rocznicy wyboru (4 lipca druga tura wyborów) na urząd prezydenta RP Bronisław Komorowski podejmował w swej rezydencji w Wiśle prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej, na którym obecny był także prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz. Rozmawiano o listopadowym szczycie w Wilnie (Litwa właśnie objęła prezydencję w Unii Europejskiej) i szansach na podpisanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej. Zapewne także o obecności prezydenta Polski, a może i Ukrainy na uroczystościach w Łucku, które mają uczcić ofiary wołyńskiej rzezi w 70 rocznicę tych tragicznych wydarzeń. Kilka dni wcześniej prezydent zawetował ustawę o okręgach sądowych i to zawetował w sposób dla niego dość niezwykły. Bronisław Komorowski na ogół w takich przypadkach w słowach oszczędny, tym razem nie pozostawił suchej nitki na tak zwanym projekcie obywatelskim, firmowanym początkowo przez PSL, a potem przez całą opozycję. Nie oszczędził ostrych słów także autorowi przekształcania sadów byłemu ministrowi sprawiedliwości. Natychmiast przestał też do Sejmu własny projekt ustawy, ustalający wyraziste kryteria przekształceń i mogących być przedmiotem międzypartyjnego, zwłaszcza zaś wewnątrzkoalicyjnego kompromisu.

Solidna prezydentura

Można więc powiedzieć, że w przeddzień rocznicy wyboru w ciągu kilku dni skupiło się kilka kwestii będących wyznacznikami tej prezydentury. Kwestie polityki zagranicznej, zwłaszcza zaś jedna z kluczowych dla polski kwestii przyciągnięcia do UE Ukrainy, polityka historyczna w bardzo praktycznym, mało ideologicznym, ale przybliżającym nas do historycznej prawdy wydaniu oraz aktywność na scenie krajowej, gdzie prezydent podejmuje różne próby kompromisu, szukając rozwiązań racjonalnych. To nie jest prezydentura błysków i fajerwerków, ale to nie jest też prezydentura polegająca na wpatrywaniu się li tylko w przysłowiowy już żyrandol. Prezydenturę Komorowskiego po trzech latach należy po prostu uznać za solidną. Może trochę konserwatywną, może nazbyt gospodarską (prezydent ponoć nie umie odmawiać, stąd jego ciągle wyjazdy w Polskę, patrony, udział w rozlicznych uroczystościach), ale taką, na której można polegać.

Nie ma szaleństw, nie ma mnożenia konfliktów, choć nie z powodu strachu przed konfliktem. Wystarczy przypomnieć boje o zmianę ustawy o zgromadzeniach, kiedy to Komorowski miał przeciwko sobie ważne elity opiniotwórcze, ale się nie cofnął, podobnie jak nie cofnął się przed zorganizowaniem własnego Marszu dla Niepodległej, aby skrajnie prawicowym środowiskom nie pozwolić zawłaszczyć święta 11 Listopada. Okazało się, że miał rację, przełamał wcześniejszy, zdawałoby się trwały monopol narodowców. Prezydent konsekwentnie dąży też do nadania większego znaczenie uroczystościom 4 czerwca, tego dnia wolności jako rocznicy odzyskania przez Polskę i suwerenności w wyniku wyborów czerwcowych 1989 roku. W przyszłym roku 25 rocznica tych wyborów będzie jednym z kluczowych dni, wokół nich - zdaniem prezydenta - można budować szerszą narodową wspólnotę. Ma to znaczenie szczególne, bowiem prezydent sam te wybory kontestował w przekonaniu, że są bardziej sztuczką komunistów niż mogą zapowiadać prawdziwą zmianę. Realna ocena rzeczywistości, dostrzeganie zachodzących zmian oraz umiejętność przyznania, że nie zawsze miało się rację to też ważne cechy prezydenta, pozwalające na trwanie w uporze, gdy jest przekonany, że racja jest po jego stronie oraz pewna elastyczność, kiedy konieczność zmiany stanowiska dostrzega.

Siła spokoju w rozedrganiu

Prezydent swym głównym doradcą uczynił Tadeusza Mazowieckiego i w jego postępowaniu widać rękę mistrza. Jest w tej prezydenturze bardzo widoczny element „siły spokoju”, by odwołać się do dawnego hasła Mazowieckiego właśnie. Bronisław Komorowski wie czego chce i nie zrażając się niepowodzeniami dąży do celu. Niekoniecznie tym celem jest – jak powiadają złośliwi – tylko druga kadencja, co zresztą jest normalne. Przede wszystkim jednak stworzenie ośrodka politycznego spokoju w kraju rozedrganej emocjami polityki.

Trzy lata, trzy weta

Zwykle relacje między prezydentem i rządem najłatwiej opisać przy pomocy konkretów, na przykład liczby zawetowanych ustaw czy ustaw przesłanych do Trybunały Konstytucyjnego. „Dorobek” Bronisława Komorowskiego jest to niewielki. W trzy lata trzy weta, kilka ustaw skierowanych do Trybunału Konstytucyjnego, kilka własnych projektów, w tym głównie w tych sprawach, które były powodem weta lub bliskich mu kwestii modernizacji sił zbrojnych, czy przystąpienia Polski do strefy euro, to doprawdy niewiele.

Świadczy to jednak nie tyle o braku jakiejś szczególnej aktywności, ale o zupełnie innym ukierunkowaniu tej prezydentury – bardziej na debatę, stwarzanie forum, wymiany poglądów, swego rodzaju opieka nad organizacjami pozarządowymi, a więc szukanie tych pól, na których aktywność rządu jest z reguły mniejsza. Można oczywiście zastanawiać się, czy treści będące przedmiotem tych debat w wystarczającym stopniu trafiają do opinii publicznej. Tu wynik będzie z pewnością niezadowalający, ale tak to już uroda naszej debaty publicznej. Niemniej fakt przełamywania różnych okopów i barykad, nawet jeśli nie do końca się udaje, choćby ze względu na trwały bojkot wielu poczynań przez największe ugrupowanie opozycyjne, ma znaczenie dla łagodzenia wielu politycznych konfliktów.

Bronisław Komorowski w trzy lata po wyborze cieszy się wysokim zaufaniem społecznym niezmiennie wahającym się między 65 a 70 proc. To dużo, zważywszy na klimat dramatycznej kontestacji, w jakim obejmował urząd oraz widoczną niechęć także opiniotwórczych elit z czasów kampanii, kiedy to szukano głównie tak zwanych wpadek. To jest spora zaliczka na drugą kadencję, ale warto zauważyć, że w tych nielicznych jeszcze sondażach, badających co stać się może w wyborach prezydenckich za dwa lata, nie wygrywa łatwo już w pierwszej turze. Nie jest postrzegany jako przywódca polityczny, te role przypisane są premierowi i liderowi opozycji. To oni absorbują uwagę opinii publicznej, budzą emocje.

Bronisław Komorowski emocji nie budzi, bo też umiejętnie znalazł się trochę poza stronami sporu. Nie dystansując się zbytnio od Platformy nie jest postrzegany jako aktywny członek tej partii, ale też opinia publiczna nie może postrzegać go jako agresywnego przeciwnika PiS. Liczba gestów mających na celu unormowanie przynajmniej oficjalnych relacji, wykonanych w stronę tego ugrupowania jest bardzo duża i szkoda, że większość z nich została odrzucona, czasem wręcz demonstracyjnie. Ów partyjny dystans jest z pewnością ważnym dorobkiem tej prezydentury, ale w czasie, kiedy kampaniami rządzą u nas ogromne emocje, nie musi on być zaletą dla wyborcy.

Czy więc z Bronisławem Komorowskim jest tak jak z polityką premiera Tuska określaną mianem „ciepłej wody w kranie”? Paradoksalnie coś jest na rzeczy. Z prezydentem Komorowskim jest normalnie, spokojnie, przewidywalnie i racjonalnie. Wydawać by się mogło, że tego właśnie Polacy potrzebują. Ale czy naprawdę? Czy to wystarczy na solidne zwycięstwo w przyszłych wyborach, czy zapowiada tylko zaciętą walkę. Zależy to nie tylko od prezydenta, także od całego otoczenia politycznego. Dotychczas Bronisławowi Komorowskiemu udawało się przechodzić rożne burze zachowując równowagę, ale przed nami lata wyborczych zmagań i nie bardzo jeszcze wiadomo czyich zwycięstw. Tak więc być może największe wyzwania jeszcze przed nim.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną