Kraj

Sorry, pomyłka

Pies czyli kot

Gdy minister Rostowski zapewniał nas niedawno o malejącym długu publicznym, mieliśmy powody do zadowolenia.

Szybko one jednak zniknęły, bo minister podobno się pomylił. A ponieważ pomylił się nie po raz pierwszy, więc zrobiło się przaśnie. Kilka dni później okazało się, że Rostowski tylko udawał, że forsy mamy jak lodu, żeby narodu nie spłoszyć. Wiedział, że nie ma, ale robił dobrą minę i nawet krzyczał na tych, którzy kwękali, że budżet się nie dopnie i kieszeń państwa okaże się dziurawa. Właśnie wyszło szydło z wora. Rację mieli kwękający. Na szczęście rynki finansowe i międzynarodowi spece od gotówki wiedzieli tak samo dobrze jak Rostowski, że mu zabraknie. Tak się podobno robi w świecie, że się ludziom kłamie, a potem mówi „Sorry, pomyłka”.

Jest taka anegdotka o pewnej pani, której mąż był dobrze znany w damskich kręgach ze swojego niefrasobliwego podejścia do szóstego przykazania. Ponieważ ta pani wyszła za niego z miłości i zawsze mu wierzyła, więc zrobiło jej się przykro. Trzymała jednak fason, jak to się kiedyś mawiało, i na pytania rodziny, czy ufa mężowi, odpowiadała: Ufam. Kiedy mąż mówi, że mnie nie zdradza, ufam, że mnie okłamuje. Podejrzewam, że takich ufających naszemu rządowi z dnia na dzień, za sprawą Rostowskiego, przybyło. Sam skłaniam się do tego, by do nich dołączyć. Jestem z pewnością staroświecki w moich odczuciach, ale co ja na to poradzę, że trudno mi uznać oszustwo za zaletę.

Dawniej co roku oglądałem z radością Tour de France, ale skończyła się ta moja radość, bo i mnie, i miliony kibiców na świecie potraktowano jak niepełnosprawnych umysłowo, którym można bez końca wciskać kit. Na czym ten kit polega? Na oszustwie. Kolarze się szprycują, a doping jest coraz trudniejszy do wykrycia. Na wszelki wypadek próbki krwi leżą jednak latami w laboratoriach, a metody ich badania coraz bardziej się ulepsza. I oto trzeba ogłaszać, że ten, kto wygrał dwa lata temu, był na dopingu, a ten, który był drugi też. I zwycięzcą okazuje się ten trzeci, ale kto wie, czy za jakiś czas też mu czegoś nie wykryją. W tym roku Tour de France wygrał Brytyjczyk Christopher Froome. Teoretycznie jest czysty, ale wynik uzyskał tak świetny, że od razu go wpisano na listę podejrzanych. Sprawdzą go kiedyś w przyszłości.

Polski wicepremier, też Brytyjczyk, będzie teraz przeze mnie za każde słowo o finansowym sukcesie naszego kraju natychmiast wpisywany na listę podejrzanych, bo kto wie, do czego się przyzna za trzy miesiące.

PiS się rozpycha i ja mu się nie dziwię, bo jeśli ktoś w tramwaju wstaje z krzesełka i miejsce stojącemu proponuje, to dlaczego nie usiąść? Ale co zrobi, gdy zajmie już większość miejsc w tramwaju? Wiem, że na razie sprawdza, co czyta młodzież w lekturach szkolnych, a nam, dorosłym, ogłasza, że szykuje się „gigantyczne fałszerstwo” związane z materiałem dowodowym w sprawie katastrofy smoleńskiej. To tyle konkretów. Ale ja o pieniądze pytam. Przecież PiS będzie musiał nimi rządzić lepiej niż Rostowski. Właśnie w ostatnią sobotę na spotkaniu w Ustrzykach Dolnych prezes Kaczyński pytał, jak długo Polska może „bez niszczących szkód znosić rządy bankrutów i nieudaczników”. To dobre pytanie i należałoby na nie odpowiedzieć. Konkretnych propozycji na poprawę stanu gospodarki PiS na razie jednak nie przedstawia, ma tylko pretensje do rządu.

Umówmy się więc przynajmniej co do jednego – bez kasy nie można sobie poprawić nawet spodni w kroku. Oczywiście rozumiem PiS, bo przyjemnie się opowiada, że będzie nam się żyło lepiej, bezpieczniej i zdrowiej, że znów obniży się wiek emerytalny, podniesie najniższe płace, zlikwiduje bezrobocie i dofinansuje NFZ. A może w takim razie jak najszybciej ogłosić akcję „Akwarium w każdym polskim domu”? Będą w nich pływać złote rybki, a każda z twarzą Kaczyńskiego i ogonem Macierewicza.

Wiadomo, jak taka bajka się kończy. We wszystkich bankach – a będą to banki wyłącznie polskie, jak zapowiada prezes – euro skoczy tak, że zabraknie papieru na drukowanie stuzłotówek. Zostanie nam tylko religia w szkołach w podwójnym wymiarze godzin, msza święta przed rozpoczęciem pracy i nieszpory na jej zakończenie.

Polityka 30.2013 (2917) z dnia 23.07.2013; Felietony; s. 89
Oryginalny tytuł tekstu: "Sorry, pomyłka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną